Gdy wiosną tego roku zapowiadano serial "Girls of Warsaw", jego twórcy i platforma Prime Video złożyli przyszłym widzom bardzo konkretną obietnicę, mianowicie możliwość zajrzenia za kulisy życia jednych z najpopularniejszych polskich influencerek, których "nie widać w starannie wyselekcjonowanych treściach publikowanych w sieci". Założenie nie tylko ambitne, ale i karkołomne, bo mowa tutaj o twórczyniach, które - tak przynajmniej się zdawało - pokazały już wszystko: od pracy, przez dom, partnerów, rodzinę, a nawet poród. Do serialu zaproszono Jessikę Mercedes, Angelikę "Andziaks" Trochonowicz, Klaudię Sadownik oraz Olę Nowak. Ta ostatnia podczas kolacji zapoznawczej z pozostałymi uczestniczkami zdobyła się nawet na odważną deklarację i stwierdziła, że chciałaby, aby "Girls of Warsaw" poprawił mocno nadwyrężony wizerunek całej branży influencerskiej i pozwolił ludziom spojrzeć na nie nieco przychylniejszym okiem... Spoiler alert: to akurat się nie uda. Nie oznacza to jednak, że serial nie ma nam nic do zaoferowania.
WIDEOW "Girls of Warsaw" ZAWRZAŁO... Jessica Mercedes zarzuciła Klaudii Sadownik FAŁSZ! "NIE SPODZIEWAŁAM SIĘ" (WIDEO)
"Girls of Warsaw": Kto zyska, a kto straci na serialu o influencerkach?
Serial, wbrew obietnicom, nie pokazuje nam za wiele obrazków, których nie widzielibyśmy w social mediach dziewczyn, niespecjalnie też próbuje udowodnić, że ich fach jest szczególnie ciężką pracą. Może to i dobrze, bo to z góry przegrana walka i nikt nie próbował jej tutaj nawet podejmować. Widzimy ich piękne mieszkania i domy, drogie auta i "kreatywne" spotkania traktujące o kolejnych projektach, a wszystko utrzymane jest w teledyskowej, wypucowanej estetyce "glamour", gdzie nawet śmieci na balkonie Klaudii Sadownik prezentowane są efektownym odjazdem drona. Przepiękne i wystudiowane kadry kłócą się trochę z założeniem o pokazywaniu "kulis i prawdy", wpisują się raczej w przeświadczenie, że życie influencerów to ciągła reżyseria i pokolorowana rzeczywistość, która nijak ma się do codzienności ich odbiorców. Na szczęście, spod tej grubej warstwy przepychu, filtrów i luksusu udało się wykopać trochę prawdy - nie zawsze po myśli bohaterek serialu.
Podstawą udanej produkcji dokumentalnej czy reality-show jest gotowość jej bohaterek na przesunięcie swoich granic i niekontrolowane odsłonięcie tego, co kryje się pod stworzoną pod publikę personą. Nie wszystkie tytułowe warszawskie dziewczyny były jednak na to gotowe i nie da się ukryć, że większość z nich przyszła na plan "Girls of Warsaw" z konkretnym pomysłem na to, jak chcą zostać pokazane. Owszem, pokazać dużo, bo to dla nich nic nowego, ale nie "za dużo". Z tego też powodu spora część ich wyznań, choć momentami personalnych czy nawet wzruszających, nadal wydaje się wykalkulowana, bo mówią tylko to, co chcą powiedzieć i ani słowa więcej. Dlatego najcenniejsze są momenty, gdy wymyślony przez nie scenariusz wymyka się spod kontroli. A dzieje się tak najczęściej w sytuacjach, niestety nielicznych, gdzie cała czwórka jest ze sobą - wtedy mogą się zaskakiwać, reagować na swoje słowa i pozwolić sobie na odrobinę spontaniczności.
Nie brakuje też smaczków dla Pudelkowiczów - Luka zdradzający widzom, ile z wyświetleń na YouTube zarobiła w 2024 roku Andziaks (blisko 2 miliony), dokładne wyliczenia drogiego mieszkania Oli Nowak na Złotej 44, ile kosztują ich luksusowe fury, a także wnętrza wypełnionych dizajnerskimi gadżetami garderób.
Co najbardziej zaskakujące, na największą wolność i brak hamulców pozwoliła sobie najbardziej doświadczona na influencerskim polu zawodniczka. Jessica Mercedes nie ukrywała w wywiadach promujących show, że zdjęcia do serialu zbiegły się z bardzo ciężkim czasem w jej życiu i to zdecydowanie widać - nie mamy już tutaj do czynienia z wesołą i zwariowaną Jessiką, którą znaliśmy, a z dorosłą kobietą nieukrywającą swojego pogubienia i smutku. Blogerka głośno mówi o swoich zawodach w życiu prywatnym, trudnej, a w zasadzie nieistniejącej relacji z ojcem i zwątpieniu w to, czy obrana przez nią ścieżka przyniosła tak mocno wyczekiwane szczęście. Jessica, być może nieświadomie, staje się tutaj dość jaskrawym przykładem tego, że pewnych traum nie przykryją ani pieniądze, ani podróże, ani drogie torebki - ale przekonać się o tym można tylko wtedy, gdy już to wszystko się ma. Nie ma też problemu, aby zaburzyć spokój koleżanek i konfrontować je z trudnymi emocjami, co nie zawsze spotyka się z ich aprobatą. A powinny jej podziękować! Wylewność Jessiki i jej emocjonalność są bowiem w "Girls of Warsaw" niezwykle odświeżające i wnoszą do produkcji tę obiecywaną prawdę, a pozostałym dziewczynom pozwalają w końcu pokazać ludzką twarz.
W kuluarach spekuluje się, że jeśli pierwsza odsłona "Girls of Warsaw" będzie cieszyć się dobrą oglądalnością, to powstanie kolejny sezon show. Energia Jessiki i chaos, który wprowadziła do serialu, powinny być drogowskazem dla produkcji - należy odejść od perfekcyjnie wystylizowanych kadrów i wywiadów na kanapie i pozwolić dziewczynom na interakcje, bo tylko to pozwoli widzom zobaczyć w nich prawdziwych ludzi, a nie tylko instagramowe awatary.
Zamierzacie oglądać "Girls of Warsaw"? A może jesteście już po seansie?
Zobacz także: Jessica Mercedes ujawnia, jakiego MĘŻA poszukuje: "Jak nie ma Instagrama, to od razu przechodzi do kolejnego etapu" (WIDEO)