Sąsiedzi odnalezionej po 2 LATACH chrzestnej Tomasza Komendy zabrali głos po jej śmierci: "Nikt nic nie czuł"
Kilka miesięcy temu w mieszkaniu Stanisławy Szczęsnej, matki chrzestnej Tomasza Komendy, dokonano szokującego odkrycia. Ciało seniorki od 2 lat leżało w łazience, co naturalnie zapoczątkowało serię pytań o to, dlaczego nikt z jej bliskich nie zainteresował się jej losem. Dziennikarz WP porozmawiał na miejscu z sąsiadami zmarłej. Czego się od nich dowiedział?
Historia Stanisławy Szczęsnej, matki chrzestnej Tomasza Komendy, która została odnaleziona na podłodze w łazience swojego mieszkania po 2 latach, mocno poruszyła czytelników Pudelka. Przypomnijmy, że kobieta nie utrzymywała kontaktów z bliskimi. Rodzicielka Komendy zainteresowała się sprawą tajemniczego zaginięcia starszej siostry, kiedy otrzymała list od administracji zamieszkiwanego przez nią bloku z prośbą o umożliwienie wejścia do jej mieszkania.
Myślałam, że będę miała w niej wsparcie, a ta mnie zwyzywała, że jestem matką mordercy, wychowałam bandytę. Okropne rzeczy mówiła, wstyd nawet powtarzać
Ostatecznie seniorka została odnaleziona przez pracowników firmy sprzątającej. Jej zmumifikowane zwłoki leżały tuż przy wannie, lecz najmniej wytłumaczalne w całej tej sytuacji okazało się przykrycie ciała prześcieradłem. Dlaczego policja nie przeszukała wcześniej jej mieszkania? Co stało się z kosztownościami, o których wspomniał syn zmarłej? Czy mieszkańcy bloku nie zainteresowali się losem niewidzianej od 2 lat sąsiadki? Na to ostatnie pytanie spróbował odpowiedzieć dziennikarz Wirtualnej Polski, Łukasz Kuczera, który dotarł do miejsca zamieszkania pani Stanisławy.
Pogrzeb Tomasza Komendy. Napis na jednym wieńcu łamie serce
Co mieli do powiedzenia sąsiedzi Stanisławy Szczęsnej?
Samotna kobieta zamieszkiwała blok komunalny przy ul. Strzegomskiej we Wrocławiu. Dziennikarz nie musiał podawać się za pracownika spółdzielni czy roznosiciela ulotek, by wejść do środka. Drzwi od klatki schodowej nie posiadają bowiem żadnych zabezpieczeń.
Matka chrzestna Tomasza Komendy stroniła od życia towarzyskiego. Nie ucinała pogawędek z innymi lokatorami, nigdy nie prosiła nikogo o pomoc. Jak wspomniała w krótkiej wypowiedzi dla WP mieszkająca w tym samym budynku pani Janina, "jakby miała z nami normalny kontakt, to może ktoś wcześniej zwróciłby uwagę na jej nieobecność". Pomimo tego trudno sobie wyobrazić, że żaden z sąsiadów nie poczuł nieprzyjemnego zapachu ulatniającego się z mieszkania zmarłej. Co ciekawe, jej 30-letni sąsiad potwierdził, że nie było żadnych przesłanek ku temu, by stwierdzić, że z kobietą stało się coś złego.
Faktycznie, taka sytuacja miała miejsce. Mieszkam tu, a sam o tym nie wiedziałem. Może z dwa tygodnie temu to ujrzało światło dzienne. Nikt nic nie czuł, nie było żadnego smrodu czy coś
Jedna z mieszkanek wrocławskiego osiedla Szczepin, która pragnęła zachować anonimowość, przedstawiła zupełnie inną wersję zdarzeń. Jej lokum sąsiadowało bezpośrednio z mieszkaniem pani Stanisławy. To właśnie ona powiadomiła Zarząd Zasobu Komunalnego o braku kontaktu z seniorką.
Mieszkamy ściana w ścianę, więc było czuć jakiś tam smród. Do tego zaczęło łazić pełno robaków z tego mieszkania, głównie prusaków. Sąsiedzi z góry czy z dołu mówili, że nic nie czują
Kobieta dodała, że Szczęsnej zdarzało się wyjeżdżać na kilkutygodniowe turnusy rehabilitacyjne do sanatoriów, w związku z czym jej nieobecność początkowo nie wzbudzała żadnych podejrzeń. Niestety, na działania było już zdecydowanie za późno. Administracja bloku komisyjnie otworzyła mieszkanie 74-latki dopiero w marcu 2025 r., dwa miesiące przed oficjalnym zgłoszeniem jej zaginięcia na policji. Zastanawiające jest to, że nikt wówczas nie zajrzał do łazienki, w której rozegrał się opisywany dramat. Dziennikarz zapytał na miejscu, czy w takim razie żaden z sąsiadów nie zwrócił uwagi na swąd rozkładającego się ciała.
Powiedzieli nam, że smród z ciała to się utrzymuje pierwsze pół roku. Potem już nic nie czuć. Najdziwniejsze w tym wszystkim jest, że syn Stanisławy nawet nie wszedł do łazienki, żeby sprawdzić, czy tam nie ma ciała. To pracownicy administracji odkryli je później
Łukasz Kuczera z redakcji WP opisał budynek jako miejsce, które zatrzymało się w czasie. Jego uwagę zwrócił unoszący się zewsząd odór dymu papierosowego oraz całkowite zaniedbanie czystości. W swojej relacji wspomniał o "palarni", jaką ktoś urządził sobie przed mieszkaniem zmarłej na pierwszym piętrze. Drzwi są zabezpieczone policyjną plombą. Ponadto wciąż widnieje na nich przyklejona przez pracownika Zarządu Zasobu Komunalnego kartka z prośbą "o pilny kontakt telefoniczny lub osobisty w terminie do 26.03.2025 r. w celu udostępnienia lokalu do oceny stanu technicznego i jego zabezpieczenia". To tylko pokazuje, że kobieta była pozostawiona sama sobie.
ZOBACZ TEŻ: Była partnerka Tomasza Komendy przyznaje, że nie ma środków do życia: "Sytuacja jest TRAGICZNA"