Kolejny dzień Anny Skury w szpitalu na Bali: "Był lekki dół z nastrojem. Nie dałam rady z pięcioma posiłkami"
Anna Skura trafiła do szpitala na Bali po powrocie z Hawajów. Influencerka obawiała się malarii, ale skończyło się "jedynie" na zapaleniu płuc. Skura nadal przebywa w szpitalu i skrupulatnie relacjonuje swój pobyt w placówce. Celebrytka poskarżyła się na brak apetytu i "lekki dół", choć miała nadzieję, że będzie mogła wrócić do domu.
Ostatnie dni to dla Anny Skury zmaganie się z problemami ze zdrowiem. Influencerka po powrocie na Bali z podróży na Hawaje skarżyła się na słabsze samopoczucie i gorączkę, ostatecznie trafiając do szpitala. Skura zdradziła, że "ledwo widziała na oczy", a musiała podejmować decyzje dotyczący m.in. opłat za badania. Ostatecznie okazało się, że zachorowała na zapalenie płuc.
Anna Skura o rozstaniu z mężem: "Dla wielu ludzi rozwód jest porażką. Ja nie żałuję"
Kolejny dzień Anny Skury w szpitalu
Pomimo diagnozy, influencerka nie zrezygnowała z publikowania skrupulatnych relacji z pobytu w szpitalu. Skura poinformowała fanów, że trzeciego dnia miała nadzieję już wyjść do domu, ale przekazano jej, że musi zostać w szpitalu przez jeszcze jeden dzień. Jak podkreśliła, informację tę "przyjęła z dużą akceptacją".
Dzień trzeci zaczął się późno, w sensie pielęgniarki były już od 6:30 z inhalatorem, lekami itp. ale przez tą codeinę, którą dostałam w nocy na kaszel do 10:00 nie mogłam się dobudzić. Przyszła Pani doktor i miałam cichą nadzieję, że wyjdę, ale powiedziałam "one more day". Z dużą akceptacją przyjęłam to info
Niestety, "przyjęcie kolejnego dnia z akceptacją" nie trwało długo, bo Skurę dopadł mały kryzys. Skarżyła się też na brak apetytu, przez który nie dała rady zjeść wszystkich pięciu posiłków zaserwowanych przez szpital.
Na początku ten kolejny dzień przyjęłam z akceptacją, ale potem jednak się trochę zdołowałam. Wiem, że jedzenie mi pomaga, a nie ciągle tylko z kroplówek, więc trochę zmuszałam się, jak mi brak było apetytu... ale nie dałam rady z 5 posiłkami
Anna zdecydowała się również na nieco refleksyjne podsumowanie trzeciego dnia pobytu w szpitalu, w którym zdradziła, że "gada sama do siebie" i nie jest to raczej moment, gdzie byłaby "na szczycie jej piramidy szczęścia".
Trzeci dzień... był taki chyba lekko w dół z nastrojem... smutno mi się zrobiło, ale gadam sama do siebie, zaakceptuj to, pobądź z tym. To jest moment, żeby posiedzieć sama ze sobą... i w sumie jak to sobie powiedziałam mówię "ok, to taki czas", raz jestem na szczycie mojej "piramidy" szczęścia... a raz tam niżej... tak już po prostu jest
Podoba wam się taka wylewność?