Maria Prażuch-Prokop gorzko o życiu jako żona Marcina. Czytała, że "bez męża BYŁABY NIKIM"
Po głośnym rozstaniu z Marcinem Prokopem Maria Prażuch-Prokop coraz śmielej zabiera głos publicznie. W najnowszym wywiadzie wróciła wspomnieniami do czasu, gdy przez wiele osób była postrzegana wyłącznie jako "żona znanego prezentera". Nie zabrakło szczerych słów o ocenianiu, budowaniu własnej marki i komentarzu, który szczególnie zapadł jej w pamięć.
W połowie kwietnia Marcin Prokop i Maria Prażuch-Prokop wyjawili zaskakującą dla polskiego show-biznesu informację o rozwodzie. Przez lata uchodzili za wyjątkowo dobrane małżeństwo, które stroniło od skandali i medialnego rozgłosu. Sami podkreślali, że rozstają się w przyjacielskich relacjach. Dziś wiadomo już jednak, że ich małżeństwo zakończyło się na długo przed oficjalnym komunikatem.
Tak wygląda warszawski apartament Marcina Prokopa, w którym mieszkał z żoną
Maria Prażuch-Prokop żali się na swoje nazwisko
Teraz Maria Prażuch-Prokop gościła w podcaście Magdy Mołek "W moim stylu". W rozmowie wróciła do czasów, gdy była postrzegana głównie przez pryzmat nazwiska męża, a nie własnych osiągnięć. Kobieta żaliła się, że było ono dla niej czasem uciążliwe.
To zawsze dla mnie był, szczerze przyznam, najmilszy komplement, jaki mogłam dostać. Że ktoś mnie nie skojarzył z nazwiska byłego męża, tylko z tego jaka ja jestem i co ja robię na Instagramie, jak ja przekazuję treści jogowe. I że one są motywujące, inspirujące. To zawsze był dla mnie największy komplement
Maria wyznała, że spotykała się z przykrymi komentarzami. W pewnym momencie natrafiła na wpis, który, jak mówiła, utkwił jej w pamięci.
Jakaś bardzo niemiła osoba powiedziała mi pod jakimś postem: "Bez męża byłabyś nikim". Brzydkie, co?
Zwróciła uwagę, że właśnie z tego powodu przez lata tak mocno chroniła swoje życie prywatne - nie chciała, by ktokolwiek podważał jej pracę i sprowadzał jej osiągnięcia wyłącznie do nazwiska byłego już męża.
Nigdy nie chciałam (...), żeby ktoś mógł mi zarzucić: "A ona to w ogóle tak naprawdę tej jogi nie potrafi. Ona tylko jest mężem wiecie kogo"
Dziś wyraźnie daje do zrozumienia, że zamierza iść własną drogą - bez dopisków i bez etykietki "żony znanego prezentera".
Doceniacie jej szczerość?