Andziaks w tarapatach. Do UOKiK wpłynęła skarga na jeden z jej PORODOWYCH POSTÓW
Andziaks po hucznym gender reveal, zaserwowała swoim widzom jeszcze mocniejszy film - godzinne wideo z własnego porodu. Zdania internautów są podzielone, natomiast fakty - jasne. Influencerka została zgłoszona do Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów.
Andziaks to jedna z najpopularniejszych polskich influencerek, a równocześnie - celebrytka, która zapoczątkowała w Polsce trend na ekstremalny parenting - sharenting. To właśnie ona jako pierwsza w naszym kraju pięć lat temu wrzuciła na YouTube film z porodu swojej córeczki Charlie. Kiedy na początku stycznia tego roku na świat przyszedł jej synek... influencerka zrobiła dokładnie to samo. Internet wybuchł - prawie godzinny materiał w siedem dni został wyświetlony 1,9 mln razy, czym przebił oglądalność m.in. ślubu Friza i Wersow czy serialu "Na Wspólnej".
Andziaks zarzuca się wiele - od daleko posuniętego konsumpcjonizmu (wybudowała sobie drugi "domek" na ozdoby świąteczne, a wracając z wakacji musiała zapłacić za nadbagaż, bo kupiła ponad 100 kg ubrań...) po nadmierne eksponowanie wizerunku dzieci w internecie. Influencerka była wielokrotnie krytykowana za sharenting, lecz ona odbija te zarzuty - blisko przyjaźni się również z Lil Masti i była jedną z celebrytek, które wsparły jej fundację, promującą udostępnianie dzieci w sieci.
Teraz okazało się, że na Andziaks wpłynęła skarga do UOKiK. Zgłoszenie dotyczy źle oznaczonej reklamy przy jednym z jej "porodowych" postów. Odebranie zgłoszenia potwierdziła portalowi Wirtualne Media Agnieszka Majchrzak z biura prasowego UOKiK-u.
Zobacz: UWAGA: 5-letnia córka Andziaks poznała brata, a w nagrodę dostała... IPHONE'A. Fajnie? (WIDEO)
Andziaks nie potrafi oznaczyć reklamy?
Chodzi o post, który został opublikowany na profilu Andziaks 16 stycznia. Influencerka na zdjęciu pozuje z kwiatami w towarzystwie personelu prywatnego szpitalu, w którym rodziła. Opis pod wpisem głosił:
Drugi poród w szpitalu Medicover. To już drugi raz, kiedy rodziłam właśnie tutaj i po raz kolejny czułam się cudownie zaopiekowana, a cały pobyt wspominam z tęsknotą i wzruszeniem. Na zdjęciu Dr n.med Ewa Kurowska, która prowadziła moje dwie ciąże i była ze mną przy obu porodach, Położna Jeannette Kalyta oraz Dr n.med Sergii Tarasenko – to dzięki nim poród przebiegł spokojnie, bezboleśnie i z dużą dawką dobrego humoru. Wymarzony zespół. Dziękuję
Post otrzymał oznaczenie "@współpraca Szpital Medicover". Natychmiast zareagowała na to Olivia Drost, CEO agencja oLIVE media, która drobiazgowo przeanalizowała przypadek źle oznaczonej współpracy reklamowej.
Kilka lat temu UOKiK wydał jasne restrykcje w zakresie oznaczeń reklamy na kanałach influencerów i nałożył już pierwsze milionowe kary za złe informowanie o reklamie. Jak doszło do tego, że ani nikt z managementu Andziaks, ani nikt ze strony klienta (/agencji/działu prawnego?) nie dopilnował poprawnych oznaczeń? UOKiK mówi jasno – słowo #WSPÓŁPRACA nie jest jednoznaczne. "Współpraca z Medicover" może oznaczać nawet, że współpraca z położną na sali poszła gładko. To jest po prostu #REKLAMA lub #POSTSPONSOROWANY
Jakby tego było mało, Olivia Drost wytknęła, że nawet miejsce oznaczenia reklamy jest niewłaściwie. I tu UOKiK też wydał jasne wytyczne: ma być na górze (jest taka funkcja na samym Instagramie) albo w pierwszej linijce posta. Inaczej wielu odbiorców nie doczyta do ostatniego zdania - podkreśliła ekspertka. Parę dni później Andziaks edytowała posta. Obecnie w pierwszej linijce opisu widnieje zapis "Współpraca płatna".
UOKiK daje jasne wytyczne, jak powinna wyglądać reklama
Jeżeli twórca otrzymuje korzyść majątkową za to, że reklamuje jakiś produkt, to taki post musi być czytelnie, jednoznacznie i zrozumiale oznaczony. Takie oznaczenie musi się pojawić w widocznym miejscu, tak aby każda osoba miała świadomość, że nie jest to neutralna informacja. Określenia rekomendowane przez Urząd to napisane wyraźną czcionką takie słowa jak m.in. #reklama, (reklama), [reklama], #materiał sponsorowany, (materiał sponsorowany), [materiał sponsorowany]
Portal Wirtualne Media dopytał także, czy UOKiK brał już wcześniej pod lupę przypadki nieprawidłowego oznaczania w social mediach współprac promocyjnych (np. bez wskazania marki) i jakie były sankcje z tego tytułu.
Urząd nie prowadził w tym zakresie postępowań. Niemniej jednak zwracamy uwagę na to, aby oprócz informacji o tym, że post jest reklamą, była w nim informacja również o marce lub reklamodawcy – przekazało biuro prasowe UOKiK.
Zobacz: UOKiK UKARAŁ influencerów za kryptoreklamę! Katarzyna Dziurska zapłaci 16 tysięcy złotych. A inni?