Przez 30 lat tajemnica zabójstwa Tupaca Shakura spędzała sen z powiek milionom fanów na całym świecie. Teraz wreszcie doczekaliśmy się wielkiego przełomu w tej legendarnej sprawie. Ława przysięgłych była jednomyślna - Duane "Keffe D" Davis został oficjalnie uznany za winnego zorganizowania krwawego zamachu na kultowego rapera.
Kim był Tupac Shakur?
Tupac Shakur to bez dwóch zdań jedna z najbardziej wpływowych postaci w historii hip hopu oraz prawdziwa ikona lat 90. Jego twórczość i styl życia inspirowały miliony fanów na całym świecie, jednak genialną karierę brutalnie przerwano w nocy 7 września 1996 roku. 25-letni wówczas raper przebywał w Las Vegas, gdzie oglądał walkę bokserską Mike’a Tysona. Gdy wracał z wydarzenia czarnym BMW wraz z szefem wytwórni Death Row Records, Marionem "Suge’em" Knightem, na czerwonym świetle obok ich auta przystanął biały Cadillac. W ułamku sekundy w stronę pojazdu muzyka padła seria strzałów. Shakur został kilkukrotnie trafiony i mimo walki lekarzy zmarł w szpitalu sześć dni później. Przez całe lata sprawcy pozostawali bezkarni, a świat obiegały kolejne teorie spiskowe.
WIDEOŻabson nie chce dawać kilku koncertów dziennie. "Gram 100% live i nie używam żadnego playbacku" (WIDEO)
Proces ws. zabójstwa Tupaca Shakura
Przełom w sprawie nastąpił dopiero wtedy, gdy przed sądem w Las Vegas stanął 63-letni Duane "Keffe D" Davis - były szef gangu South Side Compton Crips. Prokuratura postawiła mu zarzut zorganizowania zamachu i dostarczenia broni, z której zastrzelono artystę. Według prokuratury motywem zbrodni miał być odwet gangu. Wszak kilka godzin przed strzelaniną Shakur pobił Orlando Andersona, siostrzeńca Davisa.
Taka była natura życia gangów w Compton w latach 90. Nie miałeś wyboru. Nie mogłeś wrócić do Compton po tym, jak zostałeś publicznie pobity - powiedział główny zastępca prokuratora okręgowego Binu Palal, cytowany przez "New York Post".
Choć przed sądem mężczyzna konsekwentnie nie przyznawał się do winy i zarzekał się, że jest niewinny, śledczy wyciągnęli przeciwko niemu potężny oręż - jego własne wypowiedzi. Keffe D przez lata chętnie rozmawiał bowiem z mediami. W 2008 roku, gdy występował jako świadek, miał powiedzieć policji, że ponoć skompromitowany dziś Sean "Diddy" Combs oferował mu milion dolarów za zabicie Tupaca. W 2019 roku z kolei wydał autobiografię "Compton Street Legends", w której bez ogródek opisał tamtą noc. Przyznał w niej, że siedział w białym Cadillacu i wręczył pistolet zamachowcom z tylnej kanapy. W tle sprawy pojawiały się też wątki dawnej rywalizacji gangów oraz głośne spekulacje o powiązaniach z wytwórnią Bad Boy Records. W sądzie Davis próbował wycofywać się ze swoich słów, a obrona robiła wszystko, by zbagatelizować moc obciążających wypowiedzi. Mecenas Michael Sanft próbował wmówić sądowi, że rewelacje Keffe D to zwykła "fikcja historyczna", przyrównując je wręcz do kinowego hitu "Titanic". Śledczy nie dali jednak za wygraną - prokuratura utrzymywała, że głośne zwierzenia oskarżonego to tylko jeden z elementów układanki, a cała linia oskarżenia opiera się na solidnym materiale i dowodach poszlakowych.
Werdykt ws. zabójstwa Tupaca Shakura
Dziś wiemy już, że po trzech dekadach sąd podjął decyzję w sprawie. Po dwutygodniowym procesie ława przysięgłych uznała Duane'a "Keffe D" Davisa za winnego zorganizowania zamachu na życie rapera. To pierwszy wyrok skazujący dotyczący tragicznej śmierci Tupaca od momentu feralnego postrzału w 1996 roku. 63-latkowi grozi kara dożywotniego więzienia bez możliwości ubiegania się o zwolnienie warunkowe. Ostateczny wymiar kary sąd ma ogłosić 13 października, a do tego czasu skazany pozostanie w areszcie bez prawa do wyjścia za kaucją.
Myślicie, że to już koniec największej tajemnicy w historii rapu?