Maja Bohosiewicz rozpoczynała swoją karierę ponad 15 lat temu na deskach teatru i planach popularnych seriali. Z biegiem czasu jej zacięcie przedsiębiorcze zaczęło brać górę nad pasją aktorską. W 2018 r. powołała do życia autorską markę odzieżową Le Collet, która z małego sklepu internetowego wyrosła na rozpoznawalny brand z butikami stacjonarnymi w Warszawie, Gdańsku i Poznaniu. Jak wyznała dumna właścicielka, początki jej zakładania nie były obiecujące.
ZOBACZ: Maja Bohosiewicz ujawnia prawdę o swoich biznesach: "Opowiem wam historię. O życiu w KŁAMSTWIE"
Firma buduje wizerunek marki premium, stawiając na minimalistyczną elegancję, wysokiej jakości tkaniny i szycie w polskich szwalniach. Jak to jednak w świecie show-biznesu bywa, wysoka jakość idzie w parze z odpowiednią ceną, co nie wszystkim klientom przypada do gustu. Bohosiewicz została wywołana do tablicy w związku z częstymi komentarzami o drożyźnie panującej w jej sklepach.
WIDEOMaja Bohosiewicz o życiu w Hiszpanii: "Mam większy luz". Mówi też o szkole swoich dzieci
Maja Bohosiewicz przekonuje, że nie zawyża sztucznie cen
Przedsiębiorcza 35-latka w rozmowie z reporterem portalu Pomponik.pl została skonfrontowana z opiniami, że ubrania jej marki przewyższają możliwości finansowe przeciętnego Polaka. Bohosiewicz nie zamierza jednak przepraszać za pozycjonowanie swoich kolekcji. Wprost odniosła się do filozofii cenowej firmy, przywołując przy tym słowa swojego męża, Tomasza Kwaśniewskiego, który sam realizuje się w wielu różnych branżach.
Zawsze mój mąż powtarza, że coś nie jest drogie, tylko za mało zarabiasz. (...) Mi się wydaje, że nie jesteśmy jakoś wyjątkowo drodzy, raczej jesteśmy takim affordable luxury jak na polskie standardy oczywiście. Przeliczając te ceny w euro, no to nadal to jest dość tania marka, patrząc na Europę czy nawet na świat, a jak na Polskę to jesteśmy tacy affordable, upper premium
Myślicie, że internauci dadzą się złapać na wyszczególniony przez Maję "dostępny luksus"?