Dramat influencerki: nagrała film, który "na 100% byłby viralem", ale nie może go nikomu pokazać. "ZARAZ SIĘ PORYCZĘ"
Influencerski dramat w trzech aktach. Kinga Sawczuk manifestowała viral, ale efekt swojej pracy musiała "wyrzucić do kosza". Polały się łzy...
Influencerskie dramaty to czasami inna liga - taki Friz w wieku 20 lat musiał zmagać się z ciężarem zarabiania setek tysięcy złotych, Nicol Pniewska i jej ojciec High Bart poważnie pokłócili się o za grubo pokrojonego ogórka, natomiast Julia Żugaj przeżyła chwile grozy, zamknięta w lotniskowym autobusie na ponad pół godziny!
Do panteonu influencerów i ich gorzkich żali dołączyła ostatnio Kinga Sawczuk - lifestyle'owa influencerka, którą na Instagramie śledzi prawie milion followersów. Dziewczyna podzieliła się z widzami smutną historią zmarnowanej pracy i energii. "Zaraz się poryczę" - napisała na Instastory, publikując na wpół zapłakaną twarz.
Justyna Steczkowska wspomina spotkanie z Michaelem Jacksonem: "Bardzo drobniutki. Miał wysoki głos, wręcz dziewczęcy"
Kinga Sawczuk wyje za niedoszłym viralem
Influencerka rzeczowo wyjaśniła sytuację: nagrała filmik, zmontowała go, po czym zorientowała się, że w kadrze widać jakiś produkt, z którym ma zakaz konkurencji. Kinga rozemocjonowała się tak bardzo, że aż uroniła parę łez, dzieląc się z widzami swoją bezsilnością. Tak jakby... nie mogła nakręcić wideo jeszcze raz?
Zaraz się poryczę. Nagrałam reelsa, zmontowałam, pies czeka na siku. A ja nie mogę go wstawić, bo przypomniało mi się, że mam w ręku coś, z czym mam zakaz konkurencji (nie telefon). Najgorsze jest to, że ja myślałam, że to jest git. I wyszło super i byłby viral na 100 %. I do doopy wszystko
Szkoda jej Wam?