W rozmowie z Karoliną Motylewską przygotowanej specjalnie dla Wirtualnej Polski Ewelina wróciła do momentu, który rzucił się cieniem na całe jej dalsze życie. Przypomniała, że w 2024 r. na Trasie Łazienkowskiej w Warszawie doszło do tragedii, w której zginął jej mąż Rafał, a sprawcą był Łukasz Żak.
16 lipca zapadł wyrok w tej sprawie: sąd wymierzył Łukaszowi Żakowi karę 20 lat więzienia, orzekł także grzywnę oraz dożywotni zakaz prowadzenia pojazdów. Ewelina podkreśliła jednak, że decyzja sądu nie przyniosła jej ulgi ani poczucia zamknięcia sprawy. Jak relacjonowała, wyszła z sali rozpraw zaskoczona tym, co usłyszała, a sama świadomość, że sprawca przebywa w więzieniu, nie jest w stanie przywrócić życia jej mężowi.
Wyrok nie dał mi żadnego ukojenia. Wyszłam z sali rozpraw niezwykle zaskoczona tym, co usłyszałam. To, że ten człowiek jest w więzieniu, nie wróci życia Rafałkowi – wyznaje Ewelina.
Wdowa po zmarłym na Trasie Łazienkowskiej 37-latku: "Czuję, że wpadłam w jakąś dziurę i nie mogę z niej wyjść"
Z boku może się wydawać, że stanęła na nogi: zajmuje się dziećmi i stara się funkcjonować możliwie normalnie. Ona sama mówiła jednak, że codzienność jest dużo bardziej wymagająca. Towarzyszy jej stały, fizyczny ból kręgosłupa i karku, a obok niego poczucie emocjonalnej pustki. Zaznaczała, że mimo upływu czasu nie odczuwa poprawy, ma wrażenie, jakby wciąż tkwiła w miejscu, z którego nie potrafi wyjść, a jako kobieta czuje, że straciła wszystko.
Często o tym myślę i tak naprawdę wcale nie czuję się lepiej. Czuję, że wpadłam wtedy w jakąś dziurę i nie mogę z niej wyjść. Ktoś, kto mnie zobaczy na ulicy, powie, że po mnie nie widać tego, co się wydarzyło. Ale wcale nie jest lepiej. Jako kobieta czuję, że straciłam wszystko – mówi.
Wskazywała, że siłę do działania czerpie przede wszystkim z dzieci.
To jest akumulator, to jest taki power bank - mówi o nich.
Zwracała też uwagę, że wciąż stara się dotrzymać obietnicy danej Rafałowi: razem marzyli o szczęśliwej rodzinie i planowali wspólne wychowanie dzieci, a po informacji o jego śmierci jedną z pierwszych myśli było pytanie, jak ma poradzić sobie z tym wszystkim sama.
Z Rafałkiem zawsze marzyliśmy o tym, żeby stworzyć szczęśliwą rodzinę. Jedna z moich myśli tuż po tym, jak usłyszałam, że nie żyje, brzmiała: jak ja sobie z tym poradzę sama? Przecież na to się umówiliśmy - że wychowamy nasze dzieci razem - przyznała.
Ewelina opowiedziała również o relacji z mężem. Jak mówiła, byli ze sobą przez 20 lat, poznali się jako 18-latkowie, dorastali razem i wzajemnie się kształtowali. Wspominała Rafała jako człowieka odważnego, troskliwego, bardzo inteligentnego, z dużym poczuciem humoru. Podkreślała, że mimo jego śmierci wciąż utrzymuje z nim wewnętrzną więź.
Rozmawiam z nim codziennie. Rano, jak nie mam siły wstać z łóżka. Wieczorem, kiedy jestem zmęczona. Jak szukam miejsca parkingowego, kiedy mijam miejsca, gdzie lubiliśmy chodzić, kiedy czuję zapach czy widzę kolor. Wszystko mi się z nim kojarzy - mówi.
"Synek pyta nawet: 'A jak tata teraz wygląda tam pod ziemią? Czy mu urosły włosy?'"
W jej domu temat wypadku nie jest zakazany. Ewelina zaznaczała, że nie obciąża dzieci szczegółami procesu i nie pokazuje im sprawcy, ale jednocześnie codziennie mierzy się z pytaniami o tatę. Podkreślała przy tym, że czuje obowiązek odpowiadania na te pytania.
Synek pyta nawet: "A jak tata teraz wygląda tam pod ziemią? Czy mu urosły włosy? Czy urosły mu paznokcie? A czy tata nas teraz słyszy?". Jeżeli ja im nie odpowiem na te pytania, to kto odpowie? One są dla mnie najważniejsze, siła do rozmowy przychodzi sama - przyznała.
Ewelina przyznała, że nigdy nie rozmawiała z Łukaszem Żakiem. W wywiadzie mówiła jednak, że wybaczyła mu dawno temu. Wyjaśniała, że nie odczuwała złości wobec niego jako osoby, a jej gniew dotyczy przede wszystkim samej sytuacji i straty Rafała. Zaznaczała jednocześnie, że choć wybaczyła, nie zapomniała o tym, co się stało, bo ból nadal jest silny.
Ja nigdy nie czułam złości w stosunku do pana Łukasza - zapewnia. Czuję złość na sytuację, na stratę Rafałka. Ja już dawno wybaczyłam jemu jako człowiekowi, bo każdy popełnia błędy, ale nie zapomniałam sytuacji, która wciąż niezwykle boli.
Pytana o to, co powiedziałaby sprawcy, gdyby stanął przed nią, wskazywała, że chciałaby, aby zrozumiał konsekwencje swojej brawurowej jazdy: że zabił jej męża.
Chciałam tylko, żeby uświadomił sobie, że zabił mojego męża swoją brawurową jazdą. I że to, co się wydarzyło, to nie jest film, to nie jest gra GTA, tylko to jest życie.
Ewelina zaznaczała, że nie chce uciekać od wspomnień. Nie planuje przeprowadzki i nie zamierza omijać Trasy Łazienkowskiej. Jak podkreślała, jej najważniejszym celem jest dziś to, by śmierć Rafała nie okazała się daremna i stała się ostrzeżeniem dla innych. Liczy, że ich historia skłoni choć kilka osób do rezygnacji z ryzykownej, brawurowej jazdy, a także do reagowania wprost, gdy ktoś nietrzeźwy chce wsiąść za kierownicę. W jej ocenie potrzebna jest zmiana społeczna, która sprawi, że podobne tragedie będą zdarzać się rzadziej.
Chciałabym, żeby nasza historia wpłynęła na to, aby chociaż kilka osób zrezygnowało z brawurowej jazdy. Żeby ktoś powiedział nietrzeźwemu kierowcy: "Stop, nie jedziesz". Żebyśmy zmienili się jako społeczeństwo - tłumaczy.