Kinga Rusin wspomina, jak PRAWIE UTONĘŁA! "Myślałam przez chwilę, że to koniec"
Kinga Rusin podzieliła się na Instagramie nowymi fotkami w bikini, a przy okazji opisała historię sprzed kilku lat, gdy podczas surfowania spadła z deski i wpadła w wodny wir. "Przerażenie, bezradność, panika - tyle pamiętam" - opisuje dziś dziennikarka bez granic.
U Kingi Rusin po staremu. Gwiazda, która chyba już na dobre pożegnała się z telewizją, zwiedza świat z ukochanym Markiem Kujawą, dzieląc się w mediach społecznościowych opowieściami z dalekich podróży. Czasem jednak nawet nam trudno nadążyć za tym, gdzie aktualnie przebywa. Na szczęście, gdy tylko na chwilę wpada do kraju nad Wisłą, czujni paparazzi natychmiast ruszają za nią.
Kinga Rusin o powrocie do telewizji, Tańcu z Gwiazdami i... Rafale Maseraku. "Mam cudowne, wspaniałe życie..."
W poniedziałkowy poranek przyszedł czas na kolejną dawkę informacji z życia Kingi Rusin. Tym razem nie było jednak miło i kolorowo. Słynna dziennikarka bez granic przekazała, że przebywa obecnie w Meksyku. Do wpisu dodała kilka fotek w stroju kąpielowym, a następnie przeszła "do rzeczy". Opowiedziała bowiem przerażającą historię sprzed kilku lat, gdy podczas surfowania prawie utonęła.
Cieszę się, że wyszłam z tego bez szwanku! A mogłam mieć traumę do końca życia… Kto się kiedykolwiek topił, zrozumie mnie. Tu w Meksyku, traumatyczne przeżycia sprzed 4 lat, z serfowania w Kostaryce, wróciły. I to paradoksalnie na zajęciach z oddychania! Na szczęście trener oddechu hiperkapnicznego dobrze mnie przygotował do ewentualnego ataku paniki - zaczęła swoją opowieść.
Kinga Rusin prawie utonęła
Rusin przyznała, że z tamtego traumatycznego dnia niewiele pamięta. Jak jednak wyznała - "myślała, że to już koniec". Surfowała wówczas daleko od brzegu, w pewnym momencie spadła z deski i wpadła w wodny wir. Na szczęście ktoś ją uratował i wyciągnął na brzeg.
Wtedy, w 2023 r.,w Kostaryce, myślałam przez chwilę, że to koniec. Surfowałam daleko od brzegu, spadłam z deski, a wracające fale i towarzyszący im prąd złapały mnie w tzw. pralkę - byłam w środku wiru. W pewnym momencie straciłam całkowicie orientację, nie wiedziałam, gdzie jest dno oceanu, a gdzie niebo. Przerażenie, bezradność, panika - tyle pamiętam. Ktoś mnie wtedy pociągnął na górę i pomógł dopłynąć do brzegu. Myślałam że już nigdy nie wrócę do surfowania. Wróciłam, ale dopiero po kursach apnea, czyli nurkowania na bezdechu.
Po tamtej sytuacji była gwiazda TVN myślała, że już nigdy nie wróci na deskę. To się jednak zmieniło i Kinga znów surfuje. Pomogły jej specjalne kursy dotyczące oddychania.
A teraz powtórzyłam to, tylko w wersji bardzie zaawansowanej. W czasie treningu, na który zapisałam się tu w Meksyku, coraz dłużej wstrzymywałam oddech, widziałam w wyobraźni zamykającą się nad moją głową wodę, i "czułam" kolejne fale które mnie zalewają. Ale tym razem spokojnie przez to przeszłam, wiedziałam że jeżeli nie spanikuję, jeżeli będę mogła kontrolować oddech i wykorzystać gromadzący się w moich płucach dwutlenek węgla na swoją korzyść to bez problemu dam radę - opisywała dalej Rusin.
Ćwiczenia sprawiły, że dziś Kinga potrafi opanować swój strach i wytrzymać bez oddychania ponad dwie minuty.
W tym moim meksykańskim "sanatorium" bez przerwy uczę się czegoś nowego i poznaję możliwości swojego organizmu. Lepiej późno niż wcale. Chociaż gdybym wcześniej poświęciła więcej czasu na "naukę siebie", to mogłabym uniknąć kilku nieprzyjemnych sytuacji, a przede wszystkim zwiększyć tolerancję na stres, co pewnie też w wielu innych przypadkach bardzo by mi się przydało - pisze uradowana Kinga prosto z Meksyku.
Też jesteście dumni z Kini?