Agnieszka Hyży łapie się za fałdkę i rozpływa nad wakacjami bez telefonu: "Przeczytałam kilka gazet. (...) ZJADŁAM PIZZĘ" (ZDJĘCIA)
Agnieszka Hyży opublikowała kilka zdjęć z ostatniego urlopu z mężem, synem i córką. Prezenterka popełniła obszerny wpis, w którym pochyliła się nad byciem offline.
Agnieszka Hyży łapie się za fałdkę i rozpływa nad wakacjami bez telefonu: "Przeczytałam kilka gazet. (...) ZJADŁAM PIZZĘ" (ZDJĘCIA)
Czas wakacyjny trwa w najlepsze. A co za tym idzie, instagramowe profile znanych twarzy opływają w zdjęcia i nagrania z urlopów. Podczas gdy ci bardziej skłonni do ryzyka wypoczywają w Polsce, inni byczą się w Turcji, Włoszech czy Grecji.
Za granicą przebywała ostatnio także Agnieszka Hyży. Choć w czerwcu prezenterka relacjonowała wywczas w Egipcie, już zdążyła zafundować sobie kolejny rajski wypoczynek. Tym razem zabrała ze sobą nie tylko Grzegorza i ich wspólnego syna Leona, ale i 13-letnią córkę Martę, będącą owocem małżeństwa z Mikołajem Witem. 41-latka opublikowała szereg kadrów z luksusowego kurortu z basenem. Nie zabrakło oczywiście jej zdjęć w bikini. Między innymi zestawiła ze sobą dwie fotografie w niebieskim dwuczęściowym kostiumie kąpielowym. Na jednej łapie się za fałdkę na brzuchu, na drugiej pozuje wyprostowana. Do obrazków dołączyła obszerny podpis.
Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Dwa zdjęcia. Ta sama ja, to samo ciało. Kilka sekund różnicy. Inna poza. I teraz pytanie... Które z nich mówi prawdę? Oba - zaczęła odnosząc się do zdjęć w bikini.
Następnie pochyliła się nad byciem offline.
Właśnie mija 12. dzień mojego życia bez telefonu, bez pracy. Bez Instagrama. Bez ciągłego sprawdzania telefonu. Bez życia online. Wyjeżdżając, zostawiłam prostą wiadomość: Wracam po 17.07. Odpowiem wtedy - otworzyła się.
Hyży podzieliła się swoimi wnioskami dotyczącymi tego, że podczas urlopu do minimum ograniczyła używanie smartfona.
I wiecie co? Pierwszy dzień był dziwny. Drugi jeszcze bardziej. A potem... okazało się, że można do 14:00 nie zajrzeć do telefonu. Można zgubić dzień tygodnia. Wieczorem oglądać zdjęcia u męża, bo samemu prawie żadnych się nie zrobiło. Można nie wiedzieć, ile jeszcze zostało wakacji. Po prostu... być. Przeczytałam kilka gazet. Siedziałam w wodzie dłużej niż spałam. Świat się nie zatrzymał. Po prostu przez chwilę pędził beze mnie. Przez lata wydawało mi się, że trzeba być. Odpisać. Opublikować. Zareagować. Bo inaczej coś przepadnie. A tymczasem przepadło coś zupełnie innego. Kilka lat. Kilka zachodów słońca. Kilka rozmów bez zerkania na ekran - opisywała, zdradzając na jakie "grzeszki" pozwoliła sobie podczas wyjazdu:
I jeszcze jedno... Na wakacjach zjadłam pizzę. Nie jedną. Lody też były i dużo makaronu. Brzuch nie wygląda jak z okładki. Cellulit nigdzie nie wyjechał.
Dziennikarka przez kilka dni żyła poza tym, co działo się mediach.
Poznałam ludzi, którzy też nie mają Instagrama. Chodziłam spać późno i wstawałam późno. Dziś na chwilę otworzyłam świat online. I poczułam się, jakby ktoś otworzył puszkę Pandory. Rozstania i wielkie powroty. Polityczne dramy. Koncert supergwiazdy na Narodowym. Dziesiątki afer, które przez kilka dni zdążyły urosnąć i umrzeć. I wiecie co? Wcale nie czuję FOMO. Wracam do pracy. Znów tygodnie zamienią się w miesiące na planach zdjęciowych, w pracy i w telefonie. Ale... wrócę do tego stanu. Bo przez ostatnie dni miałam coś znacznie ważniejszego. Swoje życie. I polecam Wam je z całego serca. Wdech, a potem wydech! - skwitowała.
Cenne refleksje?