Nadmorska rezydencja głowy państwa w Juracie stała się w ten weekend tłem dla dwudniowego wydarzenia dla młodzieży, które od momentu ogłoszenia listy artystów wywoływało potężne emocje. Jak wcześniej informowaliśmy, decyzja o zaproszeniu wykonawców słynących z niedwuznacznych i kontrowersyjnych wersów pod prezydencki dach sprowokowała w sieci prawdziwą burzę. Największe emocje wzbudził występ Skolima. Choć przed imprezą zapewniano, że wulgaryzmy zostaną głęboko schowane do kieszeni, a repertuar będzie ugrzeczniony i dostosowany do oficjalnej rangi spotkania, znani artyści oraz internauci i tak nie zostawili na pomysłodawcach imprezy suchej nitki. Autor "Bebecity" nic jednak sobie z tego nie zrobił i po występie ochoczo pozował z Karolem Nawrockim. Zwrócił się też z "orędziem" do młodych osób.
WIDEOTYLKO U NAS! Kubańczyk chciał porozmawiać z Olą Ciupą: "ZMIERZYŁA MNIE WZROKIEM"
Kubańczyk rozpływa się nad Karolem Nawrockim
Poza Konradem na jurackiej scenie miał zaszczyt zaśpiewać także Kubańczyk. Choć raper robił, co mógł, wchodząc w interakcje z fanami, jego występ nie cieszył się aż takim zainteresowaniem, jak show w wykonaniu samozwańczego "króla latino". Podczas swojego występu 31-latek pokusił się o przemowę, w której rozpływał się nad możliwością uczestnictwa w prezydenckim wydarzeniu.
Chciałem powiedzieć, że cieszę się, że mamy możliwość zagrania tutaj u Pana prezydenta. Jeszcze w takim miejscu. Uważam, że robimy bardzo historyczną rzecz. Że w końcu mamy prezydenta, który wychodzi do młodych, który rozmawia z nami, który słucha o naszych potrzebach. Bo jakby nie było, my za jakiś czas, ci młodzi, będziemy decydować o tym, jak to państwo wygląda. Czuję się więc zaszczycony, chciałem jeszcze raz podziękować za zaproszenie - słodził głowie państwa.
Kubańczyk tłumaczy się z wulgaryzmów w swoich utworach
W dalszej części wypowiedzi odniósł się do krytyki wokół artystów zaangażowanych w wydarzenie. Ukochany Zuzi Fijak tłumaczył wulgaryzmy w swoich tekstach tym, że pisał je przeszło dekadę temu, gdy "miał zupełnie inną głowę".
Słuchajcie, widziałem, jakieś artykuły odnośnie naszych tekstów, niedługo nam zabronią wolności słowa w tym kraju. Bo jak miałem 18 czy 19 lat, to pisałem o rzeczach, które działy się wtedy. Moja cała kariera opiera się na mojej historii, na błędach, które popełniałem, na tych małych sukcesach, które osiągaliśmy. Szliśmy tak naprawdę z blokowej klatki aż do prezydenta na koncert w Juracie. To jest niemożliwe. I chciałem wam powiedzieć, że wszystko się da. Ale nie możemy oceniać naszych tekstów po tym, co było 10 lat temu. Bo ja 10 lat temu, jak pewnie większość z was, miałem zupełnie inną głowę. Mieliśmy okres buntu, robiliśmy różne głupie rzeczy. Ale właśnie po to jest muzyka, żeby się wyrażać, żeby opowiadać o tym, jak jest nam źle, żeby opowiadać o tym, jak jest dobrze. I żeby służyła do poprawiania nastroju, żeby służyła do codziennego życia po prostu. Teksty to więc wszystko co mamy i jak możemy się wyrażać, i nie można nam tego zabronić, żebyśmy pisali o życiu - grzmiał.
Ma to sens?