Podróże kształcą, ale w przypadku Marcina Wrony przede wszystkim testują cierpliwość. Korespondent Faktów TVN, który od niemal dwóch dekad relacjonuje dla Polaków wydarzenia ze Stanów Zjednoczonych, spędza w powietrzu i na lotniskach spory kawałek życia. Niestety, media społecznościowe dziennikarza regularnie zamieniają się w pamiętnik lotniskowej udręki.
Marcin Wrona znów walczył na lotnisku. "Nie wiem, czy się śmiać, czy płakać"
Dziennikarz ma na swoim koncie m.in. wielogodzinne koczowanie na terminalach czy odwoływane w ostatniej chwili rejsy. W miniony weekend historia zatoczyła koło. Wrona relacjonował powrót z Dallas, gdzie wraz z ekipą pracował przy obsłudze Konwencji Partii Republikańskiej. Zbieg okoliczności sprawił, że dziennikarz i jego operator, Marcin Wyszogrodzki, musieli wracać osobnymi rejsami.
Słowo honoru daję, że nie wiem, czy się śmiać, czy płakać. Naukowo, za pośrednictwem eksperymentu, zostało dziś udowodnione, że to ja przynoszę pecha lotniczego – ogłosił na Facebooku wyraźnie rozżalony reporter.
WIDEOMonika Olejnik punktuje Kaczyńskiego, komentuje zmiany w TVP i apeluje: "Pani Danuto, czekam na przeprosiny"
Kiedy operator bez najmniejszych przeszkód wyleciał z Dallas i wylądował zgodnie z planem w Houston, samolot Wrony zaliczył opóźniony start. Choć maszynie udało się nadgonić czas w drodze do Chicago, na miejscu na reportera czekała kolejna porcja absurdów i opóźnień.
Trafiliśmy na płytę postojową, czy też parkingową, bo nie było wolnej bramki, wolnego rękawa. (...) No i czekaliśmy ok. 45 min. Dojechaliśmy wreszcie do rękawa. Ja cały ucieszony.(...) Dwie i pół godziny skróciły się do półtorej godziny, dochodzę do mojej bramki... Bam! Dostaję sms-a: pana lot jest opóźniony o dwie godziny – ubolewał.
Współczujecie mu?
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Marcin Wrona z TVN wziął CICHY ROZWÓD? Media donoszą, że ma już nową partnerkę. Dużo młodszą...