Uczestnicy "Love is Blind" niepotrzebnie gryźli się w język w odcinku "Reunion": "Skończyły się poszukiwania miłości. ZACZĘŁA SIĘ WALKA O POPULARNOŚĆ" (OPINIA)
Długo wyczekiwany odcinek "Reunion" pierwszej polskiej edycji "Love is Blind" przyniósł sporo odpowiedzi na dręczące widzów pytania, ale uczestnicy show Netflixa nie do końca "dowieźli" - dało się wyczuć asekuranctwo i strach przed potencjalną krytyką. Czy troska o wizerunek jest największym wrogiem emocjonującej telewizji?
Za nami długo oczekiwany odcinek "Reunion" pierwszej polskiej edycji "Love is Blind". Show Netflixa wzbudziło mnóstwo emocji, a ślubny finał programu zakończył się połowicznym sukcesem biorących w nim udział par i zdecydowanym zwycięstwem producentów - nic tak bowiem nie cieszy i nie podkręca oglądalności, jak dramy i ucieczki sprzed ołtarza. Z tym większą ciekawością oczekiwaliśmy wspomnianego już "Reunion", w którym uczestnicy mieli nie tylko poinformować nas o swoim życiowym statusie blisko rok po zakończeniu nagrań, ale i skonfrontować się z niewygodnymi pytaniami i szeroko komentowanymi sytuacjami z show.
Love is Blind Polska: Reunion - strach uczestników czy kalkulacja?
Ciekawość widzów została zaspokojona, ale tylko częściowo - nie doszło do rozwodów, a małżeństwa Darii i Filipa oraz Damiana i Marty przetrwały (przynajmniej do chwili nagrań "Reunion"), a cała Polska dowiedziała się w końcu, co Jacek powiedział do Julity podczas wakacji. Pozostał jednak spory niedosyt, a uczestnicy nie spełnili chyba pokładanych w nich oczekiwań. Finałowe odcinki tego typu programów to zazwyczaj efektowna pralnia brudów i często jazda bez trzymanki, podczas której bohaterowie show mogą wygarnąć sobie wszystkie swoje żale i pretensje. Tutaj dostaliśmy jedynie przystawkę, bo choć tematów do dyskusji nie brakowało, to większość uczestników podeszła do tego w bardzo asekurancki sposób i dała się pokonać mocno widocznym w kamerze nerwom. Można wręcz było odnieść wrażenie, że sami nie do końca wiedzą, na jak dużo mogą sobie pozwolić, a uczucie to potęgował brak publiczności, która swoimi reakcjami mogłaby wskazywać im kierunek i temperaturę dyskusji.
Zobacz także: Miłosny trójkąt w "Love is Blind": Krzysztof wyznał, że jego i Kingę PONIOSŁA NOC. Co o całej sytuacji powiedziała Malika?
Nie bez znaczenia pewnie jest też fakt, iż odcinek "Reunion" był nagrywany już po emisji "Love is Blind" na Netfliksie, a jego uczestnicy mogli obserwować reakcje widzów i zderzyć się z ich komentarzami czy - jak w przypadku Julii i Maliki, co same przyznały - wulgarnym hejtem. Czym innym jest udział w programie telewizyjnym, a czym innym, gdy jest on już emitowany i swoje trzy grosze dorzucają tysiące internautów. Nagle te "zwykłe" osoby stają się postaciami medialnymi, obiektem komentarzy i celem niewybrednych ataków. Nabierają też świadomości tego, że narracja w show i ich własna postawa wykreowały bardzo konkretny wizerunek, który niekoniecznie pokrywa się z rzeczywistością. Skończyły się poszukiwania miłości - zaczęła się walka o popularność. I z tego też powodu temperatura "Reunion" była o wiele niższa niż mogła. Pojawiło się asekuranctwo, niepewność i obawa przed ewentualnymi reakcjami - nikt nie chciał wychodzić przed szereg. Szczególnie dało się to wyczuć przy rozmowie Julity i Jacka, którzy cedzili słowa i przerzucali między sobą odpowiedzialność za opowiedzenie prawdziwych kulis swojej historii, jak gorącego ziemniaka. Nikt nie chciał wyjść na tego "złego" i większość postawiła na bezpieczną grę.
Ślepa męska solidarność
Zdecydowanie najbardziej wizerunkowo ucierpiał na "Love is Blind" Krzysztof, który wyszedł z programu bez miłości, ale za to z mocno zszarganą reputacją. Miłosny trójkąt z Maliką i Kingą, w którym zwodził i jedną, i drugą, a w dodatku dopuścił się zdrady, z pewnością odbije się na jego życiu randkowym już w "prawdziwym" świecie, więc nie powinno dziwić, że na "Reunion" przyszedł z ambitnym planem walki o zachowanie twarzy. Niestety, wybrał najgorszy możliwy sposób, czyli frontalny atak na Kingę, której zarzucił manipulację i swoją zdradę przedstawił jako przypadkowy finał zastawionej przez nią pułapki. Mógł liczyć na mocno wygadanego adwokata, czyli Kamila Uno, próbującego zasypywać Kingę "niewygodnymi" pytaniami. Miały one oczywiście na celu zdemaskowanie jej jako wykwintnej manipulatorki, która rzecz jasna wrobiła biednego Krzysia w zdradę. Taki to właśnie obraz polskiego faceta - zakompleksionego i uczulonego na jakiekolwiek poczucie odpowiedzialności za swoje czyny, a w momencie zmierzenia się z konsekwencjami, zachowującego się jak tania przekupa na matrymonialnym targu. Dziewczyny, trzymajcie się tam...
Niektórzy liczyli, że sam Kamil Uno wykorzysta finałowy odcinek na wybielenie się z zarzutów, które stanęły na drodze jego małżeństwa z Julią. Przypomnijmy - jego przyszła żona miała dowiedzieć się od osób z jego otoczenia, że w poprzedniej relacji dopuszczał się zdrad, co mocno wpłynęło na jej ostateczną decyzję. Kamil jeszcze w odcinku ślubnym przekonywał, że to tak naprawdę nie były zdrady, bo do obcowania z innymi kobietami dochodziło, gdy w jego związku były "przerwy". W "Reunion" zaś nazywał to jedynie "plotkami", nie będąc w stanie zaproponować żadnych konkretów i przekonującej kontry. Jasne - oskarżenie o zdradę to mocna i oburzająca sprawa, jeśli jest się niewinnym i można zrozumieć zdenerwowanie Kamila, ale biorąc pod uwagę jego wsparcie dla Krzysztofa i ślepą męską solidarność w tym względzie, mamy pewne wątpliwości... Gdy faceci jednoczą się przeciwko kobiecie, usprawiedliwiając swoje grzeszki, to sami wystawiają sobie mało pozytywne świadectwo. Panowie, czasami nie uciekniecie od konsekwencji własnych czynów i nie pomogą wam w tym nawet wasi koledzy. Wykopiecie sobie jedynie wspólny dół.
Pierwszy polski eksperyment "Love is Blind" nie zrobił może najlepszej reklamy polskim facetom, ale to nie powinno odstraszyć chętnych do występu w kolejnej edycji, bo jej powstanie przyjmujemy już na tym etapie za pewnik. Pytanie tylko, czy śladem innych reality-shows, tak i tutaj producenci będą zmagać się z falą potencjalnych influencerów i celebrytów zamiast naturszczyków, którzy przed kamerą zrobią i powiedzą wszystko? Odcinek "Reunion" powinien być dla nich ostrzeżeniem, że może tu chodzić nie tylko o miłość, ale i wizerunek - a to największa przeszkoda w robieniu dobrej telewizji.