Za nami pierwszy dzień Top of the Top Sopot Festival. Festiwal rozpoczął się od koncertu "Stanisław Soyka. Absolutnie", będącego muzycznym hołdem dla zmarłego przed rokiem artysty. Jego utwory wybrzmiały w nowych aranżacjach przy akompaniamencie Grott Orkiestry, a na scenie pojawiło się wiele znanych nazwisk. Piosenki mistrza wykonali m.in. Kayah, Justyna Steczkowska, Natalia Szroeder, Czesław Mozil, Kuba Badach, a także Maciej Stuhr i Zbigniew Zamachowski.
Po bardziej refleksyjnej części wieczoru przyszedł czas na typowo festiwalową, rozrywkową odsłonę imprezy.
WIDEOJustyna Steczkowska nie spotkała się z Kayah w Sopocie: "JESTEM OMIJANA SZEROKIM ŁUKIEM"
Była na widowni festiwalu w Sopocie. Tak ocenia zachowanie VIP-ów
Choć artyści dostarczyli sporo emocji, okazuje się, że nie wszystko spodobało się osobom zgromadzonym w Operze Leśnej. Jedna z uczestniczek festiwalu w rozmowie z "Faktem" zwróciła uwagę na zachowanie części publiczności. Pani Teresa z Tczewa przyznała, że przeszkadzały jej osoby, które w trakcie występów regularnie opuszczały swoje miejsca, udając się m.in. do baru czy punktów gastronomicznych, a także... do domu.
Mi najbardziej przeszkadzało to, że ludziom brakuje jednak kultury. Kiedyś i strojem, i zachowaniem człowiek potrafił oddać pewien hołd artyście. A dzisiaj niestety wszystko powszednieje i ludzie bardziej cieszą się z tego, że mogą pójść się napić albo coś zjeść, niż oddać szacunek tym, którzy się starali, aby nas rozweselić. Nie mogą poczekać na przerwę, żeby napić się trochę. Ja rozumiem, że można raz wyjść w ciągu całego takiego wieczoru, który trwa kilka godzin, ale z częstotliwością co kwadrans? Uważam, że jest to po prostu zbyt częste. (...) Co mnie zawsze, nie tylko przy tym koncercie, wręcz drażni, to że przed zakończeniem ludzie już zaczynają wychodzić. Bo samochód, bo korek... To niech w ogóle nie przyjeżdżają
Szczególną uwagę pani Teresy zwróciły jednak osoby posiadające plakietki VIP. Według jej obserwacji to właśnie w tej grupie znajdowało się wiele osób, które regularnie krążyły między swoimi miejscami a innymi częściami festiwalowego obiektu. Uczestniczka imprezy doszła do wniosku, że zaproszeni goście mogą podchodzić do możliwości udziału w takim wydarzeniu zupełnie inaczej niż widzowie, którzy kupili bilety z własnej kieszeni.
Niestety, w większości były to osoby z plakietkami VIP, czyli takie, które nie miały biletów, tylko przyszły zaproszone. I nie potrafiły tym bardziej docenić i uszanować tego, że mogą uczestniczyć w takim przedsięwzięciu. Jak ktoś zapłaci za bilet, to wtedy to szanuje, a jak dostaje, to jest nonszalancki
Pani Teresa zauważyła również, że dla części publiczności przyjazd do Sopotu jest sporym wydatkiem i wydarzeniem planowanym z dużym wyprzedzeniem. Jej zdaniem osoby, które muszą wcześniej odłożyć pieniądze na bilety i wyjazd, bardziej doceniają możliwość zobaczenia ulubionych artystów na żywo.
Może zbyt często pojawiają się na tego typu uroczystościach i nie jest to już dla nich takim wydarzeniem jak dla osoby, która na przykład cały rok gdzieś tam sobie myśli, odkłada, zbiera po to, żeby później na taki festiwal móc przyjechać
Też macie takie doświadczenie z VIP-ami?