Niegdyś Jola Rutowicz była absolutną królową plotkarskich nagłówków i bywalczynią wszystkich warszawskich salonów. Jej barwny wizerunek, odważne stylizacje i "złote myśli" sprawiły, że media nie spuszczały z niej oka ani na chwilę. Z czasem jednak celebrycki blichtr najwyraźniej przestał ją bawić, a Jola postanowiła zniknąć z rodzimego show-biznesu i zamienić blask fleszy na nowe życie za oceanem, gdzie, jak sama podkreśla, odnalazła spokój.
Wielbicielka pluszowych jednorożców i jedna z najbarwniejszych postaci "Big Brothera" spełnia się obecnie jako partnerka zagranicznego milionera, z którym chętnie wybywa na wycieczki, które skrupulatnie relacjonuje na Instagramie. Aktualnie influencerka bawi się we Francji w luksusowym kurorcie narciarskim, gdzie szusuje po alpejskich stokach.
Rutowicz zdradziła, że do hotelu, w którym się zatrzymała, można dostać się wyłącznie za pomocą dorożki. Zawiedliście się?
WIDEOMarietta Witkowska z "Hotelu Paradise" mówi o swojej metamorfozie. Schudła 20 kilogramów!
Jola Rutowicz ubolewa nad losem koni ciągnących dorożki
Influencerka sfotografowała wóz ciągnący turystów z miasta do narciarskiego resortu. Podkreśliła, że to jedyna opcja, by dostać się na szczyt. Polityka hotelu zabrania korzystania z samochodów.
Widok piękny, ale serce trochę się ściska. Konie wyglądały na zmęczone. Niestety to jedyny możliwy transport do hotelu położonego na samej górze. Mam nadzieję, że są dobrze traktowane i mają odpowiednią opiekę.
Influencerka podkreśliła, że to nie ona jest na zdjęciu i wyraziła chęć pójścia na piechotę. Czyżby?
Oczywiście, że to nie ja pakuję się na te sanie, chyba pójdę piechotą
Czy można jej wierzyć? Kurort jest położony na wysokości 1800 m n.p.m. Chyba trochę za wysoko (i zbyt niebezpiecznie?), by próbować z miasta dostać się tam zimą na piechotę. Oj, Jola, Jola...