Mariusz Kozak był jedną z najbardziej rozpoznawalnych twarzy programu "Gogglebox". Rozpoznawalnych, a zarazem najbardziej lubianych - bo te dwa czynniki niekoniecznie zawsze idą ze sobą w parze. Początki w show były jednak dla niego trudne i wymagały przełamania nieśmiałości.
Nigdy nie przypuszczałem, że ja będę występować, gdyż ja byłem bardzo nieśmiały. I właśnie (...) ta telewizja mnie rozgadała. (...) Poza tym nagrywasz w domu, więc wiesz... Możesz tam sobie podlać trochę winka i nikt tego nie zauważył
Kozak podkreślił, że pomagał fakt, że nagrywki były w jego własnym domu, co sprzyjało rozluźnieniu atmosfery. Celebryta przyznał, że "na kanapie" zdarzyło mu się sięgać po wyskokowe napoje, a realizatorzy początkowo traktowali ten proceder z wyrozumiałością:
Na początku tak (robiłem - przyp. red.) Mało. No trzy (lampki - przyp. red.) Jeszcze wtedy pamiętam fajki jaraliśmy. Raaz chyba (wódka była - przyp. red.). Raz przesadziliśmy na nagraniu. (Produkcja - przyp. red.) wiedziała. No tak puszczali oczko, że tak pijcie sobie, ale nie przesadzajcie. Raz był telefon, no, chłopcy, już nie pijcie tyle
WIDEOMandaryna komentuje niskie noty w "Tańcu z Gwiazdami": "Myślę, że powiedzieli tak, jak czuli" (WIDEO)
Mariusz Kozak uderza w produkcję "Googlebox"
Z upływem lat relacje z twórcami widowiska zaczęły się psuć. Kozak mówił wprost o złośliwościach na planie, które śmiało można by uznać za mobbing.
W telewizji pracuje mnóstwo ludzi z pasją, mnóstwo ludzi z talentem, ale to jest mnóstwo ludzi z jakimiś chorymi ambicjami. Ja na tym planie często doznawałem takich... upokorzeń. Ten nasz duet z Jackiem był taki, że on często mi dokuczał, (...) a produkcja to podkręcała. (...) Ja jestem taki, że raz tyję, raz chudnę i producentka kupiła Jackowi bieliznę wyszczuplającą i kazała mu wręczyć na wizji mi tę bieliznę przed telewizorem.
To jednak nie docinki przelały czarę goryczy. Mariusz Kozak czuł, że jego zdanie i sugestie dotyczące show były ignorowane, a producenci nie informowali go o planowanych zmianach. Celebryta dodał, że ich prywatne nagranie, zrobione żartobliwie, posłużyło za "dowód", że szkodzą programowi. Kozak przyznał, że w końcu, po zmianie producentki, nie wytrzymał presji, wywołał karczemną awanturę i pożegnał się z realizatorami w wyjątkowo ostrych słowach.
W końcu nie wytrzymałem, zrobiłem awanturę i powiedziałem... Bardzo brzydko powiedziałem. Wyp*rdalać
Lubiliście oglądać go w "Googlebox"?