Małgorzata Socha miała dość intensywny dzień. Najpierw zaliczyła nagranie w TV, a potem poszła do piekarni, gdzie wpadła na Agnieszkę Dygant. Następnie wsiadła do auta i się zaczęło. Inni kierowcy skarcili ją donośnym trąbieniem. Było groźnie.
Małgorzata Socha, jak każda znana aktorka, uchodzi za osobę wyjątkowo zajętą. Na szczęście w weekend znalazła chwilkę czasu, aby zjawić się w studiu "Halo tu Polsat". Prawdziwa "zabawa" zaczęła się jednak dopiero po tym, jak opuściła budynek stacji. Wszystko jest na zdjęciach.
Po wyjściu ze studia Socha ucięła sobie pogawędkę ze znajomym, który pogłaskał ją po policzku i miło się z nią pożegnał. Aktorka i jej torebka Miu Miu pognały następnie do piekarni, żeby zaopatrzyć się w świeże bułeczki i tu kolejna niespodzianka, bo wpadły na siebie z Agnieszką Dygant. Socha i polska "niania Frania" ucięły sobie pogawędkę i chwilkę poplotkowały z wypiekami w dłoniach.
Przy takim natłoku wrażeń Małgorzata musiała być nieco rozkojarzona, bo wsiadła za kółko i zrobiło się nieco mniej przyjemnie. Aktorka złamała przepisy drogowe, co dokładnie zrelacjonował "Super Express".
Najpierw postanowiła objechać wszystkie auta stojące na pasie do skrętu. Ruszyła więc pasem do jazdy prosto, a później "wepchała" się między inne samochody. Nie spodobało się to pozostałym kierowcom, którzy od razu nacisnęli klaksony. To przecież groziło kolizją! Później aktorka popełniła jeszcze jeden błąd. Jadąc pasem do skrętu w prawo, nagle skręciła... w lewo.
W efekcie "gapcia" Socha została skarcona przez innych kierowców donośnym trąbieniem.
Zobaczcie, jak aktorka wozi się po stolicy.
Socha i Dygant chwilkę poplotkowały ze świeżymi wypiekami w dłoniach.