Dorota Wellman prawi o otyłości i tłumaczy, czemu NIE BIERZE OZEMPICU: "Straciłam parę kilogramów, bo pracowałam nad tym z lekarzem"
Dorota Wellman nigdy nie wpisywała się w telewizyjne kanony wyglądu i od lat podkreśla, że nie zamierza się do nich dopasowywać. W najnowszym wywiadzie poruszyła temat otyłości oraz leku na cukrzycę, który obecnie bije rekordy popularności wśród celebrytek. "Dla niektórych to sprawa życia i śmierci. Nie dlatego, że się naw***rdalali, tylko dlatego, że są chorzy".
Dorota Wellman od lat cieszy się ogromną sympatią widzów, którą zyskała dzięki pogodnemu usposobieniu, szczerości i bezkompromisowości. Dziennikarka nie boi się poruszać "niewygodnych" tematów. Często mówi o samoakceptacji i nie ukrywa, że sama na co dzień spotyka się z hejtem. W jednym z wywiadów wyznała, że słyszy pod swoim adresem takie określenia jak "świnia", "baleron" czy "wieloryb".
W wywiadzie udzielonym Karolowi Paciorkowi, który ukazał się na kanale Imponderabilia, prowadząca "Dzień Dobry TVN" przywołała sytuację, kiedy to nie potrafiła przymknąć oka na obelgi jednego z hejterów. Celebrytka odnalazła mężczyznę, który obrażał ją w sieci, i złożyła wizytę w jego pracy, doprowadzając go do płaczu.
Wellman przeszła ablację. "Jestem, żyję i mam więcej energii"
Dorota Wellman szczerze o otyłości i Ozempicu
Wellman wyróżnia się nie tylko ciętym językiem i dystansem do siebie, ale też nietypową jak na telewizyjne standardy sylwetką, która nigdy nie była dla niej tematem tabu. Dyskutując z Paciorkiem, gwiazda TVN wyjawiła, jak patrzy dziś na ruch body positivity.
Już go nie ma - zawyrokowała Dorota. Już wszyscy chcą być tylko szczupli i piękni. Bez wysiłku. Ale o jednej rzeczy chciałabym powiedzieć, że co innego kaprys, żeby być jeszcze szczuplejszym, niż się jest. Bo nasze diwy hollywoodzkie naprawdę były szczupłe, a teraz wyglądają jak szkieletory. I jest to naprawdę przerażające. To jest w okolicach anoreksji i jest to niebezpieczne dla zdrowia i życia.
Wellman, która sama ostatnio sporo zrzuciła i to bez posiłkowania się popularnym lekiem na cukrzycę, jasno dała do zrozumienia, co sądzi o ludziach, którzy korzystają z tej "metody odchudzania".
Chciałam też powiedzieć, że otyłość jest chorobą wynikającą z bardzo różnych dolegliwości - ciągnęła. Na to jest lekarstwo i powinno być stosowane w przypadku, kiedy lekarz nam to zaleci. To, że jest taki lek, to jest błogosławieństwo i powiedzmy sobie wprost: taki lek może uratować życie. Ale jeżeli jest stosowany dla jeszcze szczuplejszej sylwetki, jeszcze węższej twarzy wyglądającej jak trupia, to naprawdę myślę, że jest to fanaberia.
W Polsce te leki są niewiarygodnie drogie. Wydać na przykład 2 tysiące złotych miesięcznie na te zastrzyki jest ogromnym wysiłkiem finansowym. A dla niektórych to sprawa życia i śmierci. Nie dlatego, że się naw***rdalali, tylko dlatego, że są chorzy. Jest tysiąc powodów, dla których ludzie są otyli, nie tylko dlatego, że jedzą chipsy - dodała na koniec.
Na pytanie, czy kiedykolwiek kusił ją Ozempic, dziennikarka stanowczo odpowiedziała:
Nie, bo nie muszę go brać. Nie mam podwyższonego cukru, nie mam cukrzycy. Straciłam ostatnio parę kilogramów, bo pracowałam nad tym z lekarzem ze względu na to, że miałam kłopoty z sercem po pandemii. Nie stosowałam jednak leku. Natomiast jeżeli będę musiała wziąć ze względu na cukrzycę, to wtedy wezmę, jeśli przepisze mi to lekarz.
Ma rację?