Marcelina Zawadzka relacjonuje zakupy na wigilię w dubajskim markecie. "Trochę po angielsku, trochę po arabsku. PODDAJĘ SIĘ"
Marcelina Zawadzka tegoroczne święta Bożego Narodzenia spędza w Dubaju. Wraz z bliskimi podjęli decyzję, że sami przygotują tradycyjne polskie potrawy. Ruszyła na zakupy, co się okazało nie lada wyzwaniem. Wszystko udokumentowała na Instagramie.
Marcelina Zawadzka relacjonuje zakupy na wigilię w dubajskim markecie. "Trochę po angielsku, trochę po arabsku. PODDAJĘ SIĘ"
Przygotowania do nadchodzących świąt Bożego Narodzenia trwają w najlepsze. Jedni szykują się do świętowania w domach, inni wyjeżdżają w góry lub ciepłe kraje, gdzie nie będą musieli się martwić o gotowanie potraw i przystrajanie przestrzeni. Jest też grupa osób, która samodzielnie naszykuje wigilijną kolację z dala od stałego miejsca zamieszkania.
Marcelina Zawadzka obecnie przebywa w Dubaju, gdzie spędzi święta w gronie najbliższych. Celebrytka podjęła się nawet przygotowania świątecznych potraw samodzielnie. Z tego powodu ruszyła na zakupy do jednego z lokalnych marketów, co okazało się nie lada wyzwaniem. Wszystko przez słownictwo.
Zakupy raczej nie wydają się niczym szczególnie trudnym, szczególnie kiedy wcześniej przygotuje się szczegółową listę. Problem może się jednak pojawić, kiedy wyjeżdżamy za granicę i potrzebna jest znajomość dość obszernego kulinarnego słownictwa w obcym języku. Jak Marcelina Zawadzka poradziła sobie z łamanym angielsko-arabskim w Dubaju? Wszystko udokumentowała na Instagramie.
Zaczęło się od szybkiego quizu
Kochani, mam do was pytanie. Najważniejsza potrawa na stole wigilijnym, bez czego nie moglibyście się obyć jeśli chodzi o nasze tradycyjne polskie potrawy? Pewnie powiecie, że pierogi albo barszcz czerwony. Ja mam coś takiego, że krokiety z kapustą i grzybami i barszcz czerwony - relacjonowała Marcelina Zawadzka z marketu w Dubaju.
A potem szalone wyznanie...
Dla mnie to jest śmieszne. Znalazłam włoszczyznę i brakuje mi tu selera. Sprawdzam, jak się mówi "seler" po angielsku, a mój słownik mówi, że to sprzedawca! Dla mnie przyrządzenie potraw, których nie robię na co dzień nie jest najprostsze. Jeszcze w języku angielskim, trochę arabskim - nadawała na InstaStories.
No i dywagacja. Barszcz czerwony z torebki czy domowy?
Poddaję się. Przyznam się wam, że przemyciłam dwa barszcze czerwone w proszku. Moja mama robi normalną zupę na święta... Lepszy jest taki z proszku czy warzyw, ale nie z ryneczku, kiedy nie wiadomo, jak barszcz wyjdzie? - dywagowała Zawadzka.
Szybka lekcja języka angielskiego
Świadome zakupy nie należą do prostych zadań
Wszystko musi być eko, bio, wege i keto. Nie no, żartuje. Wszystkie warzywa muszą być bio. Może ktoś jedzie z Polski do Dubaju? - wyznała.
Grunt to umieć szukać pomocy
A liść laurowy po angielsku to...
Jak mama radzi, to trzeba się posłuchać
Jestem w kontakcie z moją mamą i ona mówi: "Ale jeszcze ten zakwas z buraka. Będziesz dolewała i sprawdzała. No i w momencie, kiedy masz już ziele angielskie..." i sobie sprawdzam, jak powiedzieć "ziele angielskie" - ujawniła.