"Nikt mi nic nie dał, NA WSZYSTKO ZAROBIŁAM SAMA. Niczego nie dostałam od narzeczonych i mężów!"

"Wymienialiśmy się prezentami, a lubiłam robić duże prezenty" - dogryza Emilowi. "Grube zarobki są w Dubaju, akcja srania na klatę za torebkę".

Związki Doroty Rabczewskiej to pasmo medialnych nieszczęść. Ostatnim z miłości jej życia był Emil Haidar. Skończyła się wtedy, kiedy celebrytka dowiedziała się, że jej narzeczony jest uzależniony od alkoholu, ma nieślubne dzieci oraz wielomilionowe długi w Urzędzie Skarbowym.

Rozstanie było burzliwe i skończyło się w sądzie. Byli kochankowie pod koniec października zakończyli procesować się o zwrot pierścionka zaręczynowego, sukienek, torebek i butów, które Doda otrzymała podczas ich narzeczeństwa, porysowany samochód oraz kradzież szafy wraz z zawartością. Dorota wciąż chętnie mówi o Emilu, głównie po to, by mu dogryźć. Ostatnio zasugerowała, że w przeciwieństwie do swojego chłopaka dawała drogie prezenty, ale nikomu nie kazała nic zwracać.

Nikt mi nic nie dał, na wszystko zarobiłam sama. Niczego nie dostałam od swoich narzeczonych i mężów. Raczej wymienialiśmy się prezentami. Nigdy niczego nie zabrałam, a lubiłam robić duże prezenty. Mam tyle, na ile sobie zapracuję. Rodzice nie byli zamożni, pomagam im od 14. roku życia. Słyszałam, że grube zarobki są w Dubaju, akcja srania na klatę za torebkę.

Obraz
Obraz
Obraz
Obraz
Obraz
Obraz

Źródło: 20m2 Łukasza/x-news

Wybrane dla Ciebie
Nikt nie czyta, wszyscy wiedzą