Program "Rozmowy w toku" z Ewą Drzyzgą na pokładzie zyskał w pewnych kręgach miano niemal kultowego. Jedną z osób, które zapadły w pamięci widzom, była bez wątpienia psycholożka Aleksandra Sarna. Dziś, na wiele lat po zakończeniu produkcji show, ekspertka z pamiętnego formatu jest o 80 kilogramów lżejsza i wielu zapewne miałoby problem, aby rozpoznać ją na ulicy.
Aleksandra Sarna o kulisach "Rozmów w toku"
O tym, że przeszła metamorfozę i polubiła się ze sztuką tatuażu oraz medycyną estetyczną, rozpisywano się już wielokrotnie. Teraz Sarna przyjęła zaproszenie do podcastu Kozaczka, gdzie podzieliła się wspomnieniami z czasów programu. Jak wspomina, była wtedy bardzo młoda i nawet nie marzyła o tym, że będzie występować w telewizji.
Ja miałam wtedy 26 lat. Ja byłam młodziutką dziewczyną, która trafiła tam kompletnym przypadkiem.
Zobacz też: Lekka niczym piórko Ewa Drzyzga zachwycała na Balu Fundacji TVN. Prawdziwa klasa? (ZDJĘCIA)
WIDEOTYLKO NA PUDELKU: Julia Wieniawa BIERZE KOREPETYCJE u Stefano Terrazzino przed debiutem w "TzG" jako jurorka: "CHCE STANĄĆ NA WYSOKOŚCI ZADANIA" (WIDEO)
Zupełnie inną kwestią jest garderoba, o którą dbały osoby z ramienia "Rozmów w toku". Sarna wspomina, że produkcja starannie dbała o to, aby stylizacje wpisywały się w koncepcję programu. Psycholożce nie zawsze było to na rękę, bo lubiła zupełnie inny styl.
To, jak ja byłam ubrana, to nie była moja decyzja. To była decyzja sztabu produkującego program "Rozmowy w toku". Ja od wczesnych lat dziewięćdziesiątych zawsze mam, lubię głębokie dekolty, zawsze takie nosiłam, w "Rozmowach w toku" absolutnie nie wchodziło w grę.
Chodziło nie tylko o głęboki dekolt czy mocno dopasowane kreacje, lecz także o niektóre wzory, które dla ówczesnych realiów telewizyjnych mogłyby być problematyczne. Co ciekawe, raz Sarna przed wyjściem z domu narzuciła na siebie apaszkę w czaszki. Osoba odpowiedzialna za jej stylizacje w programie tego nie wychwyciła i ponoć dostała przez to "po wypłacie". Sama zainteresowana zapewnia jednak, że nie zrobiła tego specjalnie.
Jak raz dokumentalista przegapił, że mam apaszkę w trupie czaszki, to mu polecieli po wypłacie, no bo był odpowiedzialny za pilnowanie mojego wizerunku. Ja to zrobiłam, po prostu założyłam jakiś szalik w domu wychodząc, wzięłam coś, co było na wieszaku. Absolutnie nie jestem osobą, która by robiła kłopot dokumentaliście czy ryzykowała mu pojechanie po wypłacie.
Obecnie, już poza planem telewizyjnym, ubiera się zupełnie inaczej. Stylizacja, którą wybrała na okazję wywiadu, jest zresztą tego najlepszym dowodem.
Bardzo się zmieniła?