Cielecka tłumaczy się z "żydowskiego dziecka w czasie okupacji": "Wracając ze znaczkiem KOD czułam BARDZO NEGATYWNE EMOCJE"

"Reakcje niewyrażone wprost, ale dające do zrozumienia, że mają mnie za coś, co śmierdzi" - broniła swoich słów o okupacji w TVN24.

"Wracając tramwajem z przypiętym znaczkiem KOD, od strony kilku osób czułam bardzo negatywne emocje i reakcje niewyrażone wprost, ale dające do zrozumienia, że mają mnie za coś, co śmierdzi" - stwierdziła Magdalena Cielecka.

Aktorka skomentowała swoją wypowiedź z wywiadu dla Newsweeka, w którym wyznała, że podczas powrotu z manifestacji KOD poczuła się "jak żydowskie dziecko w tramwaju w czasie okupacji". Jej słowa zostały w mocnych słowach skrytykowane. Przypomnijmy: David Wildstein ostro o Magdzie Cieleckiej

Odczułam, że ci ludzie mają mnie za coś, co jest niepożądane - dodała.

Cielecka potwierdziła, że wysiadając z tramwaju usłyszała określenie: "gorszy sort":

Słyszałam za sobą gorszy sort. Mogłabym spodziewać się gorszej reakcji, bo takie rzeczy zdarzają się także w Warszawie.

Zgadzacie się, że żydowskie dzieci w czasie okupacji czuły się tak samo?

Obraz
Obraz
Obraz
Obraz
Obraz

Źródło: TVN24/x-news

Wybrane dla Ciebie
Nikt nie czyta, wszyscy wiedzą