Jakub Rzeźniczak staje w obronie gwiazd "Girls of Warsaw": "Od kiedy JEDNO ZACHOWANIE definiuje człowieka?"
Premiera reality-show "Girls of Warsaw" wywołała w sieci prawdziwe trzęsienie ziemi. Widzowie nie zostawili na bohaterkach programu suchej nitki, a w ogniu najostrzejszej krytyki znalazły się m.in. Andziaks oraz Ola Nowak. Swoje trzy grosze w sprawie dorzucił właśnie człowiek, który o kryzysach wizerunkowych wie chyba wszystko - Jakub Rzeźniczak. Piłkarz w opublikowanym wpisie bez ogródek podsumował internetowych "ekspertów od moralności".
Jakub Rzeźniczak staje w obronie gwiazd "Girls of Warsaw"
Nowy format reality-show "Girls of Warsaw" miał być hitowym widowiskiem, tymczasem błyskawicznie zamienił się w wizerunkowy koszmar dla części jego uczestniczek. Po emisji pierwszych epizodów w sieci wybuchła olbrzymia drama, a rozczarowani internauci zaczęli masowo publikować krytyczne komentarze pod adresem głównych gwiazd produkcji, w tym Andziaks oraz Oli Nowak. Widzom wyraźnie nie spodobały się zachowania, postawy oraz wypowiedzi padające z ust popularnych influencerek, co doprowadziło do fali negatywnych ocen i masowego cofania obserwacji na ich profilach.
Atmosfera wokół programu stała się tak gęsta, że w mediach społecznościowych zaczęły pojawiać się liczne nagrania i wpisy od dawnych wielbicieli, którzy poczuli się wręcz oszukani przez swoje dotychczasowe idolki. Fani, którzy przez lata z uwagą śledzili wyreżyserowane i dopracowane kadry z życia m.in. Andziaks, nagle zaczęli głośno podważać sens kupowania jej autorskich świec czy śledzenia jej codziennych relacji. Spora część widowni wyznała wprost, że po tym, co zobaczyli na ekranie, czują potężny niesmak.
Jakub Rzeźniczak niespodziewanym obrońcą bohaterek "Girls of Warsaw"
I kiedy wydawało się, że po bohaterkach "Girls of Warsaw" przejedzie się bezlitośnie cały polski internet, na horyzoncie pojawił się niespodziewany obrońca. Jakub Rzeźniczak, który w rodzimym show-biznesie zasłynął nie tylko występami na boisku, ale też długą listą głośnych skandali obyczajowych i kryzysów wizerunkowych, doskonale zna uczucie bycia na cenzurowanym. Były piłkarz postanowił wykorzystać własne doświadczenia z hejtem i opublikował na swoim profilu na Instagramie mocne oświadczenie, w którym sprzeciwił się natychmiastowemu skazywaniu ludzi na ostracyzm.
Jakub Rzeźniczak na Instagramie grzmi o montażu w reality-show
Sportowiec nie ukrywał swojego oburzenia tym, jak łatwo przychodzi internautom surowe ocenianie innych na podstawie mocno pociętego i wyreżyserowanego materiału wideo. W swoim emocjonalnym wpisie Rzeźniczak zwrócił uwagę na magię telewizji oraz iluzję, jaką tworzą programy rozrywkowe:
Powiem swoje, bo naprawdę ściska mnie w środku, kiedy wchodzę na Instagrama i widzę, jak nagle wszyscy zostają ekspertami od moralności. "Girls of Warsaw" - 6 odcinków, 282 minuty materiału, 4 osoby. I na podstawie tych kilku godzin ludzie wydają wyroki na temat całego człowieka. Serio? Przecież wszyscy wiemy, jak działa telewizja. Wiemy, czym jest montaż. Wiemy, że z tej samej historii można zbudować zupełnie różny obraz człowieka. Czy można krytykować czyjeś zachowanie? Oczywiście. Czy można powiedzieć: "To, co zrobiłeś, było słabe"? Jasne. Ale od kiedy jedno zachowanie definiuje człowieka? - zastanawiał się.
W dalszej części oświadczenia były zawodnik m.in. Legii Warszawa odniósł się do własnej burzliwej przeszłości, zaznaczając, że popełnianie błędów nie przekreśla automatycznie wartości danego człowieka.
Sam w życiu robiłem głupoty. Niektórych żałuję, za niektóre się wstydzę. A czy przez to jestem dobrym albo złym człowiekiem? Nie sądzę, żeby było to takie proste. Najbardziej bawią mnie teksty typu: "Przepraszam, że oglądałam Andziaks i kupowałam jej świeczki". Naprawdę? Czy 282 minuty programu są w stanie wymazać lata, przez które ktoś obserwował danego twórcę? Gdzie jest prawda? W tych 6 odcinkach? Czy może w latach jego działalności w internecie? - grzmiał.
Rzeźniczak zaznaczył, że jego celem nie jest bezkrytyczne wybielanie uczestniczek reality-show, lecz zwrócenie uwagi na łatwość, z jaką w sieci wydaje się samosądy. Jak twierdzi, istnieje ogromna różnica między konstruktywną krytyką a publicznym niszczeniem czyjegoś wizerunku.
I żeby było jasne - NIE BRONIĘ nikogo z tego programu. Po prostu nie podoba mi się łatwość, z jaką dzisiaj ludzie oceniają innych i wydają wyroki. Pokazujesz życie w internecie? Jasne, musisz liczyć się z oceną. Ale krytyka to jedno, a publiczne skazanie człowieka na podstawie kilku godzin programu to zupełnie coś innego - napisał.
I jeszcze jedno. Jeżeli już mamy oceniać człowieka, to może warto spojrzeć na całokształt jego działań, a nie tylko na to, co zobaczyliśmy w programie, który ktoś wyprodukował i zmontował. Bo mam wrażenie, że dzisiaj wystarczy 5 minut materiału, żeby 5 tysięcy osób poczuło, że zna całe życie drugiego człowieka. A przecież... nie znamy - dodał na koniec.
W Pudelku pracuję już od niemal sześciu lat. Wcześniej przez dwa lata zajmowałem się stylizowaniem. Moda zawsze była bliska memu sercu, jednak bezpośrednia styczność z show-biznesowym środowiskiem uświadomiła mi, że zdecydowanie bardziej ciągnie mnie do pisania o "stylówkach" celebrytów, niż ubierania ich. Oprócz śledzenia branżowych dram jestem na bieżąco również z nowinkami ze świata kina.