Muszę powiedzieć, że w porównaniu do promów, które odpływają z Gdyni i Świnoujścia, to zdecydowanie promy obsługiwane przez Polaków wypadają o niebo lepiej. My nie lubimy narzekać i nigdy nie narzekamy, ale nagrywam to po to, żebyście po prostu wiedzieli. To jest tak, że widać w tym ducha włoskiej spontaniczności. Najpierw był duży problem z kabinami. My, kupując bilety, zdecydowaliśmy się na dwie kabiny, żeby nam było wygodniej, żeby chłopcy od nas odpoczęli, mimo że mogliśmy kupić jedną, która by nas wszystkich pomieściła. Więc wybraliśmy tę opcję droższą, żeby każdy mógł wypocząć, wykąpać się. Te kabiny, co bardzo nas śmieszyło, nazywały się kabinami LUX. Podjeżdżamy, wysiadamy, byliśmy przygotowani. W tym momencie okazało się, że nie mamy jakiejś żółtej karteczki. Mówimy, że jej nie mamy, że jak internetowo kupowaliśmy bilety, to nie dostaliśmy tego, że tu mamy potwierdzenie mailowe z kodem QR, więc jak się okazało, że nie mamy tych papierów, które mieliśmy mieć, a przypominam, jest wpół do 1 w nocy, to się zaczęło bieganie - szczegółowo wyjaśniła Małgorzata Rozenek.