Hela Englert diagnozuje niechęć artystów do "oldschoolowej pracy". "Za 3 miesiące pracy nad rolą dostaje się tyle, co za 2 godziny pracy nad rolką"
Helena Englert, najsłynniejsze polskie "nepo baby", udzieliła wywiadu Polskiemu Radiu RDC. I tak oto dowiadujemy się, że praca artystyczna, choć piękna, nie zawsze się opłaca i doskonale rozumie postępowanie młodych twórców.
Helena Englert, prywatnie córka Jana Englerta i Beaty Ścibakówny, od miesięcy usiłuje udowodnić całej Polsce, że wcale nie jest "nepo baby". Na razie idzie jej chyba tak sobie, ale Hela broni nie składa i niedługo zaprezentuje się przed publiką tegorocznego Open'era. Przypomnijmy: dotąd wydała raptem trzy piosenki i będzie to jej drugi koncert w życiu.
Helena Englert o niechęci artystów do "oldschoolowej pracy"
Tak ważne wydarzenie w historii rodzimej muzyki rozrywkowej wymaga wyjątkowej oprawy, dlatego Hela przed występem skupia się na autopromocji. Tym razem otrzymała zaproszenie do rozmowy od Polskiego Radia RDC, więc żal byłoby nie skorzystać. Między kolejnymi wywodami córka Englerta pochyliła się chociażby nad tematem zarobków w branży.
Przez trzy miesiące pracy nad rolą dostaje się takie wynagrodzenie, jak przez dwie godziny pracy nad jedną rolką sponsorowaną. Absolutnie rozumiem, dlaczego ludzie wybierają social media, zamiast teatru, zamiast - nie wiem, jak to nazwać - takiej oldschoolowej pracy. Bo to się po prostu nie opłaca, i to jest bardzo frustrujące i bardzo trudne.
Zobacz też: Jan Englert przekonuje, że nie załatwił pracy córce: "Helena WSZYSTKO ZDOBYŁA SAMA". Dacie wiarę?
Ale żeby nie było, Hela bardzo docenia "oldschoolową pracę" i ma szacunek do tych, którzy się na takową decydują. Zapewnia nawet, że sama by tak chciała, ale "nie umie".
Mam ogromny szacunek do tych ludzi, którzy świadomie wybierają: "Nie, ja tak nie chcę. Ja zostaję w teatrze, będę malować obrazy i wieszać je w galeriach i pisać teksty do gazet, które wciąż są drukowane". To jest piękne i chciałabym tak potrafić. Niestety nie umiem.
Helena Englert wymownie o udziale w "Tańcu z Gwiazdami". "Nigdy nie mów nigdy"
Dramat Heleny Englert. Przez naukę w USA "cofnęła się w rozwoju"
Na tym jednak nie koniec, bo jeśli jakimś cudem o tym zapomnieliście, Hela przez pewien czas uczyła się w Stanach Zjednoczonych. Z Tisch School of the Arts w Nowym Jorku musiała się ewakuować do ojczyzny, bo nie mogła rozmawiać ze znajomymi o Gombrowiczu i "nie odbyła przez pół roku ani jednej wartościowej rozmowy". W wywiadzie, którego udzieliła Karolowi Paciorkowi, dodaje z żalem:
Studia w Stanach są płatne. Chore pieniądze. Za dużo, biorąc pod uwagę jakość edukacji. (...) Nagle się okazało, że oni mówią rzeczy, których już się nauczyłam w pracy albo które w ogóle nie rozwijają. Mam wrażenie, że się tam cofnęłam w rozwoju przez te pół roku.
Mówi się, że studia Heli w USA mogły kosztować nawet 300 tysięcy złotych, więc wizja zerwania z wizerunkiem "nepo baby" chyba niebezpiecznie się oddala. Córka Englerta i Ścibakówny zapewnia jednak, że miała też na względzie dobro rodziców, bo szkoda było ich pieniędzy na jej naukę za oceanem, skoro nie przynosiła ona żadnych efektów.
Nie nawiązałam tam żadnej znaczącej przyjaźni i może to jest moja wina. (...) [Miałam poczucie, że] nie czuję, że rozwijam się w kierunku, w którym chcę, że dostaję wiedzę i jakikolwiek feedback, zupełnie nie odnajduję się tam kulturowo i że jedyne, co robię, to trwonię pieniądze swoich rodziców.
Jesteście wdzięczni, że Hela tak chętnie się tym wszystkim z nami dzieli?