Anna Lewandowska przez lata walczyła o to, by wyjść z cienia znanego męża. Zbudowała "fit imperium" i awansowała na pożądaną bywalczynię salonów. Nie może także narzekać na brak zainteresowania ze strony mediów i paparazzi, którzy wypatrują jej powrotów do ojczyzny. Jakiś czas temu trenerka sama przyznała, że choć nadal wspiera ukochanego, chce postawić na siebie.
Okazuje się, że kiedyś Ann wcale nie aspirowała do tego, by żyć na świeczniku i kupczyć swoją prywatnością, a tak przynajmniej twierdzi Cezary Kucharski, były menedżer Roberta, który od lat pozostaje w konflikcie ze słynnym małżeństwem. W swojej książce "Agent. Moja prawda o Lewym, pieniądzach i manipulacji" autor wrócił pamięcią do czasów, gdy Ann kojarzona była tylko i wyłącznie z bycia partnerką Lewandowskiego. Kucharski przekonuje, że to on odkrył w niej drzemiący celebrycki potencjał, Ania jednak wcale nie paliła się do tego, by go wykorzystać. Przynajmniej na początku.
Tak Anna Lewandowska bawiła się na koncercie Bad Bunny'ego! "Najlepiej bawiąca się osoba" (WIDEO)
Wydaje mi się, że z Anią miałem naprawdę dobry kontakt - czytamy. Pamiętam, jak przyszła kiedyś na Mokotowską, do mojego biura, które dzieliłem ze swoją współpracownicą. Zobaczyłem skromną, miłą dziewczynę i stwierdziłem: "Zrobimy z ciebie gwiazdę!". Ania się wtedy oburzyła. Powiedziała, że w życiu nie sprzeda swojej prywatności. To był 2008 albo 2009 r. Późniejsze lata pokazały, że w jej podejściu sporo się pozmieniało…
W każdym razie można powiedzieć, że marka osobista Ani Lewandowskiej to był pierwotnie mój pomysł, bo uparłem się, żeby zrobić z niej gwiazdę - przekonuje Kucharski. Skoro wcześniej dałem słowo, że z jej chłopaka zrobię polskiego Davida Beckhama, było oczywiste, że musi się pojawić też jego partnerka, odpowiedniczka Victorii. Tym bardziej że Ania była sportowcem, a do tego była cholernie ambitna.
Kucharski przyznał, że przekonanie Ani do aktywności w mediach i promowania własnej osoby nie należało do najprostszych zadań. Po latach nawet nie pamięta, w którym dokładnie momencie dała się namówić i pozwoliła mu wykreować brand pod nazwą Anna Lewandowska. Pamięta za to dyskusję przed jej ślubem z Robertem.
"Viva", "Gala" i cała reszta tytułów prasy kolorowej zgłosiły się do nas z propozycją ekskluzywnej sesji zdjęciowej z tego wielkiego dnia. Ania i Robert powiedzieli, że to prywatne wydarzenie i żadnej sesji nie będzie - wspomina. Ja byłem innego zdania. Przekonywałem ich, że prędzej czy później i tak będą musieli się godzić na takie rzeczy. Podkreślałem, że mogą komuś pomóc - honorarium za sesję mogliby przecież przeznaczyć na cele charytatywne. Ostatecznie nic z tego nie wyszło.
Dopiero później ich podejście dość radykalnie się zmieniło. Ponoć to Robert zabiegał o to, by załatwić żonie jej pierwszy kontrakt reklamowy.
Wydaje mi się, że to było na etapie Borussii Dortmund, gdy Lewy stał się gwiazdą rozpoznawalną na skalę międzynarodową. Pamiętam, gdy podczas negocjacji z Nike Robert powiedział, że mam wynegocjować kontrakt też dla Ani. I to się udało. Oczywiście nie mogę zdradzić konkretnych kwot, powiem tylko, że żaden piłkarz w Europie Środkowo-Wschodniej nie podpisał z tą marką tak intratnej umowy - zdradził Kucharski.
Gdy już zdecydowała się pojawiać w mediach, razem z swoimi ludźmi zaczęła dbać o jej aktywność i torować drogę do wielkiej kariery.
Co prawda zdarzało się, że brałem udział w rozmowach w moim biurze na temat działań Ani, ale wszystkim zarządzali Monika i Mariusz. Eventy, negocjacje, sesje zdjęciowe, wybór zdjęć... Tak naprawdę nie chciałem się w to bezpośrednio angażować. Bałem się, że potencjalne niezadowolenie Anki wpłynie na moje relacje z Robertem - wspomina.
Myślicie, że Ania powinna być mu wdzięczna?