Światowymi mediami wstrząsnęła wiadomość o nagłej śmierci gwiazdy serialu "Herosi", 36-letniej Hayden Panettiere. W niedzielę, 16 sierpnia, amerykańskie służby odnalazły aktorkę w mieszkaniu w Karolinie Południowej (najprawdopodobniej wynajętym krótkoterminowo za pośrednictwem znanej platformy internetowej).
Według najnowszych ustaleń portalu TMZ, w apartamencie, w którym zmarła Panettiere, na materacu rzekomo znaleziono Narcan - aerozol do nosa powszechnie stosowany w celu odwrócenia skutków przedawkowania opioidów. Wciąż nie jest jednak jasne, czy środek ten został użyty w próbie reanimacji gwiazdy.
WIDEOTak wyglądał pogrzeb Andrzeja Morozowskiego
Śmierć Hayden Panettiere. Co słychać na nagraniu z połączenia alarmowego?
Światło na sprawę rzucają ujawnione nagrania z połączenia pod numer alarmowy 911, zrealizowanego w niedzielę o 13:51. Z taśm wynika, że dyspozytorka zgłosiła "zatrzymanie akcji serca". Kilka chwil później na nagraniu słychać innego dyspozytora, który wspomina o podejrzeniu przedawkowania. Pomimo podjętej akcji ratunkowej, zgon gwiazdy "Herosów" stwierdzono na miejscu zaledwie 40 minut później - dokładnie o 14:32.
Sąsiad opisał, co działo się w apartamencie, w którym zmarła Hayden Panettiere
Chaos w budynku opisał Micah Lee, sąsiad z luksusowego kompleksu apartamentów Judson Mill Lofts. Mężczyzna twierdzi, że słyszał "spore poruszenie na korytarzu" po tym, jak aktorka rzekomo "zasłabła".
Korytarze są tu dość puste, więc hałas niesie się echem. Właśnie usłyszałem, że ktoś upadł – relacjonował Lee w rozmowie ze stacją WYFF. A potem pojawiły się rozmowy o zatrzymaniu akcji serca. Nie mogę niczego z tego potwierdzić. To tylko to, co słyszałem – podkreślił asekuracyjnie.
Do tragicznych wydarzeń doszło podczas weekendowego wyjazdu, na który Hayden udała się w towarzystwie swojego toksycznego byłego partnera, Briana Hickersona. Jak wynika z doniesień, para rzekomo przyleciała z Los Angeles do rodzinnego stanu Hickersona zaledwie dzień przed śmiercią aktorki.
Służby przekazały pierwsze ustalenie ws. śmierci Hayden Panettiere
Biuro Szeryfa Hrabstwa Greenville poinformowało w poniedziałek, że sekcja zwłok 36-latki została już zakończona. Na ciele nie stwierdzono żadnych śladów urazów, a wstępne śledztwo wykluczyło udział osób trzecich i podejrzane okoliczności. Zastępca głównego koronera, Shelton England, przekazał "Daily Mail", że sprawa wciąż jest badana i jest jeszcze "zbyt wcześnie", by oficjalnie potwierdzać teorię o przedawkowaniu narkotyków.
Uśmiech przez łzy i odrzucenie przez Hollywood
Tragedia jest tym bardziej wstrząsająca, jeśli spojrzymy na to, co Hayden mówiła zaledwie trzy miesiące przed śmiercią. Goszcząc w podcaście u guru wellness Jaya Shetty'ego, promowała swoje wspomnienia. Ze łzami w oczach opowiadała o latach bolesnych traum: tragicznej utracie prawa do opieki nad córką, niedawnej śmierci brata oraz rzekomo trwałym zerwaniu relacji z własną matką. Mimo tych ciosów, przed kamerami starała się tryskać optymizmem.
Wreszcie czuję, że otrząsnęłam się z całej tej ciemności i negatywności. To oznacza, że zamknęłam jedne drzwi, a otwierają się przede mną kolejne. (...) Czuję, że mam jeszcze przed sobą mnóstwo życia - deklarowała uśmiechnięta Panettiere. Zaledwie 90 dni później już nie żyła.
Wizerunek walczącej o siebie gwiazdy boleśnie zderza się z najnowszymi, nieoficjalnymi doniesieniami informatorów "Daily Mail". Z ich relacji wynika, że za kulisami rozegrał się prawdziwy dramat: aktorka rzekomo została całkowicie odrzucona przez Hollywood, rozpaczliwie potrzebowała pracy i wciąż musiała mierzyć się z problemami psychicznymi oraz uzależnieniem. Ten splot zawodowych i osobistych niepowodzeń miał ostatecznie doprowadzić do tragicznego weekendu w Karolinie Południowej.