Pogrzeb Jana Frycza. Odczytano list od dzieci i wnuków aktora: "Kochaliśmy go bardzo. I najważniejsze, że o tym wiedział" (WIDEO)
Jan Frycz zmarł nieoczekiwanie 15 sierpnia. Słynny aktor odszedł spokojnie w otoczeniu najbliższych. Uroczystości pogrzebowe odbyły się w poniedziałkowy poranek, 7 września, na warszawskich Powązkach. W ostatniej drodze artyście towarzyszyła pogrążona w żałobie rodzina, bliscy oraz licznie zgromadzeni przedstawiciele świata teatru i kina. Podczas pięknej, państwowej ceremonii mistrz ceremonii odczytał wspomnienia rodziny - piękne, pełne emocji listy, malujące obraz Jana Frycza, jakiego znali tylko jego bliscy.
Bolało go, że ludzie nie poświęcali sobie nawzajem wystarczającej ilości uwagi. Ta sprawa uważności przekłada się również na spotkania z wnuczkami: Hanią i Gają. Widywały się ze swoim dziadkiem osobno z prostego powodu: dziadek chciał być w danym momencie tylko dla nich. Oferować im całą swoją uwagę tu i teraz - przemawiał mistrz ceremonii.
To też czyniło te spotkania wyjątkowymi. Niepowtarzalnymi. Wtedy był tylko nasz
Z listów wyłonił się również poruszający obraz aktora jako niezwykle uważnego dziadka. Jan Frycz był uwielbiany przez najmłodszych członków rodziny, w tym Helenkę, Zosię, Jasia, Hanię i Gaję.
To był najwspanialszy dziadek na świecie
W odczytanych listach dzieci z czułością opisywały unikalną relację z ojcem. Olga Frycz podkreśliła, że wszyscy byli głęboko związani z aktorem.
Ja po ojcu z pewnością odziedziczyłam poczucie humoru i umiejętność robienia ruskich pierogów. (...) Z każdym swoim dzieckiem i wnukiem miał swoją osobną, intymną sprawę. Kochaliśmy go bardzo. I najważniejsze, że o tym wiedział.
Z kolei syn Michał przywołał pasję artysty do przyrody i naukę szacunku do potęgi gór. Podzielił się też anegdotą o wspólnym locie awionetką nad Pieninami.
Podobało mu się, chociaż mucha się rozplaskała na szybie i ojciec nie mógł tego przeboleć przez cały lot
Rodzina pożegnała Jana Frycza nie jak wielkiego aktora - a jak dziadka, ojca i człowieka niezwykle obecnego w ich życiu.