Dominika Chorosińska znów jest na językach całego kraju - tym razem z racji słynnego "hau hau" z ławy sejmowej. Do incydentu doszło w piątek, 4 września, gdy na mównicy przemawiał wicepremier Władysław Kosiniak-Kamysz. To wtedy kamery zarejestrowały zachowanie posłanki, a nagranie szybko obiegło media i wywołało lawinę krytyki.
Zobacz też: Historyczna chwila! "Hau hau" Dominiki Chorosińskiej w oficjalnych stenogramach sejmowych
Mąż wyrozumiale o "hau hau" Chorosińskiej
Waldemar Andzel, rzecznik dyscypliny klubu parlamentarnego PiS, zapowiadał w rozmowie z "Faktem", że sprawa będzie wyjaśniana. Pojawiło się też multum komentarzy w sieci, a sama zainteresowana skomentowała w końcu całą sytuację tak:
Jedyny język, jaki rozumieją Donald Tusk i Władysław Kosiniak-Kamysz to szczekanie psów z Kłodzka
WIDEOEleganckie celebrytki prężą się na ściance ELLE Style Awards 2026: posągowa Sokołowska, Wendzikowska w koronce
Teraz głos postanowił zabrać mąż "rozszczekanej" posłanki, Michał Chorosiński. Na łamach "Faktu" utyskuje, że robi się z jego żony potwora, a ona przecież tylko zwróciła uwagę na ważny problem. Grzmi też, że to "lincz na kobiecie", a Sejm przecież już od dawna nie jest świątynią kurtuazji.
Przede wszystkim przeraża mnie fala hejtu, jaka spadła na żonę i na naszą rodzinę. Ostatnie dni to niewiarygodny lincz na kobiecie - i co znamienne, w większości autorami są mężczyźni. Dla mnie to niewyobrażalne. Próbuje się z Dominiki zrobić potwora za jeden gest, podczas gdy prawdziwi winowajcy chodzą bezkarnie. Czy ktoś odpowiedział za zoofilsko-pedofilską aferę w Kłodzku? Czy Kacprzykowi coś się stało? Nawet nie został przesłuchany. Przeraża mnie nie gest żony tylko obłuda i zakłamanie niektórych polityków, którzy z uśmiechem na twarzy sprzedają i degradują Polskę. Sejm od dawna nie jest salą wykładową. Krzyczą tam wszyscy, tylko jednych za to nagradza się oklaskami, a z drugich robi się oszołomów.
W rozmowie z dziennikiem Chorosiński przekonuje że reakcje na zachowanie posłanki są jego zdaniem nieproporcjonalne do czynu. Podkreśla też, że jego żona "nie popełniła przestępstwa", ale tego chyba akurat nikt jej nie zarzucał.
Jeśli ktoś uważa, że problemem Polski jest odgłos z ławy poselskiej, a nie bezkarność i zamiatanie spraw pod dywan - niech tak uważa. Ja tak nie uważam. Żona nie popełniła przestępstwa. Zrobiła gest, który miał boleć. I bolał tych, których miał.
Jednocześnie niegdysiejsza minister kultury i dziedzictwa narodowego w dwutygodniowym rządzie Mateusza Morawieckiego może liczyć na pełne wsparcie ukochanego, który nie widzi w jej zachowaniu niczego niestosownego.
Jako mąż staram się chronić i wspierać. Od tego jestem i na mnie żona zawsze może liczyć. Jestem wściekły, że próbuje się ją zaszczuć i ubrudzić całą rodzinę. To nie debata - to polowanie i dwulicowość. Nie pozwolę sobie wmówić, że problemem Polski jest jej gest, a nie obłuda tych, którzy zamiatają brudy pod dywan. I ma we mnie pełne wsparcie męża, ojca i człowieka, któremu obrzydła ta hipokryzja.
Przekonał Was?