Dariusz Kamys w poruszających słowach o śmierci Joanny Kołaczkowskiej: "Lekarze od początku nie pozostawiali złudzeń"
Dariusz Kamys, bliski przyjaciel i współpracownik Joanny Kołaczkowskiej, otworzył się na temat jej choroby oraz niełatwych dni przed jej odejściem. Artystka zmagała się z glejakiem, co było ogromnym wstrząsem dla jej bliskich i fanów. "Dopiero teraz, po odejściu Asi, widzę, jak wspaniałe mieliśmy życie. Jeszcze pół rok temu nie zdawaliśmy sobie z tego sprawy".
Choć od śmierci artystki minęły już ponad cztery miesiące, wielu z bliskich, w tym Dariusz Kamys, wciąż odczuwa pustkę po jej odejściu. Ich relacja była nie tylko zawodowa, lecz także głęboko osobista. Członek kabaretu Hrabi udzielił wywiadu Wirtualnej Polsce, w którym opowiedział, jak radzi sobie po utracie jednej z najbliższych osób w jego życiu, zarówno na scenie, jak i poza nią.
Choroba, która zaskoczyła wszystkich
Wieść o ciężkiej chorobie Joanny Kołaczkowskiej była szokiem. Nowotwór mózgu, z którym się zmagała, odebrał jej możliwość swobodnego mówienia pod koniec życia.
Do samego końca wierzyłem (...). Myślałem, że skoro tyle ludzi myśli o Aśce, cała ta dobra energia nie pójdzie na marne – opowiadał. Jej odejście wytworzyło pustkę, która nigdy nie zostanie wypełniona. Czasem będzie bolało mniej, czasem więcej. Ale ból zostanie.
Sklep dla samobójców (2013)
Dariusz Kamys mówił z bólem, że pomimo wsparcia przyjaciół i fanów oraz ogromnej wiary w cud, lekarze przygotowali rodzinę i najbliższych kabarecistki na najgorsze.
Niestety, lekarze od początku nie pozostawiali złudzeń - wyznał komik w rozmowie z Wirtualną Polską.
Niezwykła więź
Współpraca artystyczna z Joanną była dla niego niezmiernie ważna. Wzajemnie się inspirowali, a jej opinie były dla Kamysa bezcenne.
Zawsze, gdy stworzyłem obraz, wysyłałem go Aśce. (…) Ostatnio znów coś namalowałem i już łapałem za telefon, by jej wysłać. Nagle zdałem sobie sprawę, że się nie da – opowiadał ze wzruszeniem Dariusz Kamys.
Po odejściu Kołaczkowskiej zrozumiał, jak wyjątkowa była ich więź. Dariusz przyznał, że wciąż odruchowo sięga po telefon, by do niej zadzwonić.
Po śmierci Asi kilka razy do niej dzwoniłem. Cały czas mam zapisany jej numer – mówił artysta. Ona bez wątpienia była jedną z kobiet mojego życia. Drugą, z którą najczęściej się widywałem – wspomina.
Łączyła ich nie tylko scena, ale lata rozmów, planów i wspólnych przeżyć:
Snuliśmy plany artystyczne, toczyliśmy długie rozmowy – nieraz bardzo poważne, innym razem bez znaczenia. (…) Przez 40 lat znajomości nasza przyjaźń przetrwała. To wielkie osiągnięcie - przyznaje.
Dopiero po jej śmierci zrozumiał, jak niezwykła więź wytworzyła się między nimi.
Byliśmy w Hrabi jak rodzina. Mówię nie tylko o naszej czwórce, ale też o ludziach z obsługi technicznej, menedżerach itd. Dopiero teraz, po odejściu Asi, widzę, jak wspaniałe mieliśmy życie. Jeszcze pół rok temu nie zdawaliśmy sobie z tego sprawy. Człowiek zawsze docenia takie rzeczy z perspektywy czasu – wyznał Kamys.