Matka chrzestna Tomasza Komendy znaleziona martwa. Zwłoki leżały w łazience przez dwa lata
W maju ub. r. wrocławska policja otrzymała zgłoszenie o zaginięciu matki chrzestnej Tomasza Komendy. W rzeczywistości pani Stanisława była widziana po raz ostatni półtora roku wcześniej. Pracownicy firmy sprzątającej przeżyli szok po odnalezieniu ciała kobiety w jej łazience.
Relacje wśród najbliższych członków rodziny Tomasza Komendy nigdy nie należały do najłatwiejszych. Nie jest tajemnicą, że w ostatnich latach życia odciął się od rodzicielki, która aktywnie wspierała go w walce o uniewinnienie. Do dziś trwa batalia sądowa o spadek po zmarłym w 2024 r. niesłusznie osadzonym mężczyźnie, który przepisał wszystkie zakupione nieruchomości najstarszemu bratu. Tym samym nie zadbał o zabezpieczenie przyszłości finansowej swojego syna, 5-letniego dziś Filipa.
Matka Komendy, Teresa Klemańska, przez wiele lat była skłócona ze swoją siostrą. Kością niezgody między paniami okazało się skazanie jej syna.
Myślałam, że będę miała w niej wsparcie, a ta mnie zwyzywała, że jestem matką mordercy, wychowałam bandytę. Okropne rzeczy mówiła, wstyd nawet powtarzać
Kobieta na długi czas straciła kontakt z siostrą, która, według medialnej narracji, wyrzucała ją z mieszkania. Pod koniec 2024 r. otrzymała pismo od administracji jej bloku z prośbą o udostępnienie kluczy do mieszkania. W ten sposób dowiedziała się o nieopłacanych od miesięcy rachunkach. Jej obawy potwierdziły słowa sąsiadów, którzy już od prawie roku nie widzieli staruszki na korytarzach. Początkowo tłumaczyli to przypuszczeniami o długim wyjeździe, lecz wielomiesięczna nieobecność lokatorki zaczęła ich coraz wyraźniej niepokoić. Jedna z mieszkanek bloku powiedziała, że po raz ostatni widziała ją w grudniu 2023 r. przy skrzynce na listy.
To był chyba maj 2024 roku, jak pierwszy raz powiedzieliśmy administratorce budynku, że nas martwi, co się stało z panią Stanisławą. Potem jeszcze kilka razy prosiliśmy, żeby sprawdzili jej mieszkanie, a może wezwali straż pożarną, bo robactwo nam już krążyło po klatce, mówiliśmy, że stamtąd idzie. Usłyszeliśmy od administracji, że jak będzie niesłuszne wezwanie, to jeszcze nas obciążą kosztami, i czy wiemy, ile taka akcja kosztuje
Matka chrzestna Tomasza Komendy zmarła już ponad 2 lata temu
Seniorka borykała się z problemami zdrowotnymi, lecz przez długi czas pozostawała samodzielna i nie prosiła nikogo z sąsiadów o pomoc. Przejęta brakiem kontaktu z siostrą Teresa Klemańska postanowiła zadzwonić do jej syna, który, podobnie jak Tomasz Komenda, nie utrzymywał kontaktu z matką. Ostatecznie pan Grzegorz zgłosił zaginięcie dopiero 8 maja 2025 r. Mężczyźnie z trudem udało się uzyskać zgodę od administracji na wejście do jej mieszkania w celu zabrania zdjęcia zaginionej.
Przyszła administratorka ze ślusarzem, ja byłem z kuzynem. Otworzyli drzwi, przez próg zrobili zdjęcie, a nam kazali iść prosto do szafki ze zdjęciami. Zobaczyłem, że na stole leży mamy inhalator, dokumenty, pieniądze, przecież nigdzie by bez nich nie wyszła. Miała astmę, nie ruszała się bez inhalatora. Chciałem się rozejrzeć po mieszkaniu, ale kazali mi zaraz wychodzić
Pomimo licznych próśb Klemańskiej policja nie dokonała przeszukania lokum. Sprawa prawdopodobnie ciągnęłaby się przez kolejne miesiące, gdyby nie decyzja administracji o eksmisji pani Stanisławy. Wezwana do jej mieszkania firma sprzątająca dokonała makabrycznego odkrycia. Po wejściu do łazienki pracownicy odnaleźli obok wanny zmumifikowane ciało kobiety. Zwłoki były przykryte prześcieradłem.
Syn zmarłej był zszokowany nie tylko okolicznościami śmierci matki, ale też zniknięciem wartościowych przedmiotów. Do tej pory nie może wejść do jej mieszkania.
A na pytanie, gdzie jest protokół, w którym spisano rzeczy mamy, usłyszałem, że nie ma. Nie mogę się dowiedzieć, co zrobiono z rodzinnymi pamiątkami. W domu zawsze były jakieś pieniądze, mama nosiła złotą biżuterię, łańcuszek z medalikiem i pierścionki
Na pytanie dziennikarzy "Gazety Wyborczej" o brak działań funkcjonariuszy w mieszkaniu kobiety, policja wyjaśniła, że administracja budynku wcześniej dwukrotnie otwierała mieszkanie i nie powiadomiła o znalezieniu zwłok. Ponadto lokum sprawiało wrażenie opuszczonego, w związku z czym nie zdecydowali się na jego przeszukanie. Teresa Klemańska jest zrozpaczona tragicznym finałem poszukiwań.
Moja siostra była, jaka była. Wybaczyłam jej, choć nigdy nie zapomniałam, co mi zrobiła. Na taką śmierć jednak nie zasłużyła, żeby dwa lata leżeć w łazience na podłodze
Sprawę przyczyny śmierci matki chrzestnej Tomasza Komendy bada obecnie prokuratura.
ZOBACZ TEŻ: Była partnerka Tomasza Komendy o samotnym macierzyństwie: "Sytuacja jest TRAGICZNA. Jestem uwięziona w domu"