Robert Lewandowski od lat pozostaje jedną z największych gwiazd światowego futbolu, a fani śledzą nie tylko jego sportowe sukcesy, ale także codzienne nawyki. Ostatnio sporo mówiło się o upodobaniach kulinarnych kapitana reprezentacji Polski. Okazuje się, że choć od lat kojarzony jest ze zdrową dietą, nie przepada za sałatkami, za to od czasu do czasu chętnie sięga po... kebaba, burgera, pizzę pepperoni oraz naleśniki.
Co z biznesami Ani po transferze Roberta do Chicago Fire? "Nie chce zamykać siłowni w Barcelonie. W Chicago czeka na nią cała P
Anna Lewandowska od lat przekonuje, że to właśnie ona zrewolucjonizowała sposób odżywiania piłkarza. Dzięki wprowadzonym przez nią zmianom Robert miał nie tylko zmienić jadłospis, ale także kolejność spożywania posiłków, zaczynając od deseru, a dopiero później przechodząc do dania głównego. Nie były to jednak klasyczne słodkości - zamiast lodów czy galaretki na jego talerzu lądowały przygotowywane przez Annę kulki mocy z daktyli.
Były agent Lewandowskiego chwali zdolności kulinarne Ani
O tym, że Lewandowska ma talent do gotowania przekonuje również Cezary Kucharski, były agent piłkarza. W swojej książce "Agent. Moja prawda o Lewym, pieniądzach i manipulacji" wspomina, że zdarzało mu się odwiedzać Lewandowskich w ich domu w Monachium. Podczas jednej z wizyt doszło do małego "dramatu" - gdy chciał posłodzić kawę, okazało się, że w domu nie było białego cukru.
Mogę osobiście poświadczyć, że Ania ma smykałkę do gotowania. Gdy odwiedzałem Lewandowskich w ich domu w Monachium, serwowała najlepsze na świecie ciasto marchewkowe. Takie z kategorii "healthy", pewnie bezglutenowe i bez cukru, a jednak przepyszne. Nawet kawę Ania zawsze robiła specjalną, z kurkumą i innymi przyprawami. A jeśli chciałem posłodzić, podawała mi cukier trzcinowy; białego cukru u Ani Lewandowskiej nie uświadczysz. Do herbaty zresztą też przywiązywała wagę - zawsze serwowała sypaną, zwykle zieloną albo yerba mate. Generalnie zwracała uwagę, żeby produkty, których używała, były dobrej jakości
Białego cukru wprawdzie zabrakło, ale wina już nie. Jak twierdzi Kucharski, Lewandowscy mieli imponujące zapasy tego trunku.
Do posiłku podawała lampkę wina, zwykle czerwonego. A było w czym wybierać! W ich domu w Monachium lodówka z winem zawsze była pełna
Kucharski pochwalił również Lewandowską za sposób, w jaki urządziła ich dom. Jak twierdził, nie przypominał on muzeum, lecz był prawdziwie przytulnym, rodzinnym wnętrzem.
Wspomniany dom, również za sprawą Ani, był praktycznym miejscem do mieszkania, nigdy nie przypominał muzeum. Meble były po to, żeby z nich korzystać, a nie na nie patrzeć. Mieli też zewnętrzną siłownię, gdzie ćwiczyli. Zawsze gdy ich odwiedzałem, miałem poczucie, że aktywności sportowe są dla nich bardzo ważne, że to pod nie podporządkowują swój plan dnia. Czasami prowadziło to do problemów. Na przykład umawiałem Roberta na wywiad, a on o tym zapominał, bo miał swój plan treningowy
Lewandowscy i wino? Brzmi nieprawdopodobnie, nieprawdaż?