Klaudia Halejcio i jej mąż BRONIĄ Andziaks po AFERZE "FEKALNEJ". "Zaczynała OD ZERA (...). Wszystko idzie pod płaszczykiem MISJI"

Pechowy dzień dla Andziaks i Małgorzaty Rozenek. Celebrytki padły ofiarą akcji radykalnych aktywistów z Ruchu Klimatycznego "Jazda!". Brama domu Andziaks, a także fasada sklepu Twinkle Candle oraz biznesu Rozenek-Majdan zostały oblane sztucznymi odchodami. Coraz więcej osób zabiera głos w sprawie - od samych poszkodowanych, poprzez ekspertów, a także innych "uprzywilejowanych i bogatych". Swoje trzy grosze do "śmierdzącej sprawy" dorzucili również Klaudia Halejcio i Oskar Wojciechowski.

 Ruch Klimatyczny Jazda!Andziaks znalazła swoich obrońców
Źródło zdjęć: © Instagram
Eldorado

Najzwyklejszy czwartek pod słońcem - nic nie zapowiadało nadchodzącej "fekalnej afery", o której od rana mówi pół polskiego internetu. Aktywiści klimatyczni z ugrupowania Jazda! zdecydowali się na radykalny ruch i oblali sztucznymi odchodami bramę posiadłości Andziaks oraz Luki, a także front sklepu celebrytki. Podobny los spotkał fasadę biznesu Małgorzaty Rozenek-Majdan.

Ta kupa symbolizuje ich wkład do polskiego społeczeństwa. Arogancko promują oni skrajnie konsumpcyjny styl życia. Andziaks sama przyznała, że jest "królową konsumpcjonizmu" (...)

- grzmiał Andrzej Strzałkowski, działacz Jazdy w komunikacie prasowym. 

Działanie aktywistów naturalnie spotkało się z gorącą reakcją społeczeństwa. Internet się odpalił, w komentarzach uaktywnili się dziennikarze, eksperci od spraw środowiska, "zwykli" ludzie, a także celebryci podobni Andziaks - znani z umiłowania do luksusowego (niekoniecznie ekologicznego) stylu życia. Sprawę dosadnie skomentował m.in. Oskar Wojciechowski, mąż Klaudii Halejcio, ten, który przedstawia się jako self-made man i ten, który w wywiadzie z Magdą Mołek zupełnie bez wstydu przyznał, że zabrał swojej partnerce dostępy do jej własnego konta.

Rozwarstwienie społeczne w Polsce rośnie z każdym rokiem. Frustracja jest realna. Ale czy odpowiedzią na nierówności jest obrzucanie gó*nem domów ludzi, którzy zbudowali coś z niczego? Czy raczej pytanie, co ty możesz zbudować? Bo wczoraj ktoś wybrał gó*no

- napisał wyraźnie zirytowany.

Czyżby obawiał się, że będzie następny? Jego "przejażdżki" helikopterem raczej nie zdobędą uznania w oczach skrajnych członków ekologicznych stowarzyszeń.

Sklep Andziaks oblany sztucznymi ODCHODAMI!

Oskar Wojciechowski przyznał, że tak, frustracja ekonomiczna w Polsce istnieje i że "połowa Polaków ma ujemny majątek netto". Ludzie, którzy nie mają tego, czego chcą mieć, zawsze szukają uzasadnienia. (...). Każdy przedsiębiorca w tym kraju gra na tym samym zepsutym boisku. Jedni mimo to budują. Inni narzekają - napisał na Instagramie.

Dalej Wojciechowski pochylił się nad zaradnością Andziaks, która według niego "zaczynała od zera. Od telefonu i pomysłu. Nikt jej nie dał milionów" - zwrócił uwagę biznesmen. Tak, telefon i głowa pełna marzeń zdecydowanie wystarczyły do zbudowania imperium. Bogaty ojczym też może okazać się pomocny. Andziaks akurat się z takim poszczęściło - Wojciech K. był przedsiębiorcą, potentatem hotelarskim, obecnie zaś ciążą na nim zarzuty działania na szkodę spółki Optima Development Poland i jej wierzycieli. Ale to przecież tylko "telefon i pomysł".

Wojciechowski natomiast w tym samym stylu poucza, że ci, którzy zarabiają mniej, powinni być wręcz wdzięczni bogaczom, ponieważ... to oni tworzą dla nich miejsca pracy, ergo, dzięki nim "biedacy" mają w ogóle za co żyć.

5 procent najbogatszych odpowiada za 23 procent emisji CO2. I to jest prawda. Ale wiecie co jeszcze jest prawdą? Że te 5 procent płaci najwięcej podatków w tym kraju. Tworzy większość miejsc pracy. Zakłada firmy, które zatrudniają ludzi, którzy karmią swoje rodziny. I gdyby te 5 procent jutro wyjechało z Polski, reszta nie miałaby za co żyć. Bo nie byłoby kto ich zatrudnić

- mądruje się celebryta.

Wojciechowski w swoim strumieniu świadomości ma też przebłyski, w których mówi rzeczy, z którymi trudno się nie zgodzić. Protestuje przeciwko przemocy. Zadaje pytania, gdzie leży granica, na którą jako społeczeństwo dajemy przyzwolenie. Natomiast sposób, w jaki kończy wywód, w trzy sekundy zmywa ewentualną chęć przyklaśnięcia mu (w tym względzie) - bo tak jawną pogardę w stosunku do kogoś, kto zarabia (powiedzmy) średnią krajową, widzi się rzadko, nawet w internecie.

Jeśli dziś oklaskujesz gó*no na bramie, jutro oklaskujesz kamień w szybie. I ta eskalacja nie ma hamulca, bo każdy kolejny krok jest "uzasadniony" frustracją, którą wszyscy rozumieją. A co, bo mam Lamborghini w garażu, to już jestem następny na liście? A sąsiad, co jeździ Porsche, też? A sto tysięcy Polaków, co w zeszłym roku kupiło samochód za ponad dwieście tysięcy, też? Gdzie jest ta granica? Torebka za trzydzieści tysięcy to już za dużo, a za dziesięć jeszcze ok? Samochód za siedemset tysięcy to skandal, a za trzysta to jeszcze dopuszczalne? Kto to ustala? Aktywista za sześć tysięcy miesięcznie?

Oskar Wojciechowski pokusił się nawet o odważne (?) stwierdzenie, że przez negatywne nastawienie ludzi do bogaczy niektórzy zrezygnują z zarabiania pieniędzy, rozwijania biznesów, bo... będą się bali.

Mnie to nie powstrzyma. Nie przestanę zarabiać, nie przestanę budować i nie przestanę wydawać pieniędzy na to, na co mam ochotę, bo ktoś uważa, że nie powinienem. Ale mnie łatwo mówić, bo już mam. Gorzej z kimś, kto dopiero zaczyna. Kto właśnie myśli o otwarciu firmy, o ryzyku, o budowaniu czegoś. I ten ktoś zobaczy, że w Polsce jak się wychylisz, to cię zrównają. I nie otworzy tej firmy. I nie zatrudni tych ludzi. I nie zapłaci tych podatków. I kraj straci, bo ktoś bał się sukcesu. I to jest różnica między krajem, w którym ludzie się bogacą, a krajem, w którym ludzie nienawidzą bogatych. W pierwszym chcesz mieszkać. Z drugiego chcesz uciec. I Polska stoi dziś na tej granicy.

Klaudia Halejcio rozważnie o ataku na dom i sklep Andziaks

Głos na temat afery odchodowej zabrała również Klaudia Halejcio i jak można się domyślić - nie miała ona innego zdania od swego męża, Andziaks czy Luki. Jej komentarz można za to z pewnością nazwać tym najbardziej dyplomatycznym.

Można kogoś nie lubić. Można nie oglądać, nie kupować, nie obserwować, uznać czyjś styl życia za pusty. To wszystko jest twoje prawo. Ale przyjeżdżanie pod czyjś dom to już zupełnie inna liga i nie zmienia tego to, jak bardzo ci się ktoś nie podoba

- napisała na Instagramie Klaudia Halejcio.

Celebrytka dodała, że uważa ten "akt protestu" za zwykły wandalizm, który mają usprawiedliwiać wzniosłe hasła. Dodała także, że ta akcja nie zmieniła kompletnie nic, natomiast "dzięki" aktywistom obcy ludzie znają dokładny adres Andziaks.

Najbardziej niepokoi mnie to, że wszystko idzie pod płaszczykiem misji. Bo kiedy ubierzesz to w kamizelkę, hasło o klimacie i odczytany list to nagle przestaje być niszczeniem cudzej własności, a staje się "akcją". A wystarczy zadać jedno pytanie: co się realnie zmieniło? Emisja nie spadła. Żadne prawo się nie zmieniło. Nikomu nie wzrosła pensja. Zmieniło się tylko tyle, że ktoś musi umyć bramę, a ktoś inny ma w internecie adres domu, w którym śpią jego dzieci. I tu jest sedno (...).

Co sądzicie o tej "śmierdzącej sprawie"?

Oskar Wojciechowski komentuje aferę z Andziaks i aktywistami
Oskar Wojciechowski komentuje aferę z Andziaks i aktywistami © Instagram
Klaudia Halejcio komentuje aferę z Andziaks i aktywistami
Klaudia Halejcio komentuje aferę z Andziaks i aktywistami © Instagram
Aktywiści oblali sztucznymi fekaliami sklep Andziaks
Aktywiści oblali sztucznymi fekaliami sklep Andziaks © Ruch Klimatyczny Jazda!
Oskar Wojciechowski
Oskar Wojciechowski © Instagram
Klaudia Halejcio
Klaudia Halejcio © Instagram
Luka i Andziaks
Luka i Andziaks © Instagram.com
Wybrane dla Ciebie
Nikt nie czyta, wszyscy wiedzą