Dominika Clarke stała się szerzej znana w 2023 roku, kiedy urodziły się jej słynne "pięcioraczki z Horyńca". Wraz z mężem Vincentem wychowuje 13-osobową rodzinę. Choć wcześniej mieszkali w Polsce w dużej rezydencji, ponad dwa lata temu zdecydowali się na przeprowadzkę do Tajlandii. Clarke skrupulatnie pokazuje w mediach społecznościowych kulisy życia rodziny, a jej publikacje od dawna wzbudzają sporo emocji i krytycznych komentarzy, których głównym zarzutem jest skrajny sharenting.
W swoim najnowszym wpisie Dominika odniosła się do sytuacji, w której informacje pojawiające się na temat jej rodziny w internecie prowadzą do interwencji tajskich służb. Wszystko za sprawą zgłoszeń obserwatorów.
Ktoś coś zgłasza, ktoś gdzieś opisuje nasze życie po swojemu, a potem uruchamiają się procedury i przyjeżdżają ludzie, którzy mają sprawdzić, jak jest naprawdę - napisała matka pięcioraczków.
Jak wynika z jej relacji, kontrole nie ograniczają się do krótkiej wizyty. W domu rodziny pojawiają się przedstawiciele różnych służb i instytucji, którzy dokładnie przyglądają się warunkom, w jakich żyją dzieci.
Przychodzi cała grupa specjalistów - poinformowała Clarke.
WIDEOKarolina Gilon NIE ZGADZA się z twierdzeniem, że zarabia na dziecku. "Robię dokładnie to, co robiłam przez ostatnie 10 lat"
Służby sprawdzają, jak funkcjonuje rodzina
Dominika szczegółowo opisała przebieg jednej z takich wizyt. Jak przekazała, przedstawiciele służb rozmawiają z członkami rodziny, oglądają poszczególne pomieszczenia i sprawdzają sytuację dzieci. Interesuje ich również edukacja pięcioraczków oraz relacje rodziny z osobami mieszkającymi w sąsiedztwie.
Przychodzą ludzie, którzy mają obowiązek sprawdzić wszystko naprawdę (...) Rozmawiają z nami, oglądają dom, pokoje, sprawdzają dzieci, pytają o szkołę, rozmawiają z sąsiadami i próbują zbudować sobie obraz naszej rodziny nie z komentarzy w internecie, tylko z tego, co naprawdę widzą - ujawniła.
Jak podkreśla matka pięcioraczków, dotychczasowe kontrole nie miały potwierdzić negatywnych informacji krążących w sieci. Według jej relacji za każdym razem służby miały dochodzić do wniosku, że dzieci są właściwie zaopiekowane, a rodzina funkcjonuje prawidłowo.
Za każdym razem ktoś przychodzi sprawdzać nas po kolejnych zgłoszeniach, a potem wychodzi z zupełnie innym obrazem niż ten, który próbuje się tworzyć w internecie. Po raz kolejny usłyszeliśmy, że jesteśmy dobrymi rodzicami (...) Bo w internecie można napisać wszystko. Zostają fakty - czytamy.
Dominika Clarke reaguje na zgłoszenia
Clarke przyznaje, że powtarzające się kontrole są dla niej i jej bliskich obciążające. Jednocześnie zaznacza, że nie obawia się kolejnych weryfikacji, ponieważ - jak przekonuje - rzeczywistość ma być zupełnie inna od obrazu przedstawianego przez niektórych internautów.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Dominika Clarke NIE CHCE UCZYĆ dzieci języka polskiego! "Niech żyją w błogiej nieświadomości"
W swoim wpisie wyraziła również nadzieję, że w przyszłości uwaga zostanie skierowana nie tylko na jej rodzinę, ale także na osoby, które mają składać kolejne zawiadomienia.
Skoro już ktoś chce sprawdzać, to niech sprawdzi wszystko. Bo ja nie boję się faktów. (...) Wierzę, że w końcu przyjdzie moment, kiedy ktoś przyjrzy się nie tylko nam, ale też temu, jak długo trwa to uporczywe zgłaszanie i pomawianie. (...) Może wreszcie ktoś zapyta nie tylko: czy z tą rodziną jest coś nie tak?, ale też: dlaczego ktoś tak obsesyjnie próbuje udowodnić, że jest? - dodała.