Sylwia Butor nieudolnie tłumaczy się z "żartu" na streamie Łatwoganga. Czterominutowy monolog nie wystarczył, by powiedzieć "przepraszam"...
Sylwia Butor nie może wygrzebać się z krytycznych komentarzy po swoim udziale w charytatywnym streamie Łatwoganga. Modelka poleciła "genialny" trik na przyspieszenie porostu włosów osobie, która chwilę wcześniej zgoliła głowę w celu wsparcia pacjentów onkologicznych. Co miała na swoją obronę?
To, co działo się przez 9 dni w skromnej kawalerce na warszawskim Gocławiu, przerosło najśmielsze oczekiwania. 23-letni influencer rozkręcił akcję, która oficjalnie została wpisana do Księgi Rekordów Guinnessa w kategorii "Najwięcej pieniędzy zebranych podczas charytatywnej transmisji na żywo". Temu niezwykłemu, zbiorowemu porywowi serc z uwagą przyglądały się też zagraniczne media, podkreślając olbrzymią skalę wydarzenia, które trwale zapisze się w historii polskiego internetu.
W tym czasie mieszkanie Łatwoganga odwiedziły największe gwiazdy mediów, sportu i kultury, które dały się poznać z mniej formalnej strony. Internauci do dziś są pod olbrzymim wrażeniem niezwykłego zaangażowania Borysa Szyca, pięknej więzi łączącej Cezarego Pazurę z synem, którego zabrał ze sobą na live'a, czy wreszcie dystansu Małgorzaty Kożuchowskiej, która po 15 latach odtworzyła ikoniczną scenę zderzenia z kartonami. Nie mogło również zabraknąć czołowych polskich influencerów. Niestety, nie wszyscy zostawili po sobie dobre wrażenie.
Przeżyjmy to jeszcze raz! Najpiękniejsze momenty transmisji Łatwoganga
Sylwia Butor nieudolnie wygrzebuje się z kryzysu wizerunkowego
Największe ciary żenady odczuli ci, którzy śledzili stream w nocy z soboty na niedzielę. To właśnie wtedy najsłynniejsze lokum w Polsce opanowały dziewczyny z ekipy Dresscode, które wdzięczyły się przed kamerą, skakały, piszczały, czym skutecznie odwracały uwagę od szczytnego celu akcji. Następnego dnia ich "pracodawca" opublikował przeprosiny, choć w zasadzie można byłoby je streścić: mnie tam nie było, ja w tym nie brałem udziału, wyszło jak wyszło.
Influencerki gęsto tłumaczyły się z podejrzeń o prowadzenie transmisji pod wpływem, jednak ich desperackie szukanie atencji trudno porównać do zdecydowanie nieprzemyślanych słów Sylwii Butor. Modelka, która mizdrzyła się przed kamerką z dużo młodszymi koleżankami, zwróciła się do Vito Bambino. Muzyk przyłączył się do akcji golenia głów na łyso w ramach solidarności z osobami walczącymi z rakiem. Jaką radę miała dla niego influencerka? Poleciła mu "dobre wcierki" na porost włosów.
Zarzuty o reklamowanie produktów kosmetycznych to pryszcz. Sylwia Butor, która tą jedną wypowiedzią "zaorała się" na oczach setek tysięcy internautów, dopiero po czasie zrozumiała, jaką głupotę palnęła.
Na maksa niefortunny był ten komentarz o wcierce. Jak ja sobie później zdałam sprawę z tego, że ktoś to mógł odebrać, tak jak odebrał. To, że ludzie zdrowi tak to odebrali, to jest pal licho, z całym szacunkiem do was, bo nie o to mi chodzi, że chcę was lekceważyć, ale to, że ktoś chory mógł to tak odebrać - ja pierdzielę, najgorsza kara ever. Uwierzcie mi, bo w ogóle nie miałam złych intencji. To po prostu był głupi palnięty żart
31-latka pokrętnie tłumaczyła, że to wszystko działo się na żywo, w związku z czym nie mogła już tego odkręcić. "To jest po prostu po zawodach, kaplica, kaput" - podsumowała w przerwie między testowaniem cieni do powiek. Nakładając kolejny z nich, wspomniała: "Gdyby mnie nagrywali 24 godziny na dobę, to ja bym była cancelled już dawno temu". W dalszej części "autorefleksji" kontynuowała temat.
Ja wam tylko powiem, że akurat jeżeli chodzi o wcierki, to ja faktycznie polecałam osobom chorym na nowotwory i zawsze będę polecać, bo wiem, jakie te włosy są ważne. Gdyby one nie były ważne, ten manifest golenia włosów do zera nie byłby w ogóle istotny, a wiem, że jest i dla tych osób to jest bardzo duże obciążenie.
W tej całej spirali głosów oburzenia Butor najbardziej uderzył komentarz na temat... jej rzekomego stanu wskazującego. Pospiesznie wytłumaczyła, że nigdy nie pije alkoholu, choć po chwili przypomniało jej się, że ostatni raz zajrzała do kieliszka w sierpniu ub.r. podczas pierwszego dnia przyjęcia weselnego jej kuzyna. Poleciła swoim odbiorcom odstawienie wszelkich trunków. Dla zdrowia.
W całym jej 4-minutowym monologu zabrakło najważniejszego. Z ust Sylwii ani razu nie padło słowo "przepraszam". Może powinna rozważyć zatrudnienie doradcy wizerunkowego?