Opiekunka Villas: "Nie oddam kluczy! Dom jest mój!"

"Pani Violetta bardzo mnie kochała. Niech pan Gospodarek zapłaci za 30 lat opieki nad matką!"

Obraz
Obraz

Mimo że wyrok świdnickiego sądu uprawomocnił się 3 tygodnie temu, "opiekunka" zmarłej Violetty Villas nie zamierza się nim przejmować. Orzeczenie sądu zakończyło trwające ponad 2 lata postępowanie w sprawie okoliczności podpisania przez gwiazdę testamentu na korzyść Elżbiety B. Sędzia ostatecznie przychylił się do opinii ekspertów, którzy stwierdzili, że zmanipulowana i rozpita przez "opiekunkę" gwiazda nie była świadoma tego, co robi.

Elżbieta B. jest oczywiście innego zdania i nie planuje zastosować się do wyroku sądu.

Nie oddam kluczy, bo nie mam gdzie mieszkać - wyjaśnia w rozmowie z Faktem. Dom został zapisany na mnie, bo pani Violetta bardzo mnie kochała. Nie rozumiem, czemu teraz robi się z niej osobę niepoczytalną? Jak pan Gospodarek zapłaci mi zadośćuczynienie za 30 lat opieki nad jego matką, to wtedy możemy rozmawiać. Jakoś nie pamiętam, by przysyłał mamie pieniądze.

Jak przypomina tabloid, w piątek sąd skazał Elżbietę B. na 10 miesięcy więzienia za nieudzielenie pomocy umierającej gwieździe. Wygląda więc na to, że sprawa jej miejsca zamieszkania wkrótce sama się rozwiąże.

W międzyczasie jednak "opiekunka" zdążyła ogołocić dom w Lewinie Kłodzkim ze wszystkich pamiątek. Krzysztof Gospodarek, który w zeszłym tygodniu w asyście policji wszedł po raz pierwszy od procesu do domu matki, zastał zerwane plomby i splądrowane pomieszczenia.

Nie było jej w domu Violetty od miesięcy - ujawnia sąsiad i szwagier zmarłej gwiazdy, Jan Mulawa. Przyszła raz kilka tygodni temu. Wyniosła z domu jakieś rzeczy w reklamówkach.

Obraz
Obraz
Obraz
Wybrane dla Ciebie
Nikt nie czyta, wszyscy wiedzą