Jan Englert wygłosił poruszające przemówienie na pogrzebie Jana Frycza: "Przez wiele lat uważałem się za jego STARSZEGO BRATA" (WIDEO)
Na pogrzebie Jana Frycza oprócz rodziny i przyjaciół, pojawiło się wielu przedstawicieli świata kultury i sztuki. Wśród nich znalazł się Jan Englert. Aktor wygłosił przemówienie, w którym m.in. wspominał początki ich znajomości.
W poniedziałkowe przedpołudnie cała Polska wstrzymała oddech. Na warszawskich Powązkach trwa pogrzeb państwowy wybitnego aktora Jana Frycza, który odszedł 15 sierpnia w wieku 72 lat. W ostatniej drodze gwiazdorowi towarzyszą nie tylko najbliżsi i pogrążone w żałobie dzieci, ale i plejada czołowych postaci polskiego show biznesu i teatru.
Jan Englert o znajomości z Janem Fryczem
Głos przy trumnie zmarłego przyjaciela zabrał m.in. Jan Englert, który pojawił się na uroczystości u boku żony, Beaty Ścibakówny. Słowa byłego Dyrektora Teatru Narodowego poruszyły wszystkich zgromadzonych do głębi. 83-latek zaznaczył, że mówiąc o Fryczu nie jest w stanie uniknąć subiektywizmu. Wyznał, że przez wiele lat uważał się za "zawodowego starszego brata" Jana.
Przez wiele lat, a nawet do dziś, uważałem się za starszego brata Jana Frycza. (...) Dla starszego brata bardzo trudną rzeczą jest stwierdzić, że młodszy jest zdolniejszy. Wielokrotnie tego doświadczyłem - padło z jego ust.
Następnie nazwał kolegę "fenomenem" i wrócił wspomnieniami do momentu, gdy go poznał. Miało to miejsce wtedy, gdy szukał odtwórcy Irydiona. Oglądał wówczas program, który był transmisją z prób sztuki. To właśnie wtedy dostrzegł Frycza.
(...) Wszyscy starali się grać, fałszowali niemiłosiernie. A pod ścianą siedział przystojny młody człowiek o niskim, aksamitnym barytonie. Demonstrował, że nie gra, był absolutnie prywatnie. Zachwyciło mnie to. Zaciągnąłem trochę języka, ale bez żadnych castingów obsadziłem go w "Irydionie", który jest symbolem buntu. Bo w Janku był bunt. Jakiś bunt, którego on sam pewnie nie umiał nazwać - opowiadał.
Jan Englert o fenomenie Jana Frycza
Otworzył się także na temat wyjątkowości zmarłego gwiazdora.
Zastanawiałem się, na czym polegała wielkość jest aktorstwa i osobowości. Myślę, że na antynomii, na przeciwieństwach. Janek był jednocześnie pełnym entuzjazmu chłopcem i zgorzkniałym, sceptycznym starszym panem. Te dwie postaci mieszały się w nim nieustannie. Nigdy nie było wiadomo, czy dziś będę rozmawiał z Fryczem, który biega z samolotem i chce, żeby pofrunął, czy tym, który uważa, że wszystko jest okropne, przestarzałe i trzeba od nowa zacząć. Uczył mnie tego, że nic nie jest na zawsze nam dane - mówił.
Na koniec odniósł się do samego odejścia kolegi, decydując się nawet na nieco humoru.
Wiele osób żegnałem, ale śmierć Frycza, mimo że przewidywalna, zrobiła na mnie olbrzymie wrażenie. (...) Chcę powiedzieć jedno - te samoloty, te okręty po jego śmierci same fruwają i pływają. A Janek tego nie wie, bo prawdopodobnie poucza chóry anielskie, że pora zmienić sposób śpiewania na jakiś ciekawszy - skwitował.
Posłuchajcie.
Mężczyzna w średnim wieku, który niewiele chce od życia. Kiedyś myślał o zostaniu prawnikiem, ale na marzeniach się skończyło. Do pracy w redakcji stara się podchodzić nieemocjonalnie. Prywatnie fan Magdy Gessler, "Klanu" i wędkowania.