Co wiadomo o ognisku, na które zaproszona była Iwona Wieczorek? "Próbowała nawiązać kontakt z osobami, które tam były"
W związku z ostatnimi działaniami policji w Sopocie powrócił wątek ogniska, które może mieć związek z zaginięciem Iwony Wieczorek. Choć 19-latka ostatecznie prawdopodobnie na nie nie dotarła, samo zaproszenie na imprezę i osoby, które się na niej bawiły mogą być kluczowymi elementami śledztwa.
W nocy z 16 na 17 lipca 2010 roku 19-letnia Iwona Wieczorek bawiła się ze znajomymi w jednym z sopockich klubów. Opuszczając lokal tuż nad ranem, rozpoczęła spacer w kierunku domu rodzinnego na gdańskim osiedlu Jelitkowo - to droga, która powinna zająć około 20 minut. Ślad po dziewczynie urwał się przy wejściu na plażę nr 63, gdzie po raz ostatni zarejestrowały ją kamery miejskiego monitoringu.
Pomimo szeroko zakrojonych poszukiwań, w które zaangażowani byli zarówno funkcjonariusze policji, jak i osoby prywatne, a nawet jasnowidze, los Iwony pozostaje do dziś nieznany. W minionym tygodniu o sprawie znów zrobiło się głośno. W środowe popołudnie zauważono policję w rejonie ulicy Polnej. Funkcjonariusze ubrani w ochronne, białe kombinezony zabezpieczali teren pomiędzy dwoma budynkami, gdzie rozstawiono także namiot. Szybko pojawiły się spekulacje, że prowadzone czynności mogą mieć związek z zaginięciem kobiety. W poniedziałek Katarzyna Calów-Jaszewska z działu prasowego Prokuratury Krajowej potwierdziła, że "w sprawie dotyczącej Iwony Wieczorek pojawiły się nowe fakty i dowody".
Poszukiwania Iwony Wieczorek wznowione
Mikołaj Podolski, współautor książki "Zaginiona Iwona Wieczorek. Koniec kłamstw", zapytany przez Onet o działania służb, przypomniał, że w tym rejonie mieszkali dwaj młodzi mężczyźni, którzy utrzymywali bliskie kontakty z przyjaciółmi Iwony, obecnymi na ognisku. O jakie ognisko chodzi?
Co ma wspólnego ognisko z zaginięciem Iwony Wieczorek?
Marta Bilska, współautorka wspomnianej publikacji, podkreśliła, że wątek "tajemniczego ogniska" jest w opowieściach o zaginięciu Iwony Wieczorek często pomijany.
Na trasie powrotu Iwony odbywało się też ognisko, druga impreza, na którą notabene była też zaproszona. To była urodzinowa impreza kolegi. Wiemy też z billingów, z logowań, że Iwona próbowała nawiązać kontakt, SMS-owała z tymi osobami, które były na ognisku
Wiele wskazuje na to, że Wieczorek ostatecznie nie dotarła na ognisko, jednak samo jej zaproszenie mogło stanowić istotny wątek w sprawie. Zdaniem Bilskej, policja potraktowała go po macoszemu - nie zadbano o dokładne uporządkowanie zeznań uczestników imprezy ani chronologii zdarzeń. Śledztwo w tej części kobieta określiła wprost jako "pomieszanie z poplątaniem", wskazując jednocześnie konkretne błędy popełnione przez funkcjonariuszy. Również zeznania uczestników ogniska często miały mijać się z prawdą.
Jedna osoba twierdzi, że była na ognisku, reszta tych uczestników ogniska zeznaje, że go nie było albo odwrotnie: uczestnicy ogniska mówią, że ktoś tam był, on zaprzecza. Tutaj straszne jest pomieszanie z poplątaniem. Ich zeznania niekoniecznie się zbiegają z ich logowaniami telefonów.
Nawet te ksywki czy imiona. Śledczy nie bardzo już w pewnym momencie wiedzieli, kto jest kim. Jedna osoba miała np. na imię Marcin, a znajomi na niego mówili "Sebastian". Śledczy szukali Sebastiana, a okazało się, że już przesłuchiwali go pod imieniem Marcin. Akurat ten wątek to troszkę tragikomedia
Wierzycie, że doczekamy finału tej sprawy?