Dorota Szelągowska odpowiada na zarzuty o NEPOTYZM: "Pochodzę z rodziny, w której totalnie nie było KASY"
W najnowszym wywiadzie Dorota Szelągowska zmierzyła się z oskarżeniami o nepotyzm, przypominając o trudach swojego dzieciństwa oraz życiu zawodowym. "Wiem, co to znaczy iść kawał drogi do szkoły przez zaspy śniegu przy minus 15 stopniach. Wiem, co to znaczy nie mieć nic w lodówce, a pierwsze pensje oddawać mamie, żeby pomóc w domu".
Dorota Szelągowska jako córka znanej pisarki od początku miała poniekąd utorowaną drogę, jeżeli chodzić o pracę w mediach. W efekcie dziś jedyną pociechę Katarzyny Grocholi większość kojarzy w związku z prowadzeniem programów o tematyce wnętrzarskiej.
Szelągowska to jedno z tych "dzieci sławnych rodziców", które postanowiły robić karierę w zupełnie innej dziedzinie, unikając tym samym porównań i podejrzeń o nepotyzm. Z tym samym "problemem" boryka się jej 25-letni syn Antoni Sztaba, który śmiało wkracza w świat show-biznesu, parając się aktorstwem.
Szelągowska mówi o karierze syna. Antek powiedział, że TEGO ma nie robić. Nagle przed kamerą Pudelka pojawił się Dowbor!
Dorota Szelągowska nie ukrywa, co zawdzięcza matce
W najnowszym wywiadzie udzielonym magazynowi "Viva!" odniosła się do zarzutów o nepotyzm, mówiąc o swoim wychowaniu i rodzinnych korzeniach. Wracając do młodzieńczych czasów, 45-latka zapewniła, że wbrew powszechnemu wyobrażeniu jej dorastanie nie było usłane różami, a brak pieniędzy odcisnął na niej swoje piętno. Szelągowska otwarcie przyznaje, że zawdzięcza wiele swojej mamie, Katarzynie Grocholi, nie tylko pierwsze większe pieniądze, ale i wsparcie emocjonalne.
Ale to święta prawda, bo ja jej naprawdę wszystko zawdzięczam - mówiła. Przede wszystkim życie. I to, kim jestem, jak wyglądam, i to, że mam zgrabne nogi. Ale też pierwsze większe pieniądze i pierwsze mieszkanie. A wcześniej bardzo trudną historię, ale bardzo ważną i dobrą w tym wszystkim. Pochodzę z rodziny, w której totalnie nie było kasy. Wiem, co to znaczy iść kawał drogi do szkoły przez zaspy śniegu przy minus 15 stopniach. Wiem, co to znaczy nie mieć nic w lodówce, a pierwsze pensje oddawać mamie, żeby pomóc w domu.
Dziś jej życie wygląda zupełnie inaczej. Sama jednak podkreśla, że to nie tylko efekt pracy.
Spotkało mnie niesamowite szczęście, że dzisiaj jestem tu, gdzie jestem - tłumaczy.
Z kolei na pytanie, czy to na pewno szczęście, a nie wyłącznie ciężka praca, odpowiada bez wahania:
Pewnie, że ciężko pracowałam na to, co mam, ale to nie wystarczy. To przecież szczęście, że na swojej drodze spotkałam takie, a nie inne osoby. Że byłam w odpowiednim miejscu o odpowiedniej porze. Na wiele rzeczy zapracowałam, a wiele po prostu mi się udało i nie ma w tym nic złego. Żeby wygrać na loterii, też trzeba kupić los. A reszta to szczęście, rachunek prawdopodobieństwa, przeznaczenie? Zależy, w co kto wierzy.
45-latka nie ucieka od nazwiska swojej mamy ani nie narzeka na ciężar, jaki niesie bycie dzieckiem znanego rodzica, choć zauważa, że oskarżenia o nepotyzm są częścią dzisiejszej rzeczywistości.
Nie będę się wypierać mamy i narzekać, jak jest ciężko być dzieckiem znanego rodzica. Co prawda moja mama zaczęła być znana, jak już byłam dorosła i pracowałam w telewizji, ale żyjemy w czasach, kiedy oskarżamy się nawzajem o nepotyzm i nie lubimy, jak się komuś coś udaje. I tracimy przyjaciół, gdy odnosimy sukces - mówi Szelągowska.
Przekonują Was jej tłumaczenia?