W ubiegłym tygodniu, dokładnie 26 sierpnia, prywatny odrzutowiec z księciem Harrym, Meghan Markle oraz ich dziećmi - 7-letnim Archiem i 5-letnią Lilibet - wylądował na lotnisku w Birmingham. Para oficjalnie zamknęła kalifornijski etap życia, przenosząc się do posiadłości zlokalizowanej poza Londynem, a ich pociechy zostały już zapisane do brytyjskich szkół.
WIDEOPrzejęta Katarzyna Grochola o HEJCIE na Dorotę Szelągowską po aferze z "Nigdy w życiu!": "Córka dostała..." (WIDEO)
Przypomnijmy, że Sussexowie rezygnowali z pełnienia oficjalnych funkcji w rodzinie królewskiej jeszcze w 2020 roku. Wielki powrót nie przebiega jednak w sielankowej atmosferze - w kuluarach mówi się, że książę William absolutnie nie kryje niezadowolenia z obecności brata w kraju. Na dodatek brytyjskie władze odmówiły przyznania rodzinie policyjnej eskorty opłacanej z pieniędzy podatników. Jakby tego było mało, w poniedziałek Pałac Buckingham wydał oświadczenie przypominające, że formy tytularne "Jego/Jej Królewska Wysokość", zawieszone na mocy porozumienia z Sandringham, wciąż pozostają nieużywane.
Oświadczenie Pałacu Buckingham. Król Karol III podjął stanowczą decyzję
Prawdziwy dramat zaczął się wtedy, gdy Pałac Buckingham wysłał do urzędników w całym kraju specjalny list z wytycznymi od samego króla. Dokument jasno potwierdził, że Harry i Meghan nie wracają do pracy jako oficjalni przedstawiciele rodziny królewskiej.
W piśmie zaznaczono, że to całkowicie zgodne z ustaleniami z 2020 roku oraz wcześniejszymi deklaracjami samej pary, która chciała być w UK osobami prywatnymi. Jednak jedno zdanie wyjątkowo zabolało Sussexów: "W skrócie ich pozycja przypomina prywatnych obywateli z interesami komercyjnymi i charytatywnymi". Pałac Buckingham nie chciał tego więcej komentować, uznając, że treść listu mówi sama za siebie.
ZOBACZ: Donald Trump czule ocenia przeprowadzkę Meghan Markle i księcia Harry'ego. "Cieszę się z tego"
Awantura o status księcia Harry'ego i Meghan - wolą być "osobami publicznymi"
Znajomi pary szybko przekazali Daily Mail ich wersję wydarzeń. Ponoć Sussexowie dostali wiadomość o liście o 13:59 i próbowali wyjaśnić kilka spraw o 14:19. Harry był jednak wtedy w studio nagraniowym i nie było z nim kontaktu aż do 15:09. Dwie minuty później dowiedzieli się, że o 15:06 list wysłano już do gazet.
Najbardziej zbulwersowało ich jednak nazwanie ich "prywatnymi obywatelami".
Rozumie się, że książę zakwestionował w szczególności pogląd, jakoby para miała być traktowana jako prywatni obywatele. Gdyby tak było, jak twierdzono, tego rodzaju formalne wytyczne nie byłyby wymagane - przekazali informatorzy "Daily Mail".
Sussexowie wolą termin 'osoby publiczne' i chcieliby uznania, że na poziomie osobistym pozostają członkami rodziny królewskiej, mimo że nie otrzymują już publicznego finansowania - mówiło źródło.
Osoby z otoczenia Harry'ego i Meghan sugerują, że ruch Pałacu nie był przypadkowy i miał utrudnić im walkę o państwową ochronę opłacaną z podatków. Z kolei osoby bliskie królowi twierdzą, że to nieprawda. List miał po prostu uniknąć zamieszania przed napiętym grafikiem pary, a jasne zasady mogą wręcz ułatwić Karolowi III prywatne spotkania z synem.
Dworzanie nie mają jednak wątpliwości: chęć bycia "osobami publicznymi" przy jednoczesnym zarabianiu na własną rękę po raz kolejny pokazuje, że ich wymarzony plan "pół w rodzinie, pół poza nią" po prostu nie ma prawa działać.