Dorota Szelągowska nigdy nie czuła się lepiej we własnym ciele: "Być może to ZASŁUGA BOTOKSU w lwiej zmarszczce"
Dorota Szelągowska szczerze opowiedziała o starzeniu się, samoakceptacji i zmianach, jakie przyniosły jej ostatnie lata. W najnowszym wywiadzie zdradziła, kiedy naprawdę nauczyła się kochać siebie i dlaczego decyzje dotyczące wyglądu uważa za wyłącznie prywatną sprawę.
Dorota Szelągowska od lat motywuje Polaków do zmian w domach, udowadniając, że odświeżenie wnętrza potrafi wpłynąć także na komfort życia. Popularność przyniosły jej programy "Dorota was urządzi", "Domowe rewolucje" oraz "Totalne remonty Szelągowskiej", które gromadziły przed ekranami szeroką publiczność.
Jesienią 2025 roku pojawiła się w nowym formacie TVN Style "Ej, Stara!", gdzie w towarzystwie ekspertek i zaproszonych gości podejmowała temat dojrzewania i zmian, jakie niesie wiek W najnowszym wywiadzie z magazynem "Viva!" prezenterka ponownie poruszyła wątek samoakceptacji, starzenia się oraz relacji z własnym ciałem.
Kiedyś wmówiono nam, że starość jest zła, starzenie się to wstyd, a słowo "stara" jest obraźliwe. W ogóle o starości to szeptem albo wcale. A przecież to najbardziej naturalny proces w naszym życiu. Ba! Na poziomie biologicznym starzejemy się jakoś tak od 21. roku życia.
Dorota Szelągowska mówi o swojej metamorfozie, rzuceniu palenia i menopauzie: "Mam mgłę mózgową"
Dorota Szelągowska o starzeniu się i pokochaniu samej siebie
W tym samym wywiadzie Szelągowska przyznała, że minione dziesięć lat było dla niej okresem dynamicznych przeobrażeń - nie tylko na polu zawodowym, lecz przede wszystkim w sferze prywatnej. Prezenterka przyznała, że choć przybywa jej wiosen, nigdy nie czuła się lepiej we własnym ciele.
W ciągu ostatnich 10 lat, oprócz tego, że dojrzałam, zbudowałam się na nowo, uspokoiłam i dorosłam, również się postarzałam. Głównie fizycznie, bo to, co zmienia się w głowie, traktuję jako rozwój. Choć muszę przyznać, że chyba nigdy w życiu nie czułam się lepiej w moim ciele. Być może to zasługa stymulatorów i botoksu w lwiej zmarszczce, a być może tego, że zaczęłam dbać o siebie z miłości, a nie z nienawiści do siebie.
Droga do pogodzenia się ze swoim wyglądem okazała się jednak wymagająca. Wspominała, że po narodzinach pierwszego dziecka jej ciało przeszło dużą metamorfozę, z którą musiała się oswoić.
Gdy miałam 21 lat, urodziłam Antka. W ciąży przytyłam 35 kg i na całym ciele zrobiły mi się rozstępy. Wyglądałam strasznie. Całe ciało miałam w czerwonych bliznach. W domu nawet pozasłaniałam lustra, żeby przypadkiem na siebie nie spojrzeć. Czułam, że straciłam coś, co było ważnym elementem mojej tożsamości. Straciłam swoje ciało! Bo ja właśnie tak to odbierałam - jako stratę.
Dorota Szelągowska o rozstępach i ciałopozytywności
Jak wyznała Szelągowska, prawdziwa zmiana w podejściu do siebie nastąpiła dopiero po trzydziestce. Zrozumiała wtedy, że nie na wszystko ma wpływ - również na swój wygląd - i że to od niej zależy, czy obdarzy siebie akceptacją. Świadomie postawiła więc na miłość do samej siebie. Nie ukrywa przy tym, że nie patrzy na swoje rozstępy z bezwarunkowym zachwytem.
Nie będę czarować rzeczywistości - one mi się nie podobają i niespecjalnie je lubię, ale siebie kocham. A to są dwie różne rzeczy. Według mnie na tym właśnie polega ciałopozytywność - na miłości do siebie, z której wynikają różne działania, jak choćby dbanie o siebie. Inaczej chudniesz z miłości i z miłością do siebie, a inaczej z nienawiści do własnego ciała.
Gwiazda TVN podkreśliła, że kwestie związane z wyglądem są sprawą osobistą i każda kobieta powinna decydować o sobie według własnych potrzeb i przekonań.
Wkurza mnie, że każda decyzja co do naszego ciała jest szeroko omawiana i komentowana. Schudniesz - źle, droga na skróty. Przytyjesz - też źle. Naturalnie - źle, zaniedbujesz się. Medycyna estetyczna - źle, bo jesteś sztuczną lalą. Kobietom naprawdę wiele rzeczy przez lata wmawiano zupełnie niepotrzebnie. Na przykład, że powinny mieć płaskie brzuchy. Ale jak? Przecież to zależy od naszego cyklu.
Zgadzacie się z Dorotą?