Syn Anny Lewandowskiej trafił do szpitala. "Obudził nas o poranku, a łóżko było we krwi"
Anna Lewandowska, prowadząca "Pytanie na śniadanie", poinformowała, że jej syn Leon trafił do szpitala po niepokojącym porannym incydencie. "Łóżko było we krwi" - napisała w relacji na Instagramie, tłumacząc, że zamiast planowanego wyjazdu do Augustowa rodzina ruszyła do Centrum Zdrowia Dziecka.
Anna Lewandowska opublikowała zdjęcie ze szpitalnej sali i opisała, co wydarzyło się nad ranem. Jak wyjaśniła, jej syn obudził bliskich, a w czasie snu doszło do uszkodzenia cewnika połączonego z żyłą główną.
Rano mieliśmy ruszyć do Augustowa. Ruszyliśmy do szpitala. Leoś obudził nas o poranku, a łóżko było we krwi. Uszkodził w śnie cewnik (kabel) połączony z żyłą główną - relacjonowała prezenterka.
Ania Lewandowska z "PnŚ" opowiedziała o chorym synku. Padły poruszające słowa
Syn Anny Lewandowskiej trafił do Centrum Zdrowia Dziecka
W dalszej części wpisu dziennikarka odniosła się do komentarzy osób, które zarzucają jej, że "tylko podróżuje". Podkreśliła, że przez długi czas codzienność jej rodziny była podporządkowana leczeniu syna, a wyjazdy pozostawały poza zasięgiem.
Długo nie mogliśmy ruszyć nosa poza dom, a w domu drugie dziecko pełne marzeń i chęci poznawania świata. Teraz szpitala jest coraz mniej, łatwiej zorganizować pomoc przy Leo, ale jak długo to okienko potrwa nie wiem. Więc korzystam ile mogę, by poza domem spędzać czas np. z Mamą - napisała Lewandowska.
Anna Lewandowska odpowiada krytykom
Nie życzę nikomu takich życiowych doświadczeń, jakie mam ja. Tyle, ile przeszłam i ile razy podnosiłam się z gleby. Ile miesięcy spędziliśmy w szpitalu i ile łez wylałam. Nie życzę takich poranków czy nocnych karetek - dodała.
Zobacz również: Anna Lewandowska jest mamą chłopca z niepełnosprawnością. Krytykuje parkowanie Majdana na kopercie: "Nie chodzi o żadne przeprosiny"
Kilka godzin później prezenterka opublikowała kolejną relację. Podziękowała za wspierające wiadomości, ale przyznała, że sytuacja wciąż jest poważna.
Dziś jestem wykończona strachem, łzami, ale cieszę się, że udało nam się wrócić na noc do domu. Ta noc będzie decydująca - trzymajcie kciuki. Bo jeśli wda się w krew zakażenie, to… wracamy do szpitala na długo - przekazała obserwatorom. Na koniec próbowała jednak zachować spokój: Także wdech, wydech i oby nowy dzień przyniósł spokój.