Szlacheckie pochodzenie gwiazdy
W latach 60. Jerzy Nasierowski był uosobieniem sukcesu w realiach PRL-u. Jako aktor rozchwytywany przez reżyserów formatu Wajdy czy Passendorfera, budował wizerunek, który maskował jego mroczną naturę. Status celebryty nie był dla niego jedynie źródłem dochodu, ale strategicznym kamuflażem. Arystokratyczne korzenie oraz nienaganne maniery sprawiały, że nikt nie podejrzewał go o prowadzenie przestępczego życia.
Mieszkał na warszawskiej Starówce w otoczeniu drogocennych antyków. Krążyły legendy, że posiłki jadał na złotych talerzach, co on sam dementował z właściwym sobie cynizmem. Choć uchodził za bogacza, zamiast wystawnych restauracji wybierał bary mleczne. Jednocześnie, jak potem przyznał bez ogródek, "zawsze kochał kraść".
Fatalne zauroczenie – romans z "proletariackim Amorem"
Upadek Nasierowskiego zaczął się od ślepej miłości, przez którą całkowicie stracił zdrowy rozsądek. Kochankiem aktora został Andrzej Rukuszewicz, młodszy o 19 lat monter instalacji sanitarnych. Chłopak nie wywodził się z marginesu – jego ojciec był matematykiem i autorem podręczników szkolnych, jednak jego przedwczesna śmierć sprawiła, że Rukuszewicz pogubił się i wybrał drogę drobnego złodzieja.
Dla 35-letniego wówczas aktora ten związek stał się formą romantycznej przygody. Nasierowski, zafascynowany młodością i bezczelnością kochanka, sam zaczął uczestniczyć we włamaniach i kradzieżach. Często ofiarami padali jego znajomi i krewni.
Podwójne życie Nasierowskiego
Wizerunek dobrze wychowanego panicza służył Nasierowskiemu jako przepustka do domów przedstawicieli elity artystycznej. Szlacheckie pochodzenie wykluczało podejrzenia – w oczach milicji i opinii publicznej był ostatnią osobą, którą można by posądzić o bycie częścią bandyckiego półświatka.
Ten społeczny immunitet pozwolił aktorowi przez lata bezkarnie okradać bliskie mu osoby oraz zajmować się sprzedażą tych przedmiotów, a nawet przemytem. Fatalne zauroczenie sprawiło, że granica między aktorską kreacją a mroczną rzeczywistością ostatecznie się zatarła, prowadząc do tragicznego punktu zwrotnego w Piasecznie.
Tragiczna śmierć Anny Wujek
27 stycznia 1971 roku zabawa w złodziei zmieniła się w krwawy dramat. Andrzej Rukuszewicz wraz z Maciejem Banasiem włamali się do willi Miry Grelichowskiej-Wajdy w Piasecznie. Na miejscu zastali pielęgniarkę Annę Wujek. Napastnicy związali kobietę i zakneblowali ją tak mocno, że udusiła się podczas dokonywania rabunku.
Śledztwo było kompromitacją ówczesnych władz. Milicja, chcąc szybko zamknąć sprawę, aresztowała niewinnych nastolatków. Pod wpływem brutalnych tortur chłopcy przyznali się do winy. Nasierowski, dowiedziawszy się o tragedii po fakcie, zgłosił się na milicję i doniósł na kochanka. Wskazał Rukuszewicza i Banasia jako prawdziwych sprawców. Był to akt desperacki – aktor wiedział, że tym samym wydaje wyrok na samego siebie.
Pokazowy proces
Proces z 1973 roku był jedną z najgłośniejszych spraw dekady, wykorzystaną propagandowo do uderzenia w "zepsute elity". Oskarżeniem kierowała bezwzględna prokurator Wiesława Bardonowa, według której Nasierowski był moralnym sprawcą wszystkich zbrodni. Co ciekawe, obrońca aktora, Jacek Wasilewski, okazał się po latach tajnym współpracownikiem służb, co stawia rzetelność obrony w wątpliwym świetle.
13 października 1973 roku zapadł wyrok. Choć ze względu na przepisy ostateczna kara łączna wyniosła 25 lat, to za zabójstwo, serię włamań oraz nielegalny handel antykami Nasierowski usłyszał wyroki dające łącznie aż 32 lata więzienia. Do tego dochodziła gigantyczna grzywna i koszty sądowe, które spędzały mu sen z powiek.
Aktor odkrył później, że należące do niego dwa obrazy Malczewskiego i płótno Gierymskiego trafiły do Muzeum Narodowego jako depozyt. Ich wartość znacznie przewyższała dług, ale żeby je odzyskać, Nasierowski musiał najpierw zdobyć gotówkę na pokrycie wszystkich zaległości wobec państwa.
"Zbrodnia i..." – bestseller, który powstawał za kratami
Trafienie do więzienia w Strzelcach Opolskich było dla aktora szokiem – opisuje to jako wejście "kanapowego pudelka do klatki z głodnymi lwami". Paradoksalnie to tam narodził się jako pisarz. Zaczął gromadzić notatki, a siostra przemycała maszynopisy, które trafiały do reżysera Krzysztofa Zanussiego, a później do Romana Bratnego.
Bratny, potężna figura ówczesnego życia literackiego i politycznego, stał się mecenasem początkującego pisarza. Napisał o nim książkę "Rok w trumnie" i skutecznie interweniował u władz, argumentując, że taki talent jak Nasierowski powinien pisać na wolności. Dzięki temu wstawiennictwu aktor opuścił mury więzienia 13 lipca 1983 roku, po ponad 10 latach odsiadki. Zderzenie z nędzą slumsów starej Pragi po wyjściu z więzienia okazało się bolesne.
W 1988 roku pod pseudonimem Jerzy Trębicki (panieńskie nazwisko matki, narzucone przez władze) ukazała się powieść "Zbrodnia i...". Choć cenzura okroiła ją o połowę, 70-tysięczny nakład wyprzedano w dwa dni. Czytelnicy chłonęli brutalny erotyzm i więzienny folklor przefiltrowany przez wrażliwość upadłego arystokraty.
93-letni buntownik na TikToku
Współczesne życie Nasierowskiego to paradoksalny epilog. Dawny celebryta żyje dziś z najniższej emerytury, a jego aktywność przeniosła się do sieci. Od kilku lat nagrywa filmy na TikToku i YouTube, nadal określając się jako walczący ateista i lewicowiec.
Jerzy Nasierowski pozostaje postacią wymykającą się jednoznacznym ocenom. Dla jednych to tragiczny kronikarz więziennego życia, dla innych cyniczny człowiek, który ze zbrodni uczynił literacki i medialny kapitał. Jedno jest pewne - 93-latek nadal potrafi przyciągać uwagę opinii publicznej i swoich fanów.