Rusinek WYŚMIAŁ Lubomirskiego. "Książę" odpowiedział i przypomniał mu wstydliwy epizod: "Jedni muszą zjeść foie gras, inni orzeszki ziemne"
Jesteśmy przyzwyczajeni do relacjonowania dram między celebrytami, a ich odzywki i ataki stoją często na bardzo niskim poziomie. Teraz, za sprawą Michała Rusinka i Jana Lubomirskiego, możemy zobaczyć, jak kłócą się ze sobą tzw. "wyższe sfery". O co pokłócili się "polski książę" i pisarz?
Jan Lubomirski-Lanckoroński to bez wątpienia postać niezwykle wyjątkowa w polskim show-biznesie. Już samo pochodzenie z najpotężniejszych polskich rodów magnackich robi wrażenie, a książę lubuje się w pokazywaniu swojego codziennego życia, które znacznie odbiega od codzienności nie tylko przeciętnego Polaka, ale i naszych celebrytów. Zwyczajny dzień u Lubomirskich to przecież przejażdżka bryczką i relaks przy pałacowym kominku. Kto inny jeszcze tak żyje?
Zobacz także: Kontrowersje wokół aukcji Lubomirskiego dla WOŚP. Poszło o autentyczność dzieła Picassa: "Jak grafika może być ORYGINAŁEM?"
Były mąż Dominiki Kulczyk: "Polacy coraz przychylniej postrzegają rodziny arystokratyczne"
Konflikt na linii Lubomirski - Rusinek
Teraz Lubomirski stał się nieoczekiwanie bohaterem kolejnej afery i to takiej "z wyższych sfer". Na początku stycznia na łamach Wyborczej został opublikowany tekst Michała Rusinka, w którym pisarz wziął pod lupę wywiad Lubomirskiego dla serwisu Jastrząb Post. Książę opowiadał w nim o tym, jak święta Bożego Narodzenia spędza arystokracja, co było oczywiście gwarantem niezapomnianych cytatów. Arystokrata uskarżał się tam m.in. na "przymus" jedzenia foie gras, którego nie mógł odmówić teściowej-Francuzce. Zadeklarował również, co szczególnie rozjuszyło Rusinka, że "Bóg się rodzi" jest "prywatną domową kolędą jego rodziny". Franciszek Karpiński miał ją bowiem napisać dla szóstej prababki księcia, a dopiero później kolęda "poszła w świat". Rusinek w swoim tekście kontestował prawdziwość tej historii, a przy okazji pozwolił sobie na kilka złośliwości w kierunku Lubomirskiego w kontekście wspomnianego już foie gras.
Cierpienie gęsi i kaczek jest jednak niczym w porównaniu do cierpienia księcia Lubomirskiego, który jeść foie gras musi: przecież serwuje mu je teściowa-Francuzka i nie może jej odmówić, "bo to tak, jak ja bym w Polsce odmówił jedzenia barszczu z uszkami u mojej teściowej". Trochę się gubimy w liczeniu jego teściowych oraz w ich narodowościach, ale to nie koniec cierpień księcia, bo za jedzenie foie gras jest zarazem piętnowany "przez wszystkie możliwe obrończynie praw zwierząt"
12 dni od publikacji tekstu pisarza na Wyborczą trafiła odpowiedź Lubomirskiego, który bronił honoru rodziny i w kilku akapitach zapewniał, że kontynuuje długą tradycję wspierania artystów i bycia mecenasami polskiej kultury. I tutaj nie obyło się bez złośliwości, bo arystokrata postanowił przypomnieć wstydliwy epizod z kariery Rusinka. W 2014 protegowany Wisławy Szymborskiej został zaangażowany do kampanii reklamowej... orzeszków ziemnych, w ramach której pisał limeryki. To spotkało się oczywiście z oburzeniem i kpinami środowisk literackich, a wiele osób zarzucało mu brak szacunku do dziedzictwa Szymborskiej i używanie jej nazwiska do celów komercyjnych. Lubomirski nie omieszkał mu tego wygarnąć w rewanżu za wyśmiewanie jego męki z foie gras.
Mimo iż spodziewałem się historyczno-literaturoznawczego tekstu, zabarwionego być może lekkim i ciętym dowcipem, ale jednak dotyczącego kolędy "Bóg się rodzi", już w pierwszych zdaniach tekstu potknąłem się o leżące obok wigilijnego stołu foie gras. Ponieważ Pan Profesor raczył był mi współczuć spożywania tego dosyć tłustego i kontrowersyjnego dania, po poczytaniu na temat jego kulinarnych perypetii, również podobne uczucia skierowałem w ku niemu. Wprawdzie jego danie było dużo bardziej dietetyczne, to jednak okazało się dla Pana Profesora, bardzo ciężkostrawne. Po prostu w życiu zdarzają się takie sytuacje, że jedni muszą zjeść foie gras, a inni muszą orzeszki ziemne
Spodziewaliście się takiej arystokratyczno-literackiej dramy?
Zobacz także: Jan Lubomirski-Lanckoroński podrywał na swój "książęcy" tytuł: "Dziewczynom się to podobało"