30-letnia Brytyjka wymarzyła sobie "BRAZYLIJSKIE POŚLADKI". Nabawiła się SEPSY I MARTWICY skóry: "Muszę ostrzec ludzi"

30-letnia Monique Sofroniou ledwo uszła z życiem po procedurze nazywanej "płynnym BBL". Okazało się, że materiał, który wstrzyknięto jej w pośladki, nigdy nie powinien się tam znaleźć. Młoda kobieta ostrzega teraz potencjalne klientki "gabinetów kosmetycznych".

30-letnia Brytyjka otarła się o śmierć po zabiegu upiększającym30-letnia Brytyjka otarła się o śmierć po zabiegu upiększającym
Źródło zdjęć: © fot. Instagram

Można by przypuszczać, że osoba, która na co dzień zajmuje się powiększaniem ust swoich długorzęsych klientek, byłaby na tyle poinformowana w szeroko pojmowanej "branży estetycznej", aby nie dać sobie wcisnąć w ciało jakiegoś bubla. A tu taka niespodzianka. 30-letnia Monique Sofroniou z Londynu stała się właśnie "twarzą", czy też raczej "pupą" kampanii ostrzegającej przed niebezpieczeństwami mogącymi kryć się za eksperymentalnymi zabiegami upiększającymi. Marzenie o wielkich pośladkach prawie przypłaciła życiem.

Dalsza część artykułu pod materiałem wideo

Operacja plastyczna zakończyła się tragicznie

30-letnia Brytyjka szybko pożałowała ryzykownego zabiegu

Za namową koleżanki Monique zdecydowała się poddać zabiegowi nazywanego "płynnym BBL-em". Klasyczny "Brazillian butt-lift" polega na przeszczepieniu tłuszczu z okolic brzucha w pośladki i należy do jednych z najbardziej niebezpiecznych operacji plastycznych - nawet jeśli wykonuje je doświadczony chirurg. W wersji "płynnej" natomiast osoba często do tego nieuprawniona wstrzykuje w pośladki nieświadomego pacjenta Bóg wie jakie ustrojstwo. Tak też było i tym razem.

Sofroniou zapłaciła za zabieg 3000 funtów, czyli około 15 tysięcy złotych. W zamian za to każdy z jej pośladków ostrzyknięto litrem nierozpuszczającego się silikonu (!). "Zabieg" przeprowadzono w pokoju hotelowym.

Niedługo później młoda kobieta musiała zostać przetransportowana na oddział ratunkowy. Nabawiła się ponad 41-stopniowej gorączki. Lekarze stwierdzili, że w jej pośladki wdała się sepsa. Nawet gdy już życie pacjentki zostało uratowane, Monique i tak musiała regularnie odwiedzać gabinet lekarski, aby tam stopniowo odsysano jej szkodliwą substancję. W miejscu, gdzie nakłuwano jej pośladki, skóra poczerniała. Stwierdzono martwicę tkanki.

Teraz, prawie 3 lata po przeżytym koszmarze, Sofroniou otwarcie opowiada o swoim doświadczeniu, aby przestrzec kolejne potencjalne ofiary podobnego rodzaju oszustów.

Dałam sobie zrobić "płynny BBL". W ramach powikłań nabawiłam się sepsy i martwicy tkanki. Mówię o tym teraz, bo ta procedura staje się coraz bardziej popularna, a może mieć katastrofalne konsekwencje. Nie mogę nikogo winić za moje decyzje. Jednak fatalna praktyka osób przeprowadzających zabieg, czyt. wmawianie pacjentom, że produkt jest bezpieczny i legalny (okazuje się, że materiał nie rozpuszcza się) i brak umiejętności odwrócenia negatywnych skutków zabiegu, nie może być akceptowana. Nawet gdyby podano mi kwas hialuronowy (rozpuszczający się wypełniacz) i nawet gdyby zabieg przeprowadziła osoba doświadczona, ryzyko infekcji byłoby szalenie wysokie. Chciałabym to wiedzieć wcześniej, dlatego mam nadzieję ostrzec teraz jak najwięcej osób, jak to jest tylko możliwe - czytamy na instagramowym profilu Brytyjki.

Sofroniou pokazuje na swoim instagramowym profilu efekty zabiegu z piekła rodem, jednak oszczędzimy Wam tych makabrycznych widoków...

Monique Sofroniou
Monique Sofroniou © fot. Instagram
Monique Sofroniou
Monique Sofroniou © fot. Instagram
Monique Sofroniou
Monique Sofroniou © fot. Instagram
Monique Sofroniou
Monique Sofroniou © fot. Instagram
Monique Sofroniou
Monique Sofroniou © fot. Instagram
Monique Sofroniou
Monique Sofroniou © fot. Instagram
Wybrane dla Ciebie
Nikt nie czyta, wszyscy wiedzą