We wtorek 7 lipca informowaliśmy o aresztowaniu męża Sylwii Peretti, który jest podejrzanym w sprawie o wyłudzenie 7,5 miliona złotych. Ustaliliśmy też, jakie zarzuty prokuratura postawiła Łukaszowi P. Grożą mu bardzo surowe konsekwencje, bo aż do 25 lat pozbawienia wolności.
Sylwia Peretti wydała oświadczenie
W rozmowie z nami Peretti potwierdziła, że jej mąż został zatrzymany ws. rozliczenia uzyskanej przed laty dotacji. Jednocześnie deklarowała, że wedle jej wiedzy została ona wykorzystana zgodnie z przeznaczeniem i ma nadzieję na szybkie rozwiązanie sprawy.
Powstały dzięki niej sprzęt uzyskał wiosną tego roku stosowną certyfikację, co potwierdza jego użyteczność. Wszystkich kontrahentów spółki zapewniam, że pomimo nieobecności męża praca i zlecenia są nieprzerwanie realizowane przez pracowników. Liczę, że wkrótce sprawa się wyjaśni, a Łukasz wróci do realizacji wszystkich swoich nowatorskich projektów z wielką pasją i swoją niewyczerpaną energią. Dziękuję wszystkim ślącym mu za moim pośrednictwem wyrazy wsparcia.
Przypomnijmy: TYLKO NA PUDELKU: Mąż Sylwii Peretti ARESZTOWANY. Jest podejrzany w sprawie o wyłudzenie 7,5 mln zł. Mamy komentarz celebrytki
Sylwia Peretti spędziła dzień matki na cmentarzu
Teraz z kolei na InstaStories niegdysiejszej "królowej życia" pojawiło się oświadczenie. W pierwszej części apeluje przede wszystkim, aby wstrzymać się z osądami, a sama wspomina o powrocie do pustego domu.
Od 3 lat niemal każdego dnia wracałam z cmentarza do domu, w którym czekał na mnie jeszcze mój mąż. Dziś wracam do pustego domu. Trudno opisać słowami ciężar, który noszę od dnia, w którym straciłam syna. Teraz, tuż przed kolejną rocznicą jego śmierci, przyszło mi zmierzyć się z kolejnym dramatem. Nie proszę o współczucie. Proszę jedynie o szacunek, cierpliwość i pozwolenie, by o tej sprawie zadecydowały fakty, a nie emocje czy medialne spekulacje. Dziękuję wszystkim, którzy w tym niezwykle trudnym czasie okazują mi wsparcie i życzliwość.
W drugiej części natomiast zwróciła uwagę na medialną narrację wokół aresztowania Łukasza. Jak twierdzi, kolejny raz to ona stała się "twarzą" całej sprawy i to na niej skupiają się medialne zainteresowanie i lawina komentarzy. Na koniec apeluje o "odrobinę refleksji".
Jest jeszcze jedna kwestia, o której chcę powiedzieć. Kiedy media informowały o śmierci mojego syna, bardzo często nie pisały o Patryku. W nagłówkach pojawiał się przede wszystkim "syn Sylwii Peretti". Dziś widzę dokładnie ten sam mechanizm. Po raz kolejny głównym elementem medialnych nagłówków stają się moja twarz i moje nazwisko. Są także publikacje, w których nie ma nawet zdjęcia mojego męża, jest wyłącznie moja twarz i nagłówek: "mąż Sylwii Peretti". To wystarczy, by zrozumieć, na kogo w rzeczywistości kierowana jest uwaga opinii publicznej. W praktyce oznacza to jedno - to nie tylko moje nazwisko trafia do nagłówków. To ja staję się twarzą tych historii i to do mnie trafiają wszystkie emocje, które te publikacje wywołują. Rozumiem, że rozpoznawalne nazwisko przyciąga uwagę. Rozumiem też, jak działają media. Ale trudno pogodzić się z tym, że po raz drugi w życiu twarzą historii dotyczącej mojej rodziny staję się ja. Najpierw jako matki, która straciła syna. Dziś jako żony. I po raz drugi to właśnie na mnie spada fala komentarzy, ocen i hejtu, mimo że nie ja jestem osobą, której dotyczą opisywane wydarzenia. Nie proszę o ciszę. Proszę jedynie o odrobinę refleksji. Bo za zdjęciem, które ma przyciągać uwagę, stoi prawdziwy człowiek, a nie tylko nazwisko, które dobrze wygląda w nagłówku.