O aferze castingowej do "Właśnie, że tak! Nigdy w życiu 20 lat później" napisano już chyba wszystko. Przypomnijmy: Joanna Jabłczyńska publicznie wyraziła ogromny żal z powodu utraty roli Tosi, insynuując, że jej miejsce (które ostatecznie zajęła Agnieszka Żulewska) zajął ktoś wskazany przez "sponsora".
W odpowiedzi w mediach społecznościowych rozpętała się prawdziwa burza. Katarzyna Grochola groziła pozwami, do akcji wkroczyła z impetem jej córka, Dorota Szelągowska (nazywając Jabłczyńską "złym człowiekiem"), a sama aktorka w odwecie... opublikowała w sieci zrzuty ekranu prywatnych wiadomości od pisarki. Później przyszedł czas na usuwanie postów i przeprosiny. Zrobiło się naprawdę nieprzyjemnie, a widzowie zajadali wirtualny popcorn, patrząc, jak gwiazdy skaczą sobie do gardeł.
WIDEOO co chodzi w aferze wokół "Nigdy w życiu! 2"? "Produkcja i Jabłczyńska proponują DWIE RÓŻNE WERSJE WYDARZEŃ" (WIDEO)
Agnieszka Hyży gorzko podsumowała aferę wokół "Nigdy w życiu"
Gdy po upublicznieniu wiadomości i lawinie hejtu panie wreszcie uderzyły się w pierś i zaczęły się wzajemnie przepraszać, do tablicy postanowiła wywołać je Agnieszka Hyży. Prezenterka Polsatu opublikowała na swoim Instagramie obszerny, składający się z sześciu grafik wpis pod wymownym tytułem: "Tak sobie myślę… NIGDY W ŻYCIU. czyli o tym, dlaczego wszyscy w tym samym momencie mogą mieć rację". Na początku Hyży przywołała swoje niedawne spotkanie z autorką kultowej książki, które miało miejsce na kanapie nowej śniadaniówki.
Jeszcze niedawno siedziałam naprzeciwko Katarzyny Grocholi w "Halo tu Polsat". Rozmawiałyśmy, śmiałyśmy się i pomyślałam po tej rozmowie, że są ludzie, którzy mają w sobie jakąś naturalną zdolność opowiadania o życiu. Kilka dni później internet opowiada już zupełnie inną historię
Agnieszka zwróciła uwagę na to, w jak łatwy sposób dajemy się dziś wciągnąć w medialne przepychanki i wydajemy osądy na podstawie krótkich, okrojonych form. Nawiązała tym samym bezpośrednio do zawiłej relacji na linii Grochola-Jabłczyńska-Szelągowska.
Nigdy w życiu nie uwierzę, że każdą ludzką historię da się uczciwie opowiedzieć w trzydziestosekundowej rolce (...). Grochola. Jabłczyńska. Szelągowska. Żulewska. Casting, który być może był castingiem, a być może dla jednej ze stron nim nie był. Telefon. Sponsor. Oświadczenie. Odpowiedź na oświadczenie. Zapowiedź prawników. Usunięty post. Prywatne wiadomości pokazane publicznie. I oczywiście my. Publiczność. Siedzimy z popcornem i wybieramy drużyny. Team Joanna. Team Kasia. Team Dorota
Najmocniejszy przekaz Hyży zostawiła jednak na koniec. Dziennikarka wbiła bolesną wręcz szpilę w sposób, w jaki współczesne gwiazdy rozwiązują swoje konflikty. Zasugerowała wprost, że całej dramy można było uniknąć, gdyby panie zamiast wrzucać oświadczenia i screeny do sieci, po prostu... wzięły do ręki telefon.
I wtedy pomyślałam, że może największym problemem tej historii wcale nie jest to, kto zagra Tośkę. Tylko to, jak bardzo przestaliśmy ze sobą rozmawiać, zanim zaczniemy rozmawiać o sobie publicznie. Może czasem wystarczyłby telefon. Może czasem trzeba powiedzieć: "Słuchaj, ja to zrozumiałam zupełnie inaczej" (...). Wiem, brzmi mało widowiskowo. Nie będzie screenshota. Nie będzie oświadczenia. Nie będzie pięciu portali cytujących trzy zdania. Algorytm będzie niepocieszony. Ale może człowiekowi byłoby trochę lżej
Na koniec dodała smutną prawdę o współczesnym show-biznesie: w tej historii prawdziwy problem został już dawno przykryty przez "konflikt medialny", który żywi się sam, a ludzie już nawet nie pamiętają, o co tak naprawdę poszło.
Myślicie, że zwaśnione gwiazdy wezmą sobie słowa Agnieszki do serca przy okazji kolejnego konfliktu?