Karolina Pajączkowska grzmi po przegraniu procesu z Michałem Adamczykiem: "Sąd postanowił mnie UCISZYĆ"
Karolina Pajączkowska usłyszała wyrok w sprawie o pomówienie Michała Adamczyka, byłego dyrektora Telewizyjnej Agencji Informacyjnej. Sąd uznał, że publiczne zarzuty mobbingu naraziły go na utratę zaufania potrzebnego w pracy zawodowej. Dziennikarka przekonuje, że orzeczenie nie jest prawomocne i zapowiada odwołanie.
Karolina Pajączkowska wciąż dostarcza mediom powodów do pisania na swój temat. Dopiero co głośno było o jej zarzutach wobec produkcji "Królowej przetrwania", która według prezenterki miała dostarczać uczestniczkom alkohol, który u niektórych prowokować miał "konfrontacyjne zachowania". W efekcie jeszcze bardziej zwróciła przeciwko sobie resztę "koleżanek" z programu.
W piątek z kolei wyszło na jaw, że Pajączkowska została skazana z art. 212 Kk za pomówienie Michała Adamczyka. Sąd Rejonowy dla Warszawy-Mokotowa uznał dziennikarkę winną czynu z art. 212 Kodeksu karnego. Sprawa dotyczyła wpisów w mediach społecznościowych, w których dziennikarka zarzucała Adamczykowi m.in. mobbing, poniżanie i szantaż. Z ustaleń sądu miało wynikać, że oskarżenia były bezpodstawne, a ich skutek mógł uderzyć w zawodową wiarygodność Adamczyka. W konsekwencji Pajączkowska została ukarana grzywną 5 tys. zł oraz zobowiązana do zwrotu kosztów procesu w kwocie 4 tys. zł.
Pajączkowska chciała poznać historię Serowskiej. Kiedyś pracowała z Cichopek i Kurzajewskim. Ma z nimi kontakt?
Wyrok za wpisy Karoliny Pajączkowskiej w mediach społecznościowych
Spór koncentrował się wokół twierdzeń dziennikarki, że działania przełożonego miały doprowadzić ją do odejścia z TVP. Sąd ocenił, że takie publiczne zarzuty mogły narazić byłego szefa TAI na utratę zaufania, co w przypadku pracy w mediach ma kluczowe znaczenie. W tle konfliktu pojawiło się nagranie z maja 2023 r. Ujawnione fragmenty miały sugerować, że źródłem napięcia były przede wszystkim kwestie finansowe.
Nagranie z maja 2023 r. i wątek wynagrodzenia Pajączkowskiej
Według opisu sprawy nowe kierownictwo TAI, powołując się na kontrole NIK, zaproponowało Pajączkowskiej obniżenie miesięcznych zarobków o 10 tys. zł. Argumentowano to tym, że dziennikarka nie realizowała pełnego zakresu obowiązków zapisanych w kontrakcie. Prezenterka miała nie zgodzić się na zmianę warunków, wskazując, że wcześniejsze wynagrodzenie było formą rekompensaty za rezygnację z dochodowych zleceń komercyjnych, m.in. aktywności na Instagramie.
Po publikacjach o rzekomej prawomocności orzeczenia Pajączkowska przedstawiła swoje stanowisko w oświadczeniu. Celebrytka przekonuje, że wyrok nie jest prawomocny, dodając, że nie odebrała powiadomienia przez swoją pracę za granicą. Razem ze swoim pełnomocnikiem zamierza się od niego odwołać. Dzień później dziennikarka pokusiła się o kolejny wpis odnośnie przegranego procesu z Adamczykiem. Nie owijając w bawełnę, gwiazda "Królowej przetrwania" zawyrokowała, że "sąd próbuje ją uciszyć".
Wczoraj zrozumiałam, że walka o sprawiedliwość jest trudniejsza, niż mi się wydawało - napisała. Pomimo dowodów świadczących na moją korzyść, sąd postanowił mnie uciszyć. Sędzia uznał, że nagrywanie spotkań służbowych przez szefa, pozbawianie dyżurów, szantaż i obniżenie mojej pensji o 70% nie są mobbingiem. Będę walczyć dalej. W czerwcu kolejna rozprawa.
Myślicie, że Pajączkowska dopnie swego?