Leszek Miller wspomina zmarłego syna: "Wraz z nim umarła część mnie"

132
Podziel się

"Coś się tam wtedy musiało stać..."  - rozważa były premier. "To pytanie będzie mi towarzyszyć i dręczyć mnie do końca życia. Zrobiłbym wszystko, by móc cofnąć czas".

Leszek Miller wspomina zmarłego syna: "Wraz z nim umarła część mnie"

Tydzień temu media obiegła tragiczna wiadomość o samobójczej śmierci jedynego syna byłego premiera, Leszka Millera. Leszek junior odebrał sobie życie w nocy z soboty na niedzielę. Miał zaledwie 48 lat. Według ustaleń policji, śmierć nastąpiła przez powieszenie. Ciało znalazła w niedzielę rano partnerka zmarłego, Katarzyna Sobkowiak, która na skutek wieczornej sprzeczki nie nocowała w sypialni, lecz w salonie na parterze.

O śmierci taty poinformowała w Internecie jego jedyna córka Monika. W chwili tragedii przebywała z babcią i dziadkiem na wakacjach w Grecji.

Leszek Miller do tej pory nie może sobie tego wybaczyć. W rozmowie z Super Expressem zapewnia, że gdyby on albo żona mieli jakiekolwiek podejrzenia, jeśli chodzi o stan psychiczny syna, nigdy by nie wyjechali z wnuczką za granicę.

Gdybyśmy coś wyczuli, że jest z nim źle, to nie wyjechalibyśmy do Grecji - przekonuje w tabloidzie. A my pojechaliśmy, serdecznie żegnając się z synem i w wakacje utrzymywaliśmy z nim stały kontakt. Moja żona rozmawiała z nim telefonicznie dwa dni przed jego śmiercią, a ja cztery dni przed tą straszną niedzielą. Nic nie zapowiadało tego, co wydarzyło się kilka dni później.

Przesyłałem Leszkowi jeszcze zdjęcia z Grecji na telefon. Gdybyśmy wcześniej zauważyliśmy niepokojące sygnały, nigdy w życiu nie wyjechalibyśmy na wakacje. Zadzwonił do nas brat mojej żony i powiedział, że dzwoniła partnerka Leszka ze straszną wiadomością. W tym momencie ziemia osunęła mi się spod nóg. Nie uwierzyłem. Zadzwoniłem sam do partnerki syna, żeby to potwierdzić. Natychmiast wróciliśmy do Warszawy.

Chcieliśmy też jak najszybciej zobaczyć syna. Chciałbym, żeby to był tylko senny koszmar... Gdybyśmy z żoną zauważyli u syna coś złego, nigdzie byśmy nie jechali. A ponieważ dawno nie byliśmy z wnuczką na żadnym wyjeździe, więc uważaliśmy, że powinniśmy pojechać do Grecji. Syn popierał ten pomysł, a sam nie mógł jechać. Nie wyobrażaliśmy sobie, że w Grecji dosięgnie nas taka straszliwa wiadomość. Zrobiłbym wszystko, żeby móc cofnąć czas, żeby syna uratować, pomóc mu. Leszek był naszym jedynakiem i bardzo go kochaliśmy i nadal będziemy go kochać, mimo że nie żyje. Każdy kto traci swoje dziecko, dopiero wtedy może ocenić, jaki to jest potworny ból nie do zniesienia i jakie to straszne przeżycie. Człowiek ma wtedy takie wrażenie, że sam umiera. I bezlitosna śmierć nie tylko zabiera dziecko, ale też część każdego z nas.

Były premier ciągle nie może sobie wybaczyć, że nie zapobiegł tragedii. Z jego słów wynika, że czuje się za nią w pewnym sensie odpowiedzialny, bo nie było go na miejscu, ani nie zorientował się, że stan syna się pogorszył.

Zresztą, jak wynika ze słów najbliższego przyjaciela zmarłego, nikt nie zorientował się w tragicznej sytuacji.

Wielki szok, ogromny. Nie mam słów. Wciąż mam syna przed oczami, jak Leszek przychodzi do nas do domu, mówi "Cześć mamo, cześć tato, co słychać, co u was?". To niewyobrażalna tragedia w moim życiu - przyznaje Leszek Miller. Wraz z nim umarła część mnie... Coś się tam wtedy musiało stać...

To pytanie będzie mi towarzyszyć i dręczyć mnie do końca życia. Jego partnerka była ostatnią osobą, która widziała Leszka żywego. I coś między nimi musiało się stać, co pchnęło syna do tej straszliwej decyzji. Ja sobie tego nawet nie wyobrażam, nie chcę wyobrażać. Moja żona i ja patrzyliśmy na związek syna z nową partnerką bardzo krytycznym okiem. Może kiedyś będę mógł powiedzieć więcej. Ich związek trwał z przerwami od czterech lat. Rozchodzili się, a to znowu się schodzili...

Chciałbym, żeby śmierć mojego syna była sennym koszmarem w tym sensie, że mi się to wszystko śni i za chwilę się obudzę, a syn powita nas radosnym okrzykiem "cześć, tato!". I w dalszym ciągu nieustannie mam wrażenie, że śmierć mojego syna to senny koszmar. To straszne.

Czujesz, że jesteś w sytuacji bez wyjścia, masz myśli samobójcze, przeżywasz kryzys? Nie jesteś sam - zgłoś się po pomoc. Jeśli chcesz porozmawiać z psychologiem, dzwoń pod bezpłatny numer 800 70 2222 całodobowego Centrum Wsparcia dla osób w kryzysie. Możesz też napisać maila lub skorzystać z czatu, a listę miejsc, w których możesz szukać pomocy, znajdziesz TUTAJ. W sytuacji zagrożenia życia dzwoń pod numer 112 albo jedź na izbę przyjęć najbliższego szpitala psychiatrycznego.

KOMENTARZE
(132)
Gość
rok temu
Bardzo współczuje 🙁
Gość
rok temu
To jest niewyobrażalna tragedia. Śmierć ukochanego dziecka zawsze boli tak samo, bez względu na to, czy miało dwa dni, dwadzieścia lat, czy czterdzieści. Niech się Pan nie obwinia, Panie Leszku!
Gość
rok temu
Nawet nie jestem w stanie i nie chce sobie wyobrazac co musza czuc jego rodzice.
Gość
rok temu
To straszne jak ktos odbiera sobie zycie, a my nawet nie zauważamy że coś jest nie tak. Moj wujek zrobil to samo i nikt nie wie dlaczego...żona, dzieci, dom, dobra praca, a tu nagle samobójstwo.
gość
rok temu
straszne, co musi czuć osoba odbierająca sobie życie? złość, żal, czy wielki ból istnienia?
Najnowsze komentarze (132)
gość
rok temu
Panie Leszku.Ja stracilem dwoch synow to wiec naprawde wiem jak to boli.Bardzo wspolczuje.
gość
rok temu
Źle leczą. Złe procedury. Chorzy pozostawieni są sami sobie, nie ma skutecznych metod leczenia, brak środków finansowych i oddanych ludzi- lekarzy. Okropna ta depresja. Szczerze współczuję. Jesteście bardzo dzielni i za to Was bardzo szanuję.
Gość
rok temu
Nie czytam gazet z kapitałem niemieckim powstałych za czasów rządów p.Millera
Gość
rok temu
Chyba nie dalbym rady....tak bardzo kocham.....Wspólczucia......to najgoszy BÓL z mozliwych...
Gość
rok temu
Nie życzę takiej tragedii nikomu. Nawet tej PZPR owskiej gnidzie
gość
rok temu
Zalobe przechodzi sie w sercu a nie w internecie Zenada
gość
rok temu
straszne jest i to, ze cala odpowiedzialnoscia za jego smierc obarczaja te kobiete, ktora z nim byla. rpzumiem cierpienie millera, tez ktos mi umarl, kto nigdy, przenigdy nie powinien. ale to ona ma swiadomosc, ze on umarl pod jej okiem - jesli byli ze soba przez te cztery lata to napewno cos ich laczylo. wspolczuje rodzinie i gleboko wspolczuje jej.
gość
rok temu
wiadomo tragednia rodinna,ale nie zmiena to faktu,że syn wybrał sznur,zresztąjak wiele innych tchórzy
gość
rok temu
serdeczne współczucie dla rodziców którzy chowają własne dziecko.
gość
rok temu
Strasznie współczuje rodzicom, sama mam 2 synów, trudno mi nawet sobie wyobrazić przez co przechodzą.
gość
rok temu
Ja straciłam męża i syna...
Gość
rok temu
Wszyscy się od niego odwrócił jak był chory
gość
rok temu
😢 bardzo przykre. Jedynak. A ci rodzice z poczuciem winy do końca pozostaną.
gość
rok temu
a monia zostanie z paskudnymi tatuażami na zawsze
...
Następna strona